Home > Personalo > Stocki

Stocki

January 16th, 2012 Leave a comment Go to comments

W wyniku jakiejś konwersacji na Blipie przypomniałem sobie o czasach, w których zdjęcia stockowe dostarczano do agencji reklamowych w specjalnych albumach. I zrobiłem sobie nostalgia trip, aż mi się w nosie od kurzu zakręciło. Posłuchajcie.

Dziś zdjęcia stockowe bierze się z Internetu. Dawniej Internetu nie było albo był, ale jakiś taki pokraczny i niekomercyjny. Co ciekawe, zdjęcia takich drukowanych wydawnictw ze zdjęciami (Xzibit approves) są praktycznie nie do znalezienia w sieci — wpisanie „stock photo album” albo „stock photo book” zwraca oczywiście stockowe zdjęcia różnych albumów i książek. Na szczęście do dziś mamy parę albumów w firmie: służą koleżance jako podstawka do elcedeka z nieregulowaną wysokością.

W agencji był specjalny regał na stocki. Bo było ich od pyty, na świetnym grubym papierze, wielgachne knigi. I gdy dyrektor artystyczny potrzebował zdjęcia, powiedzmy, samotnej kobiety śmiejącej się do sałaty, zlecał to zadanie wyszukiwarce. Zupełnie jak dziś. Tylko że wtedy wyszukiwarka była człowiekiem, a nawet — jeśli dyrektor artystyczny był wyjątkową szychą — nawet kilkoma podwładnymi. Siadaliśmy, braliśmy sobie po dziesięć albumów każde i szukaliśmy baby z sałatą. Jak ktoś znalazł, zaznaczał stronę kolorowym Post-Itkiem (takim malusieńkim), żeby dyrektor artystyczny mógł sobie wybrać. A najgorsze było, jak dyrektor artystyczny miał klarowną wizję (czytaj: był ostatnim chujem) i po przejrzeniu wszystkich znalezionych propozycji kręcił nosem i mówił „nie ma żadnej rudej patrzącej w prawo, miała być ruda z sałatą i miała patrzeć w prawo” — i trzeba było szukać od nowa.

Coś je, ale za mało się śmieje, poza tym nie widać sałaty.

Przeglądanie stocków wspominam jako najbardziej rozpieprzające psychę zajęcie ever — a pamiętajcie, że robię w reklamie. Po kilkuset stronach roześmianych dziewcząt, chłopców radosnych, seniorów szczęśliwych i czystych, bobasów rumianych i zupełnie niezasranych rzeczywistość odpływała, a ja lądowałem w jakiejś lynchiańskiej onirycznej suburbii, w której za pomalowanymi na biało płotkami kryje się straszliwa chora zbrodnia. Jedyne smutne zdjęcia mieściły się w działach „Social Issues”, gdzie ludzie brali w żyłę narkotyki w zaułkach, szefowie wrzeszczeli na podwładne, a czyjeś bezcielesne dłonie skuwały kajdany. No, ale to tylko kilka stron i dalej jazda, rodzina z bardzo dobrym uzębieniem biegnie po plaży w ładnych swetrach. Raz po jointach wymyśliliśmy z kolegą Magiczną Krainę Sztoklandia, w której wszyscy byli szczęśliwi i mieli dobre życie. I jak czasami trafialiśmy na mieście na jakąś wycieczkę emerytów z RFN, których stylówa w mózgojebnym stopniu pokrywała się z wystrojem ludzi z działu „Seniors”, to się śmialiśmy, że przyjechali ze Sztoklandii popatrzeć na ludzką mizerię.

Aha, i jeszcze fajny był dział „Abstract”, gdzie pełno było jakichś takich przerażających potworków wygenerowanych w 3D. Ta konwersacja na Blipie, od której się zaczęło, teraz pamiętam, to był ^kambuz, który wpisał w wyszukiwarkę grafiki (Google, nie żywą wyszukiwarkę) hasło „internet” — idźcie wpisać, zobaczycie, o czym mówię.

No dobrze. Kiedy już któryś z human search engines znalazł zdjęcie kobiety śmiejącej się do sałaty i dyrektor artystyczny je zaakceptował, to był dopiero początek kłopotów. Kładliśmy album na skanerze i dociskaliśmy dziesięcioma innymi albumami, klnąc gościa, który wymyślił, że albumy ze stockami najlepiej robić w klejonej oprawie. Skanowaliśmy zdjęcie, po czym ci z nas, co byli biegli w Photoshopie, spędzali trochę czasu, usuwając morę i syfy (photoshopowy plugin Despeckle był w tym dobry).

I takie brzydkie zeskanowane zdjęcie służyło jako poglądówka do projektu. Jeśli klient wybrał projekt, trzeba było zdjęcie kupić. I najgorsze, absolutnie najgorsze, co mógł zrobić pracownik, to zgubić jego numer. Bo, uważacie, te zdjęcia miały takie numerki identyfikacyjne pod spodem. I zdarzało się, że niedoświadczony pracownik branży reklamowej taki numerek wycinał przy kadrowaniu zdjęcia w Photoshopie, a plik nazwał kobieta_salata1.tif. I trzeba było szukać numerku w tych księgach od nowa, co oznaczało czasem przejrzenie całego stosu. Takim ludziom pluliśmy do pierogów w pomieszczeniu socjalnym. Uważni czytelnicy zauważą, że w ilustrującym notkę albumie numery umieszczono bezpośrednio na zdjęciach, sprytnie minimalizując ryzyko tego typu wpadki.

Numerek dyktowało się przez telefon (albo wysyłało faksem!) komuś w agencji stockowej. I to zdjęcie do nas przyjeżdżało, uważajcie, w kopercie, na slajdzie, czasami z bardzo daleka, z centrali w obcym kraju. I ten slajd skanowali nam na mieście w zakładzie skanującym, po czym wracał do nas, a myśmy go odsyłali do agencji stockowej. W kopercie.

Jak się pojawiły stocki na płytach CD, najpierw dołączane do albumów, dopiero później jako samodzielne byty, tośmy normalnie brawo bili. A potem jak przyszedł Internet i w ogóle taka opcja, że można wpisać w okienko „ruda śmieje się do sałaty, patrząc w prawo”, to niektórzy nawet płakali.

I to wszystko działo się nie w jakiejś prehistorii, tylko dziesięć lat temu.

Tags:
  1. Rusek
    January 16th, 2012 at 15:35 | #1

    PIERWRZY

  2. January 16th, 2012 at 15:37 | #2

    Piękne, kurwa. Serio.

    Zdrówka!

  3. January 16th, 2012 at 15:39 | #3

    Korzystając z okazji chciałbym podpimpować fantastyczny bełkot, poleca się w szczególności materiał od strony 11; ale generalnie wszystko odbywa się w miejscu o obniżonej grawitacji.

  4. Gammon No.82
    January 16th, 2012 at 15:39 | #4

    Uśmiałem się, pierwszy raz od dłuższego czasu.

  5. January 16th, 2012 at 15:41 | #5

    Troche mysle z usmiechem o salacie.

  6. f_a_t_e
    January 16th, 2012 at 15:45 | #6

    Zawsze się zastanawiam, co było w dressingu do tej sałaty.

  7. January 16th, 2012 at 15:50 | #7

    szprota :

    Troche mysle z usmiechem o salacie.

    No ja sobie wyrobię skojarzenie, i za każdym razem na widok sałaty będę sobie przypominał kobiety śmiejące się do sałaty, ile to szczęścia!

  8. January 16th, 2012 at 15:52 | #8

    Wtem: zapper zabija candidę! http://www.medi-flowery.dk/Pracanaukowa1.pdf

  9. January 16th, 2012 at 15:56 | #9

    bart :

    Wtem: zapper zabija candidę!

    Przepraszam, czy oni tam pieszczą prądem grzyba w bulionie.

  10. Gammon No.82
    January 16th, 2012 at 16:03 | #10

    bart :

    Wtem: zapper zabija candidę! http://www.medi-flowery.dk/Pracanaukowa1.pdf

    Zapper = medycyna naturalna!

  11. satan says dance
    January 16th, 2012 at 16:06 | #11

    Been there, done that. Najgorzej jak po przebiciu się przez zyliard zdjęć i znalezieniu Tego Jedynego, okazało się, że to nie jest fota royalty free i że trzeba znaleźć coś tańszego. Cthulhu Jedyny czemuś tego nie zaorał?!

  12. Rusek
    January 16th, 2012 at 16:07 | #12

    bart :

    Wtem: zapper zabija candidę! http://www.medi-flowery.dk/Pracanaukowa1.pdf

    >dat filename

  13. Maca
    January 16th, 2012 at 16:08 | #13

    Pamiętam te czasy sztokowe :) Dostawało się od tych sztoków głupawki.

  14. f_a_t_e
    January 16th, 2012 at 16:16 | #14

    A, właśnie, jak wygląda indeks takiego albumu? Da się jakoś ograniczyć ilośc przeglądanych stron?

  15. January 16th, 2012 at 16:19 | #15

    f_a_t_e :

    A, właśnie, jak wygląda indeks takiego albumu?

    No jest to podzielone na rozdziały niby, ale zdarzało się sporo niespodzianek.

  16. satan says dance
    January 16th, 2012 at 16:22 | #16

    OTOH internetowe stocki też dostarczają: https://www.facebook.com/ZeStocku

  17. blue.berry
    January 16th, 2012 at 16:27 | #17

    dokładnie – były rozdziały typu kobiety, mężczyźni, dzieci, seniorzy, pary, rodziny ale w sumie to jakoś wielce nie pomagało. przy niektórych poszukiwaniach (np. sałata bez kobiety) było łatwiej, bo bywały sztoki tematyczne, np. z samym jedzeniem. ale też trzeba było wyłowić tę sałatę z pomiędzy pieczonych kurczaków i lodów. piękne czasy.

  18. czescjacek
    January 16th, 2012 at 16:35 | #18

    satan says dance :

    OTOH internetowe stocki też dostarczają: https://www.facebook.com/ZeStocku

    Ledwie otworzyłem, a już 2 komcie zgłosiłem do usunięcia

  19. January 16th, 2012 at 16:41 | #19

    czescjacek :

    Ledwie otworzyłem, a już 2 komcie zgłosiłem do usunięcia

    Ty lewacki donosicielu!

  20. January 16th, 2012 at 16:59 | #20

    Trochę prywata a trochę crowdsource: podrzućcie linki o efekcie cieplarnianym?

  21. January 16th, 2012 at 17:22 | #21

    Podobnie było z czasopismami naukowymi (będę mówił o biomedzie)

    Kiedyś czytało się czasopisma. Czy raczej przeglądało w systemie trzystopniowym 1. patrzymy w tytuły artykułów. 2. potencjalnie ciekawym tytułom czytamy streszczenia 3. potencjalnie ciekawym streszczeniom czytamy artykuły.

    Potem pojawiła się publikacja Current Contents, papierowa księga, która zbierała bodajże tytuły i streszczenia i publikowała w wygodnej do przeglądania formie. Więc przeglądało się to, i notowało co ciekawe, po czem w bibliotece już studiowało się całe artykuły. Podobno CC nadal istnieje, i nawet wychodzi wersja papierowa.

    Powyższe znam raczej z opowieści.

    Potem pojawił się Medline – też tytuły i abstrakty, ale w formie elektronicznej. Tzn. do biblioteki przychodziły płyty CD, trzeba było pójść, wypożyczyć, usiąść do odpowiedniego komputera i przeglądać. A potem znów na półkę po numer czasopisma.

    Następnym przełomem było udostępnienie Medline na sieci wewnętrznej instytutu – można było sobie zaoszczędzić spaceru do biblioteki.

    A potem przyszedł rząd amerykański, wrzucił to wszystko do internetu jako PubMed, i teraz każdy może sobie wyszukać co chce, przeczytać streszczenie, często nawet przeczytać cały artykuł za darmo, i opisać u siebie na blogu. Niekoniecznie rozumiejąc o co w nim chodzi ;-)

  22. blue.berry
    January 16th, 2012 at 17:46 | #22

    ha! w kwestii numerków. czasem fakt, że numerek na scanie lub w nazwie się zachował był niewystarczający. bo bywało tak, że numerek był całkiem bezosobowy i tylko mega doświadczeni przeglądacze mniej więcej widzieli, z której księgi może pochodzić zdjęcie. zwykłemu człowiekowi zostawało nadal ponowne przeglądanie 40-50 sztoków. dlatego arci bardzo zabiegali o to, aby kolorowe karteczki zaznaczające wybrane foty w sztokach zostawały. i potem taka książka wyglądała jak kolorowy jeż albo dziwna ryba. a najgorsze co można było zrobić to w przypływie szału/urwania rozsądku/zemsty/nudy pousuwać te karteczki.

  23. janekr
    January 16th, 2012 at 17:46 | #23

    Alex :

    Trochę prywata a trochę crowdsource: podrzućcie linki o efekcie cieplarnianym?

    A doskonale szare (obok na blogrolce) nie starczy?

  24. AJ
    January 16th, 2012 at 18:28 | #24

    Dr n. med. Elżbieta Puacz

    #nazwiskaznaczące

  25. fronesis
    January 16th, 2012 at 18:30 | #25

    Z prehistorii reklamy we wczesnych latach 90, pamiętam jak znajomi robili szyldy, banery i takie tam biznesom co się właśnie przesiadali z łóżek na własne budki i sklepiki. Gdy przypomnę sobie, że robili to wszytko analogowo to łza mi się w oku kręci. I Ci klienci, którzy chcieli każdą literę w innym kolorze.

  26. sheik.yerbouti
    January 16th, 2012 at 19:05 | #26

    fronesis :

    I Ci klienci, którzy chcieli każdą literę w innym kolorze.

    Oczywiście, jedną z nich było ‘X’. Co najmniej jedną.

  27. fronesis
    January 16th, 2012 at 19:06 | #27

    sheik.yerbouti :

    fronesis :
    I Ci klienci, którzy chcieli każdą literę w innym kolorze.
    Oczywiście, jedną z nich było ‘X’. Co najmniej jedną.

    Kolex, Poldex, Rysiex

  28. sheik.yerbouti
    January 16th, 2012 at 19:13 | #28

    fronesis :

    Kolex, Poldex, Rysiex

    Misię zwłaszcza podoba Drutex, obecnie duży producent okien. Ciekawe, czy właściciel zna pojęcie rebrandingu.

  29. Aethelstan
    January 16th, 2012 at 19:20 | #29

    eli.wurman :

    Korzystając z okazji chciałbym podpimpować fantastyczny bełkot, poleca się w szczególności materiał od strony 11

    E, przecież Piękno wali między oczy już na drugiej:

    Skoro Średniowiecze było tak okropne jak
    przedstawiają to środki masowego przekazu, to dlaczego trwało
    ono przeszło tysiąc lat?

  30. janekr
    January 16th, 2012 at 19:53 | #30

    A czy teraz branża reklamowa w razie potrzeby dziewczyny z sałatą nie bierze przypadkiem pani Basi z recepcji, której fotkę cyknie siostrzeniec dyrektora, co dostał cyfrówkę na komunię?
    Powiadają, że w prasie tak się robi.

  31. blue.berry
    January 16th, 2012 at 20:02 | #31

    @janekr
    robi, robi. ale zanim weźmie panią Basię, to najpierw zrobi projekt z użyciem prevki ze sztoka. a potem po akceptacji projektu wyceni koszta. a potem pan dyrektor się zaduma i powie ” pińcet złotych za zdjęcie baby z sałatą? nigdy, weźmy panią Basię z recepcji, a Kazek zrobi jej zdjęcie tom cyfrówką co jom dostał odemnie na komunię”.

  32. blaise
    January 16th, 2012 at 20:09 | #32

    Skoro mieliście photoshopa, to nie mogliście wykupić zdjęcia i praw do przerobienia modelki na rudą?

  33. smok_wawerski
    January 16th, 2012 at 20:33 | #33

    z dziejów namingu

    http://www.bramy24.pl/

  34. January 16th, 2012 at 20:35 | #34

    smok_wawerski :

    http://www.bramy24.pl/

    Krztuszę się.

  35. sheik.yerbouti
    January 16th, 2012 at 21:25 | #35

    bart :

    Krztuszę się.

    To może być zaraźliwe.

    Nawiasem mówiąc, wczoraj w centrum Kato minął mnie bus (taki quasi-autobusowy, kursowy) oklejony geniuszem swojego właściciela: Niebieska linia Tylko nie zdążyłem zrobić zdjęcia :/

  36. January 16th, 2012 at 22:00 | #36

    To ja sobie zasubskrybuję komentarze i wspomnę tylko, że tęsknię do laba i skanera slajdów. Teraz za skany muszę płacić :(

  37. buldog
    January 16th, 2012 at 22:06 | #37

    W Katowicach można trafić agencję ochrony zwącą się CRAP.

  38. January 16th, 2012 at 22:15 | #38

    re Magiczna Kraina Sztoklandia (albo coś w podobie): Kiedyś kolega zabrał nas nad jezioro Chycińskie (obecne lubuskie), gdzie ojciec kolegi był kierownikiem obozu dla studentów poznańskiej AWF. No się poczuliśmy jak w amerykańskim filmie: wszyscy wokół są młodzi i wysportowani.

  39. oszust1
    January 16th, 2012 at 22:54 | #39

    @ sheik.yerbouti & Drutex:
    Drutex? A właściwie dlaczego mieliby się rebrandować? Biznes się kręci, zapewne ilość klientów, którzy zrezygnują z zakupu okien z powodu obciachowej nazwy jest pomijalnie mała. Za granicą nie sprzedają pewnie pod własną marką, zresztą who cares. Logo mają też paskudne, a paczpan żyją.

    Jest swojsko, przaśnie, a jednak światowox.

    @ bart & obrazki internetu w google
    Domyślałem się, że internet ma jakiś kolor. Teraz wiem, że jest to niebieski.

  40. AJ
    January 16th, 2012 at 22:56 | #40

    oszust1 :

    Domyślałem się, że internet ma jakiś kolor. Teraz wiem, że jest to niebieski.

    Nie widziałeś nigdy ikonki internetu? Taka z literką “e”.

  41. fronesis
    January 16th, 2012 at 23:03 | #41

    Ja nie wiem jak Was, ale zawsze mnie zadziwiał tupet aby działalność parabankową prowadzić pod szyldem “skok”

  42. January 16th, 2012 at 23:07 | #42

    bart :

    Wtem: zapper zabija candidę! http://www.medi-flowery.dk/Pracanaukowa1.pdf

    za tak napisane sprawozdanie z laborki z elektroniki (drugi rok studiów na polibudzie) wylatywało się za drzwi, bez zaszczytu usłyszenia konkretnych zarzutów.

  43. January 16th, 2012 at 23:07 | #43

    Ja rozumiem, że altmed misja i wewogle, ale mógłbyś Barcie częściej zarzucać niepisaną misję blogaska i sadzić takie przepiękne nocie jak ta. Oddech świeżego powietrza.

  44. January 16th, 2012 at 23:14 | #44

    miskidomleka :

    A potem przyszedł rząd amerykański, wrzucił to wszystko do internetu jako PubMed, i teraz każdy może sobie wyszukać co chce, przeczytać streszczenie, często nawet przeczytać cały artykuł za darmo, i opisać u siebie na blogu. Niekoniecznie rozumiejąc o co w nim chodzi ;-)

    Warto tutaj wspomnieć niusa z ostatnich dni: podnoszą łby organizacje wydawców czasopism i w imię świętych praw autorskich chcą cofnąć bezpłatny dostęp do riserczu z pieniędzy podatników:
    http://thesocietypages.org/cyborgology/2012/01/11/the-research-works-act-aims-to-kill-open-access-journals/

  45. stefawrona
    January 16th, 2012 at 23:36 | #45

    lza sie w oku kreci… od tej kobity z salata, pewnie z cebula… sie wyczekiwalo w redakcji na nowe wydania… ehh… :)

  46. ccc
    January 17th, 2012 at 00:08 | #46

    “Kolex, Poldex, Rysiex”

    Ich jest wiecej.

    Sufitex, Polodlew, Piórex

  47. mic
    January 17th, 2012 at 08:21 | #47

    Z początku `90 pamiętam: “Bartex. Export, import, marketing”. Od razu było wiadomo, w jakiej lidze goście grają!

    A w sprawie stocków: widzę, że ciut później się władowałem w reklamę, bo pamiętam już tylko księgi z płytami, oraz zamawianie elektroniczne (i powiedziałbym, że to rok 93 był); co nie zmienia mordęgi z przeglądaniem ksiąg – i tradycyjnie bolesnych lekcji: jest w tych księgach wszystko, prócz tego, co akurat potrzeba.

  48. January 17th, 2012 at 08:43 | #48

    Się śmiejcie z drutexów; jedno z miejsc w których pracuję też jest z dumnym X w nazwie. I są ludzie, którym takie nazwy się kojarzą ze “starymi, dobrymi czasami”.

  49. cdp urwany
    January 17th, 2012 at 08:59 | #49

    eli.wurman :

    Się śmiejcie z drutexów; jedno z miejsc w których pracuję też jest z dumnym X w nazwie. I są ludzie, którym takie nazwy się kojarzą ze “starymi, dobrymi czasami”.

    I chyba słusznie, nowoczesna nazwa to przecież Druteo.

  50. sheik.yerbouti
    January 17th, 2012 at 09:00 | #50

    mic :

    pamiętam już tylko księgi z płytami, oraz zamawianie elektroniczne (i powiedziałbym, że to rok 93 był)

    Niby konkretnie jak wyglądało to zamawianie elektroniczne w 1993?
    eli.wurman :

    I są ludzie, którym takie nazwy się kojarzą ze “starymi, dobrymi czasami”.

    Bo byli wtedy piękni i młodzi; BTW teściów firma z 20-letnią historią też ma X w nazwie ^^

  51. naima_on_line
    January 17th, 2012 at 09:09 | #51

    W Łodzi był kiedyś (może jeszcze jest?) chyba na Zgierskiej pub, którego szyld bardzo chciałam sfocić. Zwało się to (uwaga… weerble!)

    LEŚNIX’S.

    Tak właśnie.

    A w okolicy jest sobie miejsce, gdzie reklamuje się firma kateringowa MIERZWA. Jako że kiedyś sprawdzałam, czy lubię jazdę konną, nie odważę się niczego u tej firmy zamówić.

  52. Lurkerka_Borgia
    January 17th, 2012 at 09:13 | #52

    #nazwy firm

    Mnie rozwalił (własnie w latach 90.) napis na pewnym beczkowozie: SZAMBEX. Z drugiej strony, mogło to świadczyć o autoironii szefa firmy…

    Notka przecudnościowa.

  53. January 17th, 2012 at 09:31 | #53

    Zacna nocia. Tak sobie myślę, że temat altmedowy trochę się już wyczerpał, na co wskazywała częstotliwość poprzednich notek.

    @nazwy firm i nazwiska znaczące
    Mnie się jeszcze przypomniały takie furgonetki, z napisem “Mięso, wędliny, Mieczysław Dobija”.

  54. January 17th, 2012 at 09:34 | #54

    @ amatil:
    Jeżdżąc sobie jednego roku sporo tu i tam, abstrahując od nazwisk i nazw, ukuliśmy teorię, że najłatwiej wóz rzeźnicki poznać po uśmiechniętych bydlątkach namalowanych na burtach…

  55. naima_on_line
    January 17th, 2012 at 10:00 | #55

    Och, co mi przypomina. Jak tylko w domu odzyskam net, wrzucę foty dziwnych nazw firm, jakie udało mi się wypatrzeć w różnych miejscach kraju.

    A to jest coś, co jest na mojej topliście wśród klientów fabryki:

    http://www.exodus.net.pl/

    (W ogóle ta branża ma dobre pomysły wizerunkowe: http://www.ubojniagorzna.pl/index.php?i=1)

  56. marcin_be
    January 17th, 2012 at 10:15 | #56

    o co do nazw firm to moją ulubioną jest: Bracia Strach!
    Firma zajmuje się – uwaga uwaga – oczyszczaniem miasta!

  57. January 17th, 2012 at 10:19 | #57

    @ marcin_be:
    Gdzieś tak na początku lolałem z tej nazwy we Wrocławiu. Teraz są nawet w Gdyni.

    @ naima_on_line:
    Ten drugi link bardzo mnie kiedyś wzruszył na stronie zajmującej się szczuciem cycem.

  58. sheik.yerbouti
    January 17th, 2012 at 10:34 | #58

    naima_on_line :

    A to jest coś, co jest na mojej topliście wśród klientów fabryki:

    I stockowa fotka na głównej! Pięknie kontrastująca z, ekhem, wernakularyzmem architektury na górnej fotce.

  59. January 17th, 2012 at 10:41 | #59

    marcin_be :

    o co do nazw firm to moją ulubioną jest: Bracia Strach!
    Firma zajmuje się – uwaga uwaga – oczyszczaniem miasta!

    Nie tylko miasta. Wsie też oczyszczają.

  60. bantus
    January 17th, 2012 at 10:56 | #60

    Adam Gliniany :

    najłatwiej wóz rzeźnicki poznać po uśmiechniętych bydlątkach namalowanych na burtach…

    Za to nazwy zakładów pogrzebowych: Hades, Orkus, Styks, Eternum, Anubis, Tren, Horus…

    Jeszcze są nazwy firm z POL, Szwagropol i z BUD. A przypomniał mi się jeszcze dom maklerski Penetrator.

  61. ramone.alcin
    January 17th, 2012 at 11:08 | #61

    bart :

    Jaki ten swiat Sztoklandii maly, niektore ze stockowych zdjec z Twojej notki pamietam z jakichs brytyjskich folderow reklamowych!

    ccc :

    Sufitex, Polodlew, Piórex

    “ex” jest od “export” i mialo znaczyc, ze firma jest solidna bo ma zagranicznych kontrahentow.

    Ja pamietam “Zlomrex” widziane regularnie z okien jakiegos pociagu podmiejskiego, ktorym kiedys czesto jezdzilem.

    miskidomleka :

    A potem przyszedł rząd amerykański, wrzucił to wszystko do internetu jako PubMed, i teraz każdy może sobie wyszukać co chce, przeczytać streszczenie, często nawet przeczytać cały artykuł za darmo, i opisać u siebie na blogu. Niekoniecznie rozumiejąc o co w nim chodzi ;-)

    Ale najwiekszy skandal, ze wyniki badan prowadzonych za pieniadze podatnika sa regularnie umieszczane za super drogim paywallem (rekord: $35 za 48-godzinny dostep do pracki), pozostal.

  62. f_a_t_e
    January 17th, 2012 at 11:13 | #62

    ramone.alcin :

    Ja pamietam “Zlomrex” widziane regularnie z okien jakiegos pociagu podmiejskiego, ktorym kiedys czesto jezdzilem.

    Złomrex rozrósł się w potężną grupę w branży stalowej, jakoś nazwa im nie przeszkadza.

  63. Gammon No.82
    January 17th, 2012 at 11:19 | #63

    naima_on_line :

    LEŚNIX’S

    Naleśnix’s, do wykorzystania.

    marcin_be :

    co do nazw firm to moją ulubioną jest: Bracia Strach

    http://manolobig.com/wordpress/wp-content/uploads/2009/10/max_schreck_03.jpg

  64. January 17th, 2012 at 11:43 | #64

    ramone.alcin :

    Ja pamietam “Zlomrex” widziane regularnie z okien jakiegos pociagu podmiejskiego, ktorym kiedys czesto jezdzilem.

    Jeśli twój pracodawca inwestuje na GPW, to być może ma nawet kawałek Złomreksu. Ty też możesz sobie kupić.

  65. January 17th, 2012 at 11:49 | #65

    bantus :

    Za to nazwy zakładów pogrzebowych: Hades, Orkus, Styks, Eternum, Anubis, Tren, Horus…

    Mijałem dziś karawan zakładu Apokalipsa Legionowo.

  66. f_a_t_e
    January 17th, 2012 at 12:02 | #66

    bart :

    Mijałem dziś karawan zakładu Apokalipsa Legionowo.

    To brzmi jak nazwa jakiegoś zespołu sportowego.

  67. marcin_be
    January 17th, 2012 at 12:02 | #67

    bart :

    http://manolobig.com/wordpress/wp-content/uploads/2009/10/max_schreck_03.jpg

    Kiedyś RMF miał taki konkurs na najdziwniejszą nazwę dla zakładu pogrzebowego i oidp to drugie miejsce miał Game Over, a na pierwszym był Zakład Pogrzebowy REKIN.

  68. Rusek
    January 17th, 2012 at 12:07 | #68

    bantus :

    Adam Gliniany :
    Jeszcze są nazwy firm z POL, Szwagropol i z BUD.

    A ja widziałem combo: Polbud

  69. ramone.alcin
    January 17th, 2012 at 12:21 | #69

    amatil :

    Jeśli twój pracodawca inwestuje na GPW, to być może ma nawet kawałek Złomreksu. Ty też możesz sobie kupić.

    Jezeli moj pracodawca inwestuje w Zlomrex, to mi nie bedzie wolno kupic :(

  70. ramone.alcin
    January 17th, 2012 at 12:30 | #70

    Rusek :

    A ja widziałem combo: Polbud

    W kategorii “cute” nic nie przebije tego baru w Kobe:

    http://r.tabelog.com/hyogo/A2801/A280101/28002261/dtlrvwlst/765499/

    (nazywa sie “Little Feat” ale chodzilo im pewnie o “Little Feet”, bo w srodku maja w dosc duzym akwarium takie dwa miniaturowe pingwiny – nie wiem, czy ciagle te same, czy laduja na talerzach gosci).

  71. Yaca
    January 17th, 2012 at 12:38 | #71

    bart :

    bantus :
    Za to nazwy zakładów pogrzebowych: Hades, Orkus, Styks, Eternum, Anubis, Tren, Horus…

    Mijałem dziś karawan zakładu Apokalipsa Legionowo.

    No to proszę – combo nazwa + adres:
    http://radzionkow.uslugipogrzebowe.com.pl/

  72. sheik.yerbouti
    January 17th, 2012 at 12:39 | #72

    f_a_t_e :

    Złomrex rozrósł się w potężną grupę w branży stalowej, jakoś nazwa im nie przeszkadza.

    Bo Złom Rex, że niby rządzą. Mała zmiana na Ziom Rex i gra muzyka.

  73. bantus
    January 17th, 2012 at 12:42 | #73

    Rusek :

    A ja widziałem combo: Polbud

    Zgaduję Budopol. Sprawdzam. Jest.

  74. ramone.alcin
    January 17th, 2012 at 12:47 | #74

    bart :

    Mijałem dziś karawan zakładu Apokalipsa Legionowo

    Brzmi jak nazwa stowarzyszenia kibicow pilkarskich.

  75. January 17th, 2012 at 12:48 | #75

    Mój ojciec miał firmę “Herbud”. Jak się wpisze tę nazwę w googlach, to wyskakuje z 15 takich firm…

  76. tannenberg
    January 17th, 2012 at 12:57 | #76

    f_a_t_e :

    To brzmi jak nazwa jakiegoś zespołu sportowego.

    Thrash Attack Lipiny

  77. janekr
    January 17th, 2012 at 13:28 | #77

    Dom weselny “Mezalians”

  78. kane
    January 17th, 2012 at 13:39 | #78

    Pamiętam to z drugiej strony, pracowałem w takiej agencji stockowej/RF i pisaliśmy coraz to lepsze wyszukiwarki i ficzery żeby takim dyrektorom lżej było..
    a ile śmiechu było przy czytaniu historii wyszukiwania.

  79. Gammon No.82
    January 17th, 2012 at 13:42 | #79

    Chyba już było? Zakład pogrzebowy Galaxy zaraz obok księży Orionistów, plac Narutowicza.

  80. January 17th, 2012 at 14:33 | #80

    Gammon No.82 :

    Chyba już było? Zakład pogrzebowy Galaxy zaraz obok księży Orionistów, plac Narutowicza.

    Shadow Galactica

  81. igor
    January 17th, 2012 at 15:20 | #81

    janekr :

    Dom weselny “Mezalians”

    A popularny producent obrączek i pierścionków zaręczynowych nazywa się Apart.

  82. ojap
    January 17th, 2012 at 15:32 | #82

    Obsługa aut i instalacje gazowe tylko w firmie Czakram http://www.czakram.pl/ http://www.rzeszow.czakram.pl/

    W Rzeszowie działają/ły dwa sklepy z ubraniami – Ciuchatek i KupCiuszek.

  83. ramone.alcin
    January 17th, 2012 at 15:44 | #83

    OFFTOP: Sierakowski atakuje prewencyjnie konkurencje: http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/SierakowskiPrzekrojHajdarowicza/menuid-1.html

    A ja sie z nim totalnie nie zgadzam, nawet jezeli Kurkiewicz zrobi z “Przekroju” lewicowy tabloid to super, dlaczego maja byc w Polsce tylko prawicowe tabloidy?

  84. dink
    January 17th, 2012 at 16:03 | #84

    A mnie najbardziej bawił szyld szewca na Hożej – “Buty hiszpańskie” :-)

    ad. SKOK-ów – W reklamie radiowej/tv był konkretnie “SKOK Stefczyka”

  85. pinkunicorn
    January 17th, 2012 at 17:22 | #85

    salon do paznokci – “Tendencja Refleks”
    Żeby nie było: http://dl.dropbox.com/u/742548/tendencjarefleks.jpg
    Warszawa, Natolin

  86. January 17th, 2012 at 17:42 | #86

    @ramone.alcin
    Ale najwiekszy skandal, ze wyniki badan prowadzonych za pieniadze podatnika sa regularnie umieszczane za super drogim paywallem (rekord: $35 za 48-godzinny dostep do pracki), pozostal.
    Otóż nie do końca. Wszystkie prace za pieniądze podatnika (przynajmniej NIH, nie jeste, pewien NSF) od bodajże kwietnia 2008 mają wylądować w bezpłatnej i dostępnej PubMed Central. Albo w formie artykułu pięknie złożonego przez czasopismo, albo przynajmniej zPDFowanego “mauskryptu”, czyli wersja Word+obrazki.
    Czasopisma mogą zażądać bodajże 12-miesięcznego embarga.

    Wysłanie do PubMedCentral jest prawnym obowiązkiem badacza korzystającego z pieniędzy NIH. Wiele czasopism nawet wysyła do PubMedCentral za autora, w przypadku innych trzeba załatwić to samemu.

    Niestety w tym momencie odbywa się próba skasowania tego mechanizmu, o czym piszał wyżej Tomash (i inni, np. Pharyngula niedawno).

  87. lenistwo
    January 17th, 2012 at 23:54 | #87

    W Krakowie są ze dwa Pieczątexy. Oraz Akademia Paznokcia (chociaż Tendecja Refleks lepsza :D).

  88. bantus
    January 18th, 2012 at 00:10 | #88
  89. mic
    January 18th, 2012 at 00:42 | #89

    @ sheik.yerbouti:

    Fakt, nie wyglądało, pomyłka. Pomyślałem, że skoro mieliśmy e-maile, to było tak jak dziś – mega-giga + kontakt ze wszechświatem;

    (komórki na kartki, itede)

    Krótka historia Internetu – to by było coś.

  90. January 18th, 2012 at 08:15 | #90

    A w Katowicach, na Stawowej jest studio tatuażu Rectum.

  91. January 18th, 2012 at 10:09 | #91

    @ mic:
    Ależ proszę, Kya machnęła kiedyś coś takiego.

  92. January 18th, 2012 at 10:12 | #92

    @ eli.wurman:
    Sorki za posta pod postem ale z komórki piszę: jeśli to ten, co widziałem jakiś czas temu będąc w Kato (na pięterku, jakoś tak od tyłu się wchodziło) to masakra, psa bym tam nie tatuował a dopiero siebie. Brakowało karaluchów jedynie na podłodze.

  93. eptesicus
    January 18th, 2012 at 11:24 | #93

    @ bart:
    zaiste aparat generujący prąd elektryczny to medycyna nie tylko naturalna, ale wręcz bardzo naturalna :-) Genialne

  94. zer00
    January 18th, 2012 at 18:02 | #94

    @nazwy firm

    KRAKŻAL !!!

    @widziane regularnie z okien jakiegos pociagu

    MONTOKWAS !!!
    (przy wjeździe do Katowic od strony Szczakowej; dopóki nie rozebrali budynku jakoś na przełomie tysiącleci)

  95. January 18th, 2012 at 19:13 | #95

    A ja myślałem, że znam trochę współczesną historię. Nie do wiary.

  96. January 18th, 2012 at 20:43 | #96

    Moją chorą wyobraźnię rozbudza filar łomiankowskiej drobnej przedsiębiorczości, firma “Climax s.c. Wynajem sprzętu budowlanego i elektronarzędzi”. Ciekawe, czy lepiej sobie zrobić climax budowlanym młotem pneumatycznym czy jednak jakimś gustownym elektronarzędziem?

  97. sheik.yerbouti
    January 18th, 2012 at 21:44 | #97

    wo :

    Ciekawe, czy lepiej sobie zrobić climax budowlanym młotem pneumatycznym czy jednak jakimś gustownym elektronarzędziem?

    Peter Steele miał o tym piosenkę: http://www.youtube.com/watch?v=LIHSEX9TLl8

  98. czereśnia
    January 18th, 2012 at 21:54 | #98

    Ja zapamiętałam Lublin dzięki sklepikowi typu “wszysko po czypińdziesiąt”, który reklamował się radosnym banerem “Mydło, widło i powidło”.

  99. ytazz
    January 18th, 2012 at 22:00 | #99

    Nieopodal dworca Gdańsk Główny jest skup złomu Złomowiec. Prowadzony przez dawny aparat jak nic.

  100. login99195
    January 18th, 2012 at 22:58 | #100

    …który wpisał w wyszukiwarkę grafiki (Google, nie żywą wyszukiwarkę) hasło „internet”

    W tym kontekście napatoczyło mi się wczoraj na ekran, więc podam dalej:

    sheik.yerbouti :

    Niby konkretnie jak wyglądało to zamawianie elektroniczne w 1993?

    Ja pamiętam, że gdzieś około 1995 dostawało się już katalogi z CD. W branży IT mawiało się wtedy, że podobno te agencje stokowe to maja takie urządzenia, którymi samemu potrafisz wypalić CD, ale takie urządzenie to kosztuje z kilkadziesiąt tyś. dojczmarek.

Comment pages
1 2 3 3675
  1. No trackbacks yet.

Optionally add an image (JPEG only)