Home > Racjonalo > Witamina w cudzysłowie

Witamina w cudzysłowie

To będzie jedna z tych historii o doktorze, który odkrył nową witaminę, cudowne lekarstwo na najgorszą chorobę trapiącą ludzkość; lekarstwo, które zawsze było na wyciągnięcie ręki. I jak to zwykle w tych historiach bywa, trzeba wszystko brać w cudzysłów — i doktora, i odkrycie, i witaminę, i leczenie… Ponieważ notka upstrzona taką ilością cudzysłowów będzie wyglądać jak, nie przymierzając, portret Najjaśniejszego Pana obesrany przez muchy, umówmy się, że ja ich nie będę stawiał, a wy będziecie je sobie dopowiadać, m’kay?

To też jedna z tych historii, w których alarm w Detektorze Bzdetu zaczyna wyć na cały regulator już od pierwszych chwil.

W marcu TVN24 nadał poruszający reportaż o chorej na śmiertelnego raka trzustki Róży z Mińska Mazowieckiego. Lekarze nie dawali jej żadnych szans; jedynym ratunkiem miała być „nowatorska i bardzo droga” metoda leczenia witaminą B-17 (nazwa handlowa: Laetrile) w klinice w Meksyku. Temat został mi podsunięty przez sympatycznego czytelnika, jednak nie chciałem o nim wtedy pisać (dlaczego, wytłumaczę pod koniec tekstu). Niedawno o witaminie B-17 napisano na portalu New World Order.com.pl (jeśli klikniecie w link, wrócicie na Blog de Bart — to zemsta adminów NWO za to, że sympatyczny komentator BdB powiadomił IPN o propagowaniu przez NWO kłamstwa oświęcimskiego; jedyne wyjście to skopiowanie i wklejenie linka w nowym oknie lub skorzystanie z linka przez HideRefer). No, pomyślałem, skoro takie autorytety medyczne piszą o Laetrile, to chyba jednak czas się nią zainteresować.

Detektor Bzdetu włączył mi się już na samym początku poszukiwań informacji o Laetrile, przy czytaniu opowieści o (cudzysłów) odkrywcy (cudzysłów) witaminy B-17, samotnie walczącym z chemioterapeutycznym establiszmentem (cudzysłów) naukowcu, (cudzysłów — dalej już sobie poradzicie bez wskazówek, prawda?) doktorze Ernście T. Krebsie.

Doktorów Ernstów T. Krebsów było dwóch — Senior i Junior. Krebst Senior, doktor medycyny, w latach 20. wynalazł oparty na ekstrakcie z pietruszki cudowny syrop Leptinol, leczący hiszpankę, astmę, krztusiec, gruźlicę i — last but not least — zapalenie płuc. Wtedy też nawiązał znajomość z instytucją rządową zwaną FDA, która skonfiskowała mu zapasy syropku pod zarzutem wprowadzania nabywców w błąd co do zdrowotnych korzyści płynących z jego zażywania. Choć Krebs Senior musiał porzucić syropowy biznes, nie dał się jednak zniechęcić do poszukiwania lekarstwa na największe bolączki ludzkości i w latach 40. wynalazł lek na raka o złowieszczej nazwie Mutagen, a na początku lat 50., już razem z Juniorem, stworzył swoje opus magnum — Laetrile, środek oparty na amigdalinie, związku występującym m.in. w pestkach brzoskwini.

Ernst T. Krebs Junior to też doktor, choć jego droga do tego tytułu była ciężka, kręta i długa — trwała aż 35 lat. Wyrzucony ze szkoły medycznej, błąkał się po kilku uniwersytetach, by w 1942 zdobyć z trudem tytuł magistra. W 1973 roku nieistniejący już dziś mały biblijny uniwersytet w Oklahomie nadał Juniorowi tytuł doktora po wygłoszeniu przez niego godzinnego wykładu o Laetrile. Uniwersytet nie miał co prawda wydziałów naukowych, ale co zabawniejsze — nie miał też prawa do nadawania tytułu doktora. Są to jednak detale, nie ma co czepiać się wykształcenia człowieka, który odkrył dla ludzkości nową witaminę B-17 (odkrył też wcześniej B-15, która oprócz raka leczyła również choroby serca). Lepiej czepić się samej witaminy.

Otóż witamina jest z definicji pojęciem względnym. Witamina to związek chemiczny potrzebny do prawidłowego funkcjonowania organizmu, którego to związku organizm nie potrafi sam wytworzyć. Zatem to, co dla ciebie jest witaminą C, dla twojej zaprzyjaźnionej fretki nie jest żadną witaminą, tylko zwykłym, do niczego nieprzydatnym kwasem askorbinowym — fretka bowiem (jak większość ssaków) wytwarza sobie kwas askorbinowy w środku, w wątrobie. Doktor Ernst T. Krebs Junior wierzył zaś, że nowotwory to efekt niedoboru amigdaliny w organizmie. Dla niego więc w świetle powyższych rozważań amigdalina mogła faktycznie być witaminą, ponieważ jej brak w jego mniemaniu powodował chorobę. Dla reszty świata oczywiście coś takiego jak witamina B-17 nie istnieje.

Czytając tekst na New World Order.com.pl, musiałem wyłączać alarm w Detektorze Bzdetu jeszcze kilka razy. Np. kiedy pojawił się argument ad babcinum mądrościum:

Przez cale generacje nasze babcie zwykły dodawać pokruszone nasiona śliwek, czereśni, jabłek, moreli i innych roślin botanicznej rodziny Rosaceae do swych domowych konfitur i dżemów. Babcia pewnie nie wiedziała, dlaczego to robi, ale nasiona wszystkich tych owoców są jednym z najpotężniejszych źródeł witaminy B 17 na świecie.

Serio wasze babcie tak robiły, drodzy czytelnicy? Moje nigdy — szanowały uzębienie swoje oraz swoich bliskich, poza tym były zaznajomione z supernowoczesną technologią ekstrakcji pestek z miąższu, współcześnie określaną jako drylowanie. Ale co region, to inny zwyczaj.

Niedługo później w tekście z NWO.com.pl pojawia się opowieść o ludziach z narodu zamieszkującego pakistańską dolinę Hunza, którzy spożywają ponoć ogromne ilości amigdaliny i dzięki temu dożywają bardzo późnego wieku, a nowotwory są w ich społeczności chorobami nieznanymi. To w rzeczywistości bardzo śmieszna historia. Otóż Hunza istotnie cieszą się dobrym zdrowiem nawet w podeszłym wieku, nie ma to jednak związku z pokruszonymi pestkami w ich dżemach, ale z faktem, że odżywiają się głównie owocami i warzywami oraz dużo zapieprzają po górach. Faktycznie do lat 50. nie odnotowano u nich nowotworów, nie wynikało to jednak z pożerania owoców w całości, ale z braku na ich terytorium jakiegokolwiek lekarza, który mógłby zdiagnozować raka (kiedy w połowie lat 50. do doliny Hunza dotarła ekspedycja medyków z uniwersytetu Kyoto, bez problemu odkryli u niektórych mieszkańców chorobę nowotworową). Mit ich długowieczności ma zaś swe korzenie w latach 70., kiedy dolinę odwiedzili reporterzy „National Geographic”, poszukujący długowiecznych społeczności. Hunza nie prowadzą kronik i nie przywiązują zbytniej wagi do liczenia lat, pytani więc przez dziennikarzy o wiek bez kozery mówili pińcet.

No dobrze, ale to wszystko śmichy-chichy i głupie anegdotki, a jakie są fakty, co mówi PubMed? Otóż PubMed mówi zaskakująco dużo, bo Laetrile to wcale nie żadna „nowatorska” metoda (bo że bardzo droga, w to nie wątpię). Swój szczyt popularności przeżywała w USA w latach 70. (próbował się nią ratować m.in. Steve McQueen). Szacuje się, że zażywało ją 70 000 chorych Amerykanów. Efekty? Żadne. W 1978 r. Narodowy Instytut Raka rozesłał prośby o zgłoszenie przypadków obiektywnego polepszenia po kuracji witaminą B-17 do 385 000 lekarzy, 70 000 innych osób zajmujących się opieką zdrowotną oraz do stowarzyszeń propagujących stosowanie Laetrile. Mimo tak zmasowanej akcji otrzymano jedynie 68 zgłoszeń, z których po przeanalizowaniu za uwieńczone sukcesem uznano sześć (analiza przypadków dokonana była z rygorem ślepej próby — eksperci nie wiedzieli, czy opiniują historię chorego poddanego zwykłej chemioterapii, kuracji Laetrile czy nie otrzymującego żadnej pomocy).

W 1982 r. w kilku amerykańskich szpitalach (w tym w renomowanej Mayo Clinic) przeprowadzono eksperyment na 178 chorych, poddając ich tzw. terapii metabolicznej, w której skład oprócz Laetrile wchodziła specjalna dieta, enzymy i witaminy. Efekt? Żaden, porównywalny do braku jakiejkolwiek terapii. A właściwie nie żaden, tylko wręcz negatywny: u niektórych badanych wystąpiły objawy zatrucia cyjankiem. Nie wspomniałem, że kuracja amigdaliną może prowadzić do zatrucia cyjankiem? Ale ze mnie gapa! Oczywiście, że może prowadzić, co tylko utwierdza w przekonaniu, że jeśli sięgać po (cudzysłów) medycynę alternatywną, to najlepiej po homeopatię. Przynajmniej człowiek nie zrobi sobie krzywdy.

Zainteresowanie witaminą B-17 w Stanach wygasło pod koniec lat 80. Dziś co jakiś czas ktoś trafia do więzienia za handel Laetrile — w 2003 r. przytrafiło się to np. Jasonowi Vale, mistrzowi świata w siłowaniu na rękę, prowadzącemu firmę Chrześcijańscy Bracia. Zaprawdę, czasem życie pisze najdziwniejsze scenariusze.

Poupadały te wszystkie meksykańskie kliniki, które leczyły naiwnych witaminą B-17. Zostało ich raptem kilka, m.in. ośrodek o cynicznie szczerej nazwie Oaza Nadziei, do którego pojechała Róża.

Właśnie, dlaczego nie chciałem wtedy pisać o Róży? Nie trafiła do mediów z powodu swojej choroby, ale z powodu heroicznej kampanii na rzecz jej uratowania, którą rozkręcili jej najbliżsi. Cały Mińsk Mazowiecki zbierał na wyjazd Róży do Meksyku, w salonach fryzjerskich i cukierniach wystawiano skarbonki „na Różę”. Mistrz kickboxingu podarował swój pas na aukcję. Organizowano koncerty charytatywne. Zgłosiła się fundacja z Wrocławia i udało się, uzbierali na podróż do Oazy Nadziei. Taka sytuacja rodzi pytania, których chyba nie powinno się głośno wypowiadać, przynajmniej nie wtedy. Co można powiedzieć ludziom, którzy wspólnie starają się pomóc sąsiadce, nie wiedząc, że zostali oszukani? Czy jeśli w przyszłym roku WOŚP będzie zbierać na magiczne różdżki leczące Morgellony, zmieni to coś w ocenie motywacji ludzi wrzucających datki do puszek? Czy wrzucić samemu? Czy powinno się przekazywać 1% na rzecz dziecka z autyzmem, którego rodzice rujnują się na kosztowne, choć bezwartościowe terapie suplementacyjne?

Nie umiałem wtedy pisać o Róży, bo to nie był czas. Jeśli jest coś dobrego i godnego szacunku w tej historii, to jest to płynąca od obcych ludzi chęć pomocy, której doświadczyła Róża i jej bliscy. Teraz mogę już pisać, ta historia już się skończyła, a skończyła się tak, jak zwykle kończą się takie historie. Po tygodniach niepotrzebnych dodatkowych zabiegów, badań i tułaczki Róża zmarła w hospicjum w San Diego, daleko od domu.

Przy pisaniu tekstu korzystałem przede wszystkim (można nawet powiedzieć, że rżnąłem) ze znakomitego artykułu „Wzlot i upadek Laetrile” na Quackwatch. O micie długowiecznego ludu z doliny Hunza możecie poczytać na longevity.about.com i w piśmie „CA: A Cancer Journal for Clinicians”. Streszczenia wyników badań nad Laetrile znajdziecie jak zwykle w PubMedzie: 1, 2. Historię walki Róży z rakiem zebrano na poświęconej jej stronie.

Tags: ,
  1. September 6th, 2010 at 23:08 | #1

    January :

    I dlatego przesiądę się na niego jak tylko będzie Zotero i Adblock.

    Nie wiem co to Zotero, ale Adblock przecież jest.

  2. amatil
    September 7th, 2010 at 07:49 | #2

    lysaczi :

    oświadczenie woli o rezygnacji z wolnej woli?

    oj, no przecież rezygnujesz, kiedy jeszcze masz wolną wolę.

  3. September 7th, 2010 at 17:14 | #3

    bart :

    (…) zamierzam zrobić totalny reinstall blogaska. Jak się potem FF będzie wywalać, to już tylko pozostanie odczynianie uroku rzuconego przez Mistrza Słoneckiego.

    A mógłbym grzecznie poprosić o nie reinstallowanie? Bo właśnie odkąd wróciłem z wakacji to się nie wywala… po raz pierwszy odkąd pamiętam.

    podpisano: uzależniony od Zotero lurker

  4. September 7th, 2010 at 19:15 | #4

    Ausir :

    Nie wiem co to Zotero, ale Adblock przecież jest.

    O, to już miła wiadomość.

    A Zotero to genialny menedżer bibliografii, integrujący się z przeglądarką. Jeden klik — i albo od razu wprowadzam odpowiedni rekord, albo (jeśli to wyniki przeszukiwania Pubmedu lub google scholar) mam listę dostępnej bibliografii do wyboru. Prościej się nie da.

  5. Lurkerka_Borgia
    September 7th, 2010 at 19:52 | #5

    vauban :

    @ RobertP:
    Dzisiaj, w dniu św. Szczepana o jutrzni, miało miejsce tajemnicze misterium św. Krzysztofa. (..)

    No cóż…

    Dnia 18.10.2010 w siedzibie KIDL przy ulicy Konopackiej 4 odbędzie się uroczysta konferencja naukowa „ Postęp w Diagnostyce Laboratoryjnej” pod patronatem Jego Ekscelencji Abp. Henryka Hosera. Konferencja zostanie poprzedzona mszą świętą pod przewodnictwem Księdza Arcybiskupa w Katedrze Świętego Floriana Diecezji Warszawsko Praskiej. Następnie odbędzie się uroczyste poświęcenie budynku KIDL w załączeniu plan uroczystości i konferencji naukowej.

    Źródło: http://www.kidl.org.pl/aktual.html

  6. September 7th, 2010 at 20:24 | #6

    January :

    A Zotero to genialny menedżer bibliografii, integrujący się z przeglądarką. Jeden klik — i albo od razu wprowadzam odpowiedni rekord, albo (jeśli to wyniki przeszukiwania Pubmedu lub google scholar) mam listę dostępnej bibliografii do wyboru. Prościej się nie da.

    Wow. Dlaczego ja tego wcześniej nie znałem.

  7. September 7th, 2010 at 21:14 | #7

    asmoeth :

    Wow. Dlaczego ja tego wcześniej nie znałem.

    No. A jeszcze jeśli się zarejestrujesz, to możesz synchronizować bibliografię pomiędzy komputerami.

  8. September 7th, 2010 at 22:31 | #8

    Lurkerka_Borgia :

    No cóż…

    Rzeczywistość najwyraźniej przerasta mój zamiar satyryczny. Pociesza mnie, że jakoś drętwo piszą, ja bym to samo napisał kwieciściej!

    Dnia 18.10.2010 w czcigodnej siedzibie zasłużonego instytutu KIDL przy ulicy Konopackiej 4 odbędzie się uroczysta konferencja naukowa „Postęp w Diagnostyce Laboratoryjnej” pod znakomitym patronatem Jego Ekscelencji Abp. Henryka Hosera. Konferencja zostanie poprzedzona uroczystą mszą świętą koncelebrowaną pod przewodnictwem Przewielebnego Księdza Arcybiskupa w Katedrze Świętego Floriana Diecezji Warszawsko Praskiej. Następnie odbędzie się uroczyste poświęcenie budynku KIDL. W załączeniu plan tej podniosłej uroczystości i konferencji naukowej.

    Ale wymowa tego tekstu jest ponura. I potwierdza wszystkie tezy o totalnym zawłaszczeniu przez KRK oficjalnej przestrzeni publicznej w Bolandzie.

  9. Gammon No.82
    September 7th, 2010 at 23:32 | #9

    vauban :

    ja bym to samo napisał kwieciściej!

    Ojej, faktycznie sukces, czy może jesteś świeżo po lekturze “Słownika komunałów” Flauberta?

  10. RobertP
    September 8th, 2010 at 08:49 | #10

    Nawet mistrzowski troling nie przebije rzeczywistości

    Konkurs “Hip-hop o Katyniu” !
    Projekt ma zmienić stereotypowe postrzeganie tragedii katyńskiej oraz pokazać jak wieloma środkami i sposobami można uczcić pamięć tragicznie zmarłych. Tematyka konkursu powinna tworzyć klamrę splatającą tragiczne wydarzenia sprzed siedemdziesięciu lat z nie mniej tragicznym losem osób poległych w katastrofie smoleńskiej z 10 kwietnia 2010r.
    http://hiphopokatyniu.pl/

    Pomysł Migalskiego http://migal.salon24.pl/226576,ziomale-do-roboty

  11. September 8th, 2010 at 09:23 | #11

    RobertP :

    Konkurs “Hip-hop o Katyniu”

    Whoa, to idealnie się łączy z pomysłem zrobienia z Eliego W. pierwszej polskiej gwiazdy gej-rapu!

    Nagroda? Koncert oraz nagranie swojego singla w profesjonalnym studio.
    Zachęcajcie znajomych, przyjaciół i bliskich, bo naprawdę warto !!

    Kolego Wurman, dla Ojczyzny zrobicie?

  12. September 8th, 2010 at 10:02 | #12

    RobertP :

    Konkurs “Hip-hop o Katyniu” !

    Zrobiło mi się wszystko naraz od tego. To jest niewiarygodnie żenujące. Nawet nie wiem, co napisać.

  13. September 8th, 2010 at 10:37 | #13

    bart :

    Zrobiło mi się wszystko naraz od tego. To jest niewiarygodnie żenujące. Nawet nie wiem, co napisać.

    Nową notkę ^^J

Comment pages
1 ... 14 15 16 3235
  1. July 31st, 2010 at 06:47 | #1
  2. July 31st, 2010 at 16:55 | #2