Home > Racjonalo > Test buraczkowy, miśki Haribo i parówka na głowę

Test buraczkowy, miśki Haribo i parówka na głowę

November 23rd, 2009 Leave a comment Go to comments

Praca wyszukiwacza i opisywacza altmedowych głupot to ciężkie zajęcie. Nie dość, że od czytania takich rzeczy dostaje się urazów mózgu gorszych niż od rtęci, to jeszcze w trakcie pisania narasta wątpliwość, czy na pewno warto danemu tematowi poświęcać notkę — czy ktokolwiek oprócz mnie i niewielkiej grupki wyznawców terapii daje w ogóle faka. W takiej sytuacji przydatny okazuje się Test Wegedzieciaka, tzn. sprawdzenie, czy opisywany temat przyciągnął uwagę jakiejś wegemamy na naszym ulubionym forum wegemam (oczywiście przy poprawce na charakterystykę forum — z oczywistych powodów Optymalni nie przeszliby testu).

Józef Słonecki Test Wegedzieciaka zdaje z łatwością. Znacie go? Pisze książki o zdrowiu. Według oficjalnej noty biograficznej…

JÓZEF SŁONECKI urodził się 9 grudnia 1949 roku. Już jako dziecko wyczuwał pod palcami zmiany chorobowe, i kiedy inni twierdzili, że tego samego nie czują — sądził, że to żarty. Jako sceptyk nie wierzył w jakieś tam zdolności paranormalne. Jednak fakty mówiły coś innego. Gdy przebywał w towarzystwie ludzi chorych — ci zdrowieli. Choroba jednak nie znikała, lecz przechodziła na uzdrowiciela. Przełom dokonał się, gdy zupełnym przypadkiem trafił na książkę „Od magii do psychotroniki”. Tam odkrył samego siebie. Jeszcze jakiś czas minął zanim — krok po kroku — nauczył się pomagać ludziom, wykorzystując tylko nadmiar bioenergii i nie szkodząc sobie. Obecnie jest dyplomowanym bioenergoterapeutą i prowadzi gabinet w Strzelcach Opolskich.

Z tej krótkiej biografii osoba używająca racjonalistycznej brzytwy Ockhama wyczyta, że Józef Słonecki był chorowitym dziecięciem widzącym rzeczy, których nie było.

Oprócz pisania książek i leczenia ludzi bioenergoterapią Józef Słonecki prowadzi wydawnictwo i portal o bezpretensjonalnej nazwie Biosłone. Bywalcy Otchłani powinni w tym momencie sapnąć „Aaaa, znam tę nazwę” — wyznawcy Słoneckiego bardzo aktywnie propagują jego idee w Internecie. Na portalowym forum nick Słoneckiego to „Mistrz”, tak też zwracają się do niego użytkownicy (czasem mówią o nim „Pan Józef”, zawsze z wielkich liter). To dzięki swoim internetowym fanom dochrapał się zaszczytu własnej notki na BdB, cechuje ich bowiem wielka pracowitość w rozgłaszaniu konceptów Mistrza i sympatyczny, choć nieco irracjonalny entuzjazm, podobny do spotykanego u Optymalnych czy akwizytorów MLM.

Słonecki jest wyznawcą popularnej w altmedzie teorii toksyn zatruwających organizm. Uważa jednak, że zazwyczaj organizm znakomicie radzi sobie z ich wydalaniem. Przeszkodzić mu w tym mogą uszkodzenia jelit wywołane przez naszą starą znajomą — drożdżycę powodowaną przez Candida albicans. W swojej książce „Zdrowie na własne życzenie” Mistrz opisuje przerażającą metamorfozę zamieszkujących nasze jelita pożytecznych drożdży w straszne grzyby, które zapuszczając kiełki w ścianki jelita, dokonują jego perforacji. W efekcie takiego ataku nasza zdrowa do tej pory kiszka zamienia się w rzeszoto, przez którego mikropory toksyny przeciskają się do organizmu, skutecznie go zatruwając. Każdy może przeprowadzić prosty test, zwany przez Słoneckiego testem buraczkowym. Należy wypić trochę soku z buraków, odczekać kilka godzin i zrobić siusiu:

Wynik pozytywny testu, tj. mocz zabarwiony na czerwono, świadczy o istnieniu całych tysięcy wyrw rozszczelniających błonę śluzową jelita grubego, zwanych wrotami zakażenia. Potocznie nazywamy to nieszczelnością jelit, co odpowiada rzeczywistości i daje wyobrażenie o tym, co jeszcze przedostaje się tą drogą do naszego organizmu.

W rzeczywistości czerwony mocz to normalne zjawisko, występujące u kilkunastu procent ludzi. Obecne w burakach barwniki nie rozkładają się w przewodzie pokarmowym i zostają wydalone razem z moczem.

Oczywiście żaden szanujący się altmedowiec nie ograniczy swojego targetu już na starcie do czternastu procent populacji. Jeśli więc należycie do większości, której siusiu od buraczków się nie zabarwia, Mistrz podaje w książce dodatkowe objawy drożdżycy, a imię ich Legion. Spanie z otwartą buzią, kozy w nosie, pogarszający się wzrok, nadmierne albo zmniejszone wydzielanie śliny, wieczna chrypka, wzdęcia, śmierdzące bąki, zaparcia, biegunka, hemoroidy, pieczenie pupy, trądzik, uczulenia, zimne stopy i/lub dłonie, łupież, depresja, nadwaga, niedowaga, problemy z sercem, najróżniejsze bóle i — last but definitely not least — impotencja. Słonecki dodaje, że drożdżycy nie da się wykryć w żadnym laboratorium analitycznym („łatwiej byłoby znaleźć igłę w stogu siana, niż mikroskopijnego grzyba wypatrzeć”). Jedyna metoda diagnozy to porównanie swoich symptomów z objawami z listy Mistrza.

Lolkontent lolkontentem (oprócz tej impotencji, z pewnych rzeczy po prostu nie wypada się śmiać), ale zwróćcie uwagę na przedłużającą się chrypkę. Otóż ja znam jeszcze jedną chorobę, której jednym z objawów jest wieczna chrypka. Ta choroba to rak krtani. Zawsze warto przypomnieć, że ludzie propagujący nierzeczywiste bzdury mogą wyrządzić rzeczywiste szkody.

Na nieszczelne jelito Słonecki poleca specjalną Dietę Prozdrowotną oraz swój wynalazek — Miksturę Oczyszczającą, składającą się z oleju spożywczego, soku z aloesu i Citroseptu. Wzrasta od niej odporność, mija niestrawność, znikają problemy ze stolcem (i poprawia się jego jakość), mniej śmierdzi z ust, rozpuszczają się kamienie w nerkach i ogarnia uczucie ogólnej lekkości. Mikstura zapobiega również powstawaniu nowotworów.

Mistrz tym się różni od innych naszych znajomych z Otchłani, że nie łyka bezkrytycznie każdej tezy alternatywnej do rzeczywistości. Jest wrogiem witaminy C i suplementów, krytycznie wypowiada się o homeopatii, za to pozytywnie o szczepieniach — i generalnie jest zdania, że należy krytycznie podchodzić do wszystkiego, co nie pochodzi od Mistrza. Jego kontrowersyjne poglądy, w połączeniu z jakimiś osobistymi konfliktami, przysporzyły mu wielu wrogów w środowisku altmedowo-spiskologicznym. Co przekłada się na rozpowszechniane w Internetach informacje, że Słonecki naprawdę nazywa się Josef Szemeszteyn, swoje pomysły rżnie od Gersona i ojca Klimuszki, a na zlocie Biosłone dostał biegunki po bigosie.

Mimo niechęci do altmedowców, Mistrz czujnie obserwuje trendy i czerpie wiedzę. Homeopatom skradł sekret pogorszenia terapeutycznego. W swojej książce pracowicie wylicza możliwe dolegliwości mogące się pojawić w początkowej fazie stosowania Mikstury Oczyszczającej: ogólne rozbicie, osłabienie, zawroty głowy, wewnętrzny niepokój, ból brzucha, nudności, zgaga, wymioty, kolka, śmierdząca sraczka, katar, gorączka, zapalenie wszystkiego (m.in. narządów płciowych, pęcherza, cewki moczowej, prostaty, śluzówki odbytu), ruszanie się zębów, wzmożone wypadanie włosów i nasilony łupież, zwiększony apetyt i przybieranie na wadze, smród spod pach… Rety! Gdyby jakaś szczepionka wywoływała połowę z tych objawów jako skutki uboczne, prof. Majewska chyba by zemdlała ze zgrozy!

Jakie schorzenia wywołuje drożdżyca? Wszystkie! Przecież powoduje toksemię, którą Hipokrates nazywał przyczyną wszystkich chorób. Chronologicznie, od poczęcia: uszkadza plemniki, „wpływając niejako genetycznie na kondycję potomka, nie dając mu praktycznie szans na prawidłowy rozwój już w życiu płodowym”. W ogóle choroby genetyczne praktycznie nie istnieją — to po prostu głupi lekarze mylą je z efektami drożdżycy. Grzyb zagnieżdża się w jajach jeszcze w jajniku. Powoduje poronienia, wcześniactwo. Niemowlę obciążone drożdżycą źle się rozwija i cierpi na kolki, ale furda kolki, kiedy najstraszliwsze czai się cichaczem:

Człowiek od dzieciństwa nie choruje (organizm nie walczy), aż zupełnie niespodziewanie okazuje się, że ma raka.

To zaskakująca dygresja w rozdziale o wpływie drożdżycy na płód, ale Mistrz ma prostu taki specyficzny, niepozbierany flow. Uwaga o raku pasowałaby raczej do rozdziału o starości, ale musiałaby w nim konkurować z następującą złotą myślą:

Zgrzybiały staruszek, zgrzybiała staruszka — tak niegdyś określało się ludzi starszych toczonych przez grzyby.

Książkę „Zdrowie na własne życzenie” zamyka rozdział „Z gabinetu bioenergoterapeuty”, w którym Mistrz zawarł praktyczne rady wypróbowane podczas wieloletniej pracy leczniczej. Na zwyrodnienia stawów poleca okład z liścia kapusty. Na zatoki najlepsza jest parówka na głowę (nie mięsna, tylko taka z gorącej wody i odrobiny szałwii). Na biegunkę suchy ryż. Na bolący brzuch okłady z gorącej soli. Strzelanie w stawach, które według Mistrza prowadzi do trwałych uszkodzeń, należy leczyć jedząc po dwa miśki Haribo trzy razy dziennie. Widać od razu, że Mistrz jest zwolennikiem rozwiązań leczniczych nie obciążających zbytnio portfela i dostępnych lokalnie, najlepiej w pobliskiej „Żabce”. Taką filozofię Mistrz propaguje również na swoim forum, gdzie np. na problemy żołądkowe półtorarocznego dziecka potrafi polecić Coca-Colę:

To nie jest pomyłka — coca-cola jest bardzo pomocna w usuwaniu patologicznego śluzu z ścian jelit. Nie ma tu w zasadzie żadnego ryzyka — są osoby, które piją ją na okrągło, więc przez tydzień nie może zaszkodzić.

Forum Biosłone nie jest typową społecznością Web 2.0 — to raczej miejsce, gdzie można spotkać Mistrza i spytać Go o radę. Do obsługi petentów Mistrz ma swoich przybocznych, którzy udzielają wstępnych odpowiedzi lub kierują do właściwych maksym Pana Józefa (poprawiają też na czerwono błędy ortograficzne i literówki użytkowników — forum wspiera internetową akcję „Bykom — stop!”). Forum w założeniu ma gromadzić mądrości Słoneckiego, posiada odrębny duży dział „Archiwum Wiedzy” składający się wyłącznie z jego wypowiedzi na najróżniejsze tematy, z zablokowaną możliwością komentowania. A mistrz lubi siec złotymi myślami:

W powszechnym mniemaniu medycyna to coś jakby zdrowie, z naciskiem na jakby.

Ponadto człowiek nie jest zwierzęciem, o czym świadczy chociażby nasze uzębienie, żadne zwierze nie je tak jak człowiek, żując dokładnie pokarm przed jego połknięciem, delektując się jego smakiem.

Różnica między lekarzem a uzdrowicielem jest taka, że uzdrowiciel ma „to coś” wrodzone, jak inteligencję, lekarza zaś tego uczono.

W jedzeniu nie ma niczego zdrowego.

Potrafi też zaskoczyć nawet wytrawnego bywalca obłąkanych portali, np. za pomocą teorii, w myśl której brzydki zapach z ust to bąki, które przez nieszczelne jelito dostają się do krwi, potem do pęcherzyków płucnych i fru! tchawicą na wolność.

Producenci gum do żucia i past do zębów często obiecują, że ich produkty likwidują nieprzyjemny zapach z ust. To ewidentne oszustwo i przypomina używanie dezodorantu zamiast solidnej kąpieli. A gdyby nawet tak było, gdyby gumy do żucia i pasty do zębów rzeczywiście usuwały ów objaw nieszczelności ścian jelita grubego, to byłoby to kolejne maskowanie objawów.

Forum Biosłone czyta się trochę jak scenariusz „Rejsu”, przy założeniu, że wszyscy bohaterowie filmu wstąpili do sekty. Silnie zhierarchizowana struktura, uporządkowany tok dyskusji. Atmosfera ożywia się czasami, gdy Mistrz wpadnie w złość, np. na nowicjusza skarżącego się, że czwarty miesiąc pije Miksturę Oczyszczającą i nie czuje poprawy:

A kto powiedział, że po MO ma być poprawa? To nie jest lek, po którym ma być: …już w porządku, mój żołądku. Po MO ma być na początku kuracji właśnie gorzej, bo taka jest jej idea, by odchorować zadawnione choroby.

Zaś na nieśmiałe „Ja rozumiem, ale myślałem, że to przez 3 miesiące się zmieni na lepsze” odpowiada w stylu strzeleckiego Buddy:

Zmieni się na lepsze wówczas, gdy już będzie lepiej.

Mistrz potrafi też ostro skarcić za korzystanie z antybiotyków przy zapaleniu oskrzeli:

Dawno już podobnej durnoty nie widziałem na naszym forum! Tzw. zapalenie oskrzeli jest objawem usuwania drogami oddechowymi ropy powstającej wskutek niszczenia zdefektowanych komórek, a to jest istotą owego procesu oczyszczania, zwanego chorobą infekcyjną. Doprawdy, trzeba być pacjentem, czyli kompletnym idiotą, by ten naturalny proces „leczyć” w jakikolwiek sposób, a już antybiotykami, to już jest skrajne kretyństwo! W ogóle, nich się Pani zastanowi, czego Pani tutaj szuka…
Pewno za jakiś czas pójdzie Pani na inne forum, gdzie skarżą się, że pili MO 3 lata i nic im to nie pomogło. To niech Pani idzie już teraz, nam nie potrzeba takich idiotów, co swoje zdrowie mają w tak głębokiej pogardzie, że oddają je specjalistom od chorób. Nic tu po Pani!

Słonecki wyznaje jednak zasadę zdrowego rozsądku (proszków przeciwbólowych używać nie należy, chyba że coś bardzo boli). Więc czasami antybiotyki są OK, np. kiedy Mistrzowi spuchnie gęba:

Sam zastosowałem antybiotyki, gdy niemiłosiernie napuchłem w trakcie kuracji Detoxem+. I nie chodziło o to, że opuchlizna zagrażała w jakikolwiek sposób mojemu życiu, ale po prostu „z taką gębą” nie mogłem pokazać się między ludźmi, a musiałem.

Forum jest też doskonałym miejscem, żeby okazać Mistrzowi należny szacunek:

Codziennie jestem wdzięczny Bogu, że pozwolił mi odnaleźć to miejsce i poznać prawdę dotyczącą zdrowia głoszoną przez naszego Mistrza. Na początku tego roku byłem w opłakanym stanie w zasadzie zbliżonym do tego jakie opisywał Machos. Uderzenie wysokiego ciśnienia do głowy, któremu towarzyszył częstoskurcz serca chyba tylko cudem przeżyłem. To było dla mnie jak wstrząs, po którym wiele miesięcy trwałem w ciągłym lęku. Leki jakie mi po tym zapisał kardiolog odrzuciłem stopniowo po trzech miesiącach stosowania, pomimo wielkiego strachu jaki przeżywałem postanowiłem postawić wszystko na jedną kartę: drogę prowadzącą do zdrowia wg. Józefa Słoneckiego. I choć nigdy nie byłem pacjentem, i zdecydowanie unikałem lekarzy od czasu jak w wieku lat pięciu pozbawili mnie migdałów to moja droga do choroby wiodła głównie przez sposób odżywiania.

Status autora tego wpisu to obecnie „offline”; mam nadzieję, że to dlatego, że akurat przegląda inne strony albo kładzie się spać (za oknem noc, gdy słowa te klepię).

A teraz najdziwniejszy fragment tej historii: część komercyjna przedsięwzięcia Biosłone wygląda żałośnie. W zasadzie nie istnieje. Jeśli chcemy zostać uczniami Słoneckiego, powinniśmy jedynie zaopatrzeć się w jego książki (54 zł za komplet) — ale nawet to nie jest konieczne: przepisy na Miksturę Oczyszczającą czy zasady zdrowego życia Mistrz publikuje w Internecie. Na portalu Biosłone można również przeczytać przepis na inny cud-składnik zdrowej diety, Koktajl Błonnikowy, składający się z wody, owoców, miodu i zmielonych pestek wymieszanych razem w blenderze (najlepiej w Cucina Philips HR 2860, ze względu na trwałość — pamiętajcie, Mistrz zna się na wszystkim). I Koktajl, i Miksturę Oczyszczającą należy przygotować ze składników dostępnych na rynku, Mistrz nie prowadzi ich sprzedaży. Przekopałem się sumiennie przez forum, szukając niezauważonego haczyka finansowego, ale nie znalazłem nic oprócz zlotów forumowiczów (nawet jeśli przynoszą dochody organizatorowi, to są to sumy bardzo skromne, poza tym było owych zlotów raptem trzy) i franczyzy Gabinetów „Zdrowie na własne życzenie” (jeden z przybocznych otworzył gabinet w swoim mieszkaniu, brak informacji o opłatach licencyjnych dla Mistrza).

A zatem jeśli nie o pieniądze chodzi, to o co? Nasuwają mi się dwa przypuszczenia: jedno realistyczne, a drugie spowodowane zbyt częstym zaglądaniem w Otchłań.* Realistycznie przypuszczam, że Józef Słonecki pragnie zostać słynnym na cały kraj bioenergoterapeutycznym ekspertem od zdrowia i zapewnić tym samym wysoką frekwencję w swoim gabinecie w Strzelcach Opolskich (czyli jednak chodzi o pieniądze). Jednak kiedy założę swoją Czapeczkę Chroniącą Myśli, nasuwa mi się inny domysł: oto mamy niesamowitą okazję oglądać sektę-niewypał w stanie wegetacji. Niby wielbią Mistrza, niby piją wspólnie Koktajl Błonnikowy na zlotach, ale gdzieś po drodze komuś zabrakło determinacji i kawałka ziemi, na którym można by zbudować gospodarstwo dla kilkunastu rodzin, z wysokim płotem, jednym wejściem i magazynem broni.

Potem zdejmuję Czapeczkę i od razu mi lepiej.

* Komentator amatil zwraca uwagę, że najbardziej oczywistym wytłumaczeniem zagadki Pana Józefa jest zwykły ego trip. Może i nie ma z tego kasy, ale przynajmniej mówią mu „Mistrzu”.

  1. November 23rd, 2009 at 13:36 | #1

    Na portalowym forum nick Słoneckiego to „Mistrz”, tak też zwracają się do niego użytkownicy (czasem mówią o nim „Pan Józef”, zawsze z wielkich liter).

    Biosłone is just like Gor.

    Auch: cale szczescie, ze moja matka, wyznawczyni Romanowskiego (nie odkad ja mam cos do powiedzenia) nie trafila na Wegedziecko, kiedy bylam dzieckiem o.O
    Az mnie dreszcz przeszedl.

  2. November 23rd, 2009 at 13:40 | #2

    Srsly, za każdym razem kiedy słyszę “biosłone” coś w moim mózgu mówi “sperma”.

  3. November 23rd, 2009 at 13:54 | #3

    Zgrzybiały staruszek, zgrzybiała staruszka — tak niegdyś określało się ludzi starszych toczonych przez grzyby.

    Och, to zupełnie tak, jak z wyznawcami dra Pająka. U nich bardzo typowe jest wnioskowanie typu “Kiedyś mówiło się, że krasnoludki leją do mleka i dlatego robi się kwaśne. Zatem, na mocy argumentu z mądrości ludowej wnioskujemy, że krasnoludki istnieją i zatruwają naszą żywność”.

  4. November 23rd, 2009 at 13:54 | #4

    W sumie, to trochę żal Miszcza. Taka sekta-niewypał to jednak smutny widok.

  5. November 23rd, 2009 at 14:02 | #5

    BTW, z Biosłone nabijano się ostatnio w Dzienniku.

  6. RobertP
    November 23rd, 2009 at 14:03 | #6

    Strzelanie w stawach, które według Mistrza prowadzi do trwałych uszkodzeń, należy leczyć jedząc po dwa miśki Haribo trzy razy dziennie.

    Strzelanie stawami nieszkodzi, IgNobla za to dali http://biokompost.wordpress.com/2009/10/02/ignoble-2009/

  7. November 23rd, 2009 at 14:25 | #7

    Heh. A ja myślałem, że wszystkim mocz robi się czerwony od buraków. Zafrapował mnie teraz ten problem: czy to jest genetyczne? Oczywiście, okazało się, że literatury na ten temat jest mnóstwo, mocz czerwony od buraków nazywa się “beeturia”. Pomimo początkowych badań wskazujących na silne podłoże genetyczne, okazało się, że nie chyba jednak nie, i co więcej — zjawisko jest silnie zmienne nawet u tego samego osobnika, ba! że ilość betaniny, która trafia do pęcherza moczowego zależy od sposobu, w jaki buraki są jedzone (wg przeglądówki S.C. Mitchell, 2001, http://dmd.aspetjournals.org/content/29/4/539.full — jest tam też o szparagach).

  8. ch-o
    November 23rd, 2009 at 14:26 | #8

    Odnośnie wzmiankowanego doktora Pająka i jego teoryjii.
    Czy ktoś z szanownych komentujących wie co się stało ze stroną http://ruchoporu.org/ ?
    Swego czasu był tam nieoficjalny fanklub doktora, dla niepoznaki jako grupa zliczaczy SETI. Bardzo zacna to była strona, dzięki dobrym radom bojowników nie rozstaję się np. z patelnią/tłuczkiem i pilotem do telewizora, dzięki czemu mogę wykrywać kosmitów.
    Przenieśli się? Czy może kosmici w magnokraftach ich dopadli? Co z bojownikiem Robinem i jego bodajże kisielem? Jak sobie wspomnę te konkursy na estymację liczby pi (bo nie wiem czy wiecie, ona wcale nie jest stała), eh… Przestałem śledzić dawno temu, teraz patrzę że domena zaparkowana. Swoją drogą – bardzo fajna ta domena ;-).
    Na wrzucie zostały jakieś popłuczyny http://www.wrzuta.pl/szukaj/ruchoporu.org , a to była full pro stronka.

  9. November 23rd, 2009 at 14:30 | #9

    January :

    Heh. A ja myślałem, że wszystkim mocz robi się czerwone od buraków.

    Dla mnie te 10-14% jest nieprawdopodobnie niską wartością. Może u Polaków gen czerwonych siuśków występuje częściej?

  10. November 23rd, 2009 at 14:39 | #10

    bart :

    January :
    Heh. A ja myślałem, że wszystkim mocz robi się czerwone od buraków.
    Dla mnie te 10-14% jest nieprawdopodobnie niską wartością. Może u Polaków gen czerwonych siuśków występuje częściej?

    Korci mnie, zeby isc na fora siac meme o ZSRRowskich eksperymentach. Ale nie. Jeszcze nie czas.

  11. November 23rd, 2009 at 14:42 | #11

    Strasznym jesteś, Barcie, materialistą. Pan Józef może nie kupi sobie willi z basenem za swoje teoryje, ale za to mówią do niego MISTRZU. Czyż to nie wystarczająca gratyfikacja?

  12. November 23rd, 2009 at 14:43 | #12

    Sendai :

    meme o ZSRRowskich eksperymentach.

    Buraczki! Czerwone! ZSRR! Komunizm! Zło! Precz zko munom!

    Tak, wyczuwam tu spory potencjał memetyczny, proponuję zaprząc do roboty inżyniera i mrw, a jestem pewien że za jakiś czas mem wróci na poważnie rykoszetem via salon24, astroawarię, księżycową cioteczkę, waldka albo inny wynalazek.

  13. November 23rd, 2009 at 14:44 | #13

    amatil :

    Strasznym jesteś, Barcie, materialistą. Pan Józef może nie kupi sobie willi z basenem za swoje teoryje, ale za to mówią do niego MISTRZU. Czyż to nie wystarczająca gratyfikacja?

    Szitfak, zapomniałem – miałem napisać o ego tripie jako o oczywistym rozwiązaniu zagadki Pana Józefa, a dopiero później smęcić o reklamie i sekcie…

  14. Nietoperz
    November 23rd, 2009 at 14:52 | #14

    O coli (coca) to wiem tyle – choc nie wiem na ile to prawda – iz uzywaja jej tacy gornicy jako substytutu WD 40.

    Antybiotyki – na zachodzie ( a przynejmnej tu w krainie Polakow na zmywaku czyli UK ) sa zasadniczo nie przepisywane i bardzo rzadko uzywane.

    tyle, to spiewalem ja, Jarzabek znaczy.

  15. November 23rd, 2009 at 14:55 | #15

    bart :

    Dla mnie te 10-14% jest nieprawdopodobnie niską wartością. Może u Polaków gen czerwonych siuśków występuje częściej?

    A dla mnie wysoką – szczerze przyznaję, że pierwsze słyszę – dowody anegdotyczne (kumplowi kolegi kuzynki z Gdańska zrobiło się czerwono) aside.

  16. November 23rd, 2009 at 14:58 | #16

    Nietoperz :

    O coli (coca) to wiem tyle – choc nie wiem na ile to prawda – iz uzywaja jej tacy gornicy jako substytutu WD 40.

    http://snopes.com/cokelore/acid.asp

  17. November 23rd, 2009 at 15:00 | #17

    bart :

    Dla mnie te 10-14% jest nieprawdopodobnie niską wartością. Może u Polaków gen czerwonych siuśków występuje częściej?

    Weź pod uwagę, że te 10-14% to są chyba badania z lat pięćdziesiątych w Anglii. Jeśli to prawda, co piszą o zmienności w zależności od sposobu spożywania buraków i ich ilości, to pewnie w Polsce jest zupełnie inaczej. Np. jedzenie buraków w kombinacji z obfitym, tłustym posiłkiem będzie chyba obniżało prawdopodobieństwo rozkładu betaniny w niskim pH żołądka. Na to się nakłada znany nam efekt selektywnej obserwacji (nie pamiętasz jak jadłeś buraki, ale nie sikałeś na czerwono).

  18. November 23rd, 2009 at 15:01 | #18

    Barts :

    Sendai :
    meme o ZSRRowskich eksperymentach.
    Buraczki! Czerwone! ZSRR! Komunizm! Zło! Precz zko munom!
    Tak, wyczuwam tu spory potencjał memetyczny, proponuję zaprząc do roboty inżyniera i mrw, a jestem pewien że za jakiś czas mem wróci na poważnie rykoszetem via salon24, astroawarię, księżycową cioteczkę, waldka albo inny wynalazek.

    Ludzie z czerwonym moczem jako uspieni agenci wplywu. Powtorze to najlepiej jeszcze kilka razy, zeby wszyscy sie przyzwyczaili do pomyslu. Khu khu.

  19. November 23rd, 2009 at 15:09 | #19

    @buraczki

    Jeśli chodzi o siusiu, to się nie spotkałem. Ale kiedyś nieźle się wystraszyłem, zrobiwszy big business po uprzedniej konsumpcji zupy-kremu z buraków. Efekt był mocny nawet bez niemieckiego sedesu z półeczką.
    Tu jednak sprawa jest prostsza, barwnik nie musiał przeniknąć z jelit via krew i nerki do pęcherza, tylko przemieszczał się prostszą, choć krętą, drogą.

  20. November 23rd, 2009 at 15:13 | #20

    amatil :

    Tu jednak sprawa jest prostsza, barwnik nie musiał przeniknąć z jelit via krew i nerki do pęcherza, tylko przemieszczał się prostszą, choć krętą, drogą.

    Skąd wiesz? Jaką masz pewność, że było tak, jak wmawiają ci naukowcy? Może było tak, że barwnik przeniknął z jelit do krwiobiegu, a potem z powrotem do jelit?

  21. November 23rd, 2009 at 15:20 | #21

    Strasznie mi się spodobało: “Ponadto człowiek nie jest zwierzęciem, […] żadne zwierze nie je tak jak człowiek, żując dokładnie pokarm przed jego połknięciem, delektując się jego smakiem.”

    Kto by przypuszczał, że krowa to nadistota :-)

  22. Nachasz
    November 23rd, 2009 at 15:20 | #22

    Sendai :

    Ludzie z czerwonym moczem jako uspieni agenci wplywu. Powtorze to najlepiej jeszcze kilka razy, zeby wszyscy sie przyzwyczaili do pomyslu. Khu khu.

    Morgellony to jaszczurze łuski we wczesnej fazie rozwoju

  23. November 23rd, 2009 at 15:23 | #23

    Jak ja się za Wami stęskniłem! Właśnie kończę dobijanie jakiegoś czeskiego wirusa i muszę się pochwalić, że po raz pierwszy w życiu piłem prawdziwy syrop homeopatyczny! Jestem taki podekscytowany.
    No i faktycznie szok, że nie wszyscy po buraczkach siusiają na czerwono :0 Nawet w tym muszę być mniejszością :/

  24. elf
    November 23rd, 2009 at 15:23 | #24

    @ ch-o:
    Strona zostala przeniesiona na ruchoporu.net (przez rzeczonego Robina), ale nie byla od dawna uaktualniana. Poza kilkoma grami, ktore przestaly dzialac, wszystko powinno byc dostepne tak jak na ro.org.

  25. November 23rd, 2009 at 15:24 | #25

    Sendai :

    Korci mnie, zeby isc na fora siac meme o ZSRRowskich eksperymentach.

    “Mem”, not “meme”. Plz.

  26. November 23rd, 2009 at 15:25 | #26

    cmos :

    Kto by przypuszczał, że krowa to nadistota :-)

    I to jaka, bo przecież przeżuwa dwa razy!

  27. November 23rd, 2009 at 15:30 | #27

    elf :

    Strona zostala przeniesiona na ruchoporu.net

    Webdesignu was WO uczył, jak widzę? Jest jakiś emotikon na zgrzytanie zębami?

  28. November 23rd, 2009 at 15:32 | #28

    mrw :

    Sendai :

    Korci mnie, zeby isc na fora siac meme o ZSRRowskich eksperymentach.

    “Mem”, not “meme”. Plz.

    Może chodziło o “siać memę” (coś jak siać niezgodę). “Idę dzisiaj siać memę na frondę, opowiem im o jaszczurach sikających na czerwono”. Ew. “ale narobiłeś memę / memy” (kogo, czego — memy, TEJ memy; natworzyłeś paskudnych memów).

    j.

  29. November 23rd, 2009 at 15:35 | #29

    Zbysio znów wymyślił memę,
    Płacze i przeprasza mamę.

  30. November 23rd, 2009 at 15:38 | #30

    mrw :

    “Mem”, not “meme”. Plz.

    Nie rób memy o meme’y.

  31. November 23rd, 2009 at 15:41 | #31

    asmoeth :

    Skąd wiesz? Jaką masz pewność, że było tak, jak wmawiają ci naukowcy?

    Brzmi nieautentycznie. Naukowcy zwykle komplikują, proste i oczywiste rozwiązania oferują thrutersi. Takie mam luźne spostrzeżenie.

    bart :

    Zbysio znów wymyślił memę,
    Płacze i przeprasza mamę.

    Rym niby jest, ale rytmu nie za bardzo.

    @barwiące warzywa

    A kto się robi pomarańczowy po przedawkowaniu marchewki? Ręka w górę!

  32. November 23rd, 2009 at 15:43 | #32

    amatil :

    Rym niby jest, ale rytmu nie za bardzo.

    Chyba odwrotnie jak już? Konsonans ładny zresztą.

  33. November 23rd, 2009 at 15:43 | #33

    January :

    Może chodziło o “siać memę” (coś jak siać niezgodę).

    Albo o rodzaj żeński, as in: Mme Meme, czy zechce pani pójść ze mną na fora?

    amatil :

    A kto się robi pomarańczowy po przedawkowaniu marchewki? Ręka w górę!

    Mnie się robiły pomarańczowe stopy i dłonie po przedawkowaniu soków Kubuś.

  34. November 23rd, 2009 at 15:45 | #34

    Ej, ale przecież to parodia czyjejś parodii Jachowicza. Chyba któryś ze Skamandrytów przerobił “Staś na sukni zrobił plamę” na coś w stylu “Stasio znów napisał dramę, płacze i przeprasza mamę. Drama głupstwo, mama doda, ale widzów! widzów szkoda!”…

  35. November 23rd, 2009 at 15:59 | #35

    mrw :

    Sendai :
    Korci mnie, zeby isc na fora siac meme o ZSRRowskich eksperymentach.
    “Mem”, not “meme”. Plz.

    Twoje plz bylo b przekonujace.

    Auch: zawsze uwazalam, ze mem jest rodzaju nijakiego. Ups.

  36. RobertP
    November 23rd, 2009 at 16:03 | #36

    Nietoperz :

    O coli (coca) to wiem tyle

    Coca-Colę (odstałą, bez gazu) daje się dzieciakom przy kłopotach żołądkowych. Co ma o tyle sens, że jest to niezły roztwór buforowy (czyli taki co dość mocno trzyma pH) o właściwej kwasowości.
    Ja (dowód z anegdoty) przetrzymywałem tak zwane grypy żołądkowe na Coli i biszkoptach.
    No a cukier poprawia samopoczucie.
    P.S. Kiedyś Pepsi Cola zawierała pepsynę (enzym żołądkowy) – może to jest źródło

  37. November 23rd, 2009 at 16:05 | #37

    bart :

    Chyba któryś ze Skamandrytów

    a, skoro klasyka, to przepraszam.

  38. November 23rd, 2009 at 16:09 | #38

    amatil :

    a, skoro klasyka, to przepraszam.

    Haha, argument z autorytetu!

  39. November 23rd, 2009 at 16:12 | #39

    Ja się tylko zastanawiam co robią ci wszycy altmedowcy gdy np. mają wypadek albo zawał serca. Też wtedy uciekają od lekarzy?

  40. November 23rd, 2009 at 16:16 | #40

    Sophers :

    Też wtedy uciekają od lekarzy?

    Jadą na homeopatyczny ostry dyżur!

  41. November 23rd, 2009 at 16:28 | #41

    Ja o coli na niespokojny żołądek – w tym u dzieci – słyszałem wielokrotnie z bardzo różnych, niekoniecznie głupich źródeł. Ile to ma sensu rzeczywistego, nie wiem, kofeina wzmaga produkcję kwasu w żołądku, dodatkowo sama cola ma sporo kwasu fosoforwego, co niby mogłoby pomóc zwalczać jakieś bakterie czy może mieć inny wpływ.

    Ale poważnej literatury w tym temacie nie znalazłem, za to ciekawostka: jak się wrzuci “cola stomach” w PubMed, to wyskakuje parę artykułów o leczeniu bezoarów powstałych z niestrawionych fragmentów roślin,

  42. November 23rd, 2009 at 16:43 | #42

    miskidomleka :

    dodatkowo sama cola ma sporo kwasu fosoforwego, co niby mogłoby pomóc zwalczać jakieś bakterie czy może mieć inny wpływ.

    http://www.thecoca-colacompany.com/contactus/myths_rumors/packaging_cleaner.html

    Jeśli chodzi o podawanie ich dzieciom, to kiedy ostatnio Mikołajek zaczął się odwadniać od biegunki, pediatra zaleciła podawanie wygazowanej Coca-Coli. Uzasadniała, że woda + cukier.

  43. November 23rd, 2009 at 16:50 | #43

    Nietoperz :

    Antybiotyki – na zachodzie ( a przynejmnej tu w (…) UK ) sa zasadniczo nie przepisywane i bardzo rzadko uzywane.

    A jak mówili, że Azja zaczyna się na wschód od Renu, to nie wierzyłem…

  44. November 23rd, 2009 at 16:51 | #44

    Kolejny dowód z anegdoty: pierwszy raz o Coli na problemy żołądkowe o podłożu bakteryjnym usłyszałem od lekarza we Francji. Tak mi zaordynował, tak zrobiłem, poczułem się lepiej. Czy to czegokolwiek dowodzi? Niekoniecznie, ale tłumaczenie RobertaP i misekdomleka wg. mnie ma sens, więc przytaczam angdotę.

  45. November 23rd, 2009 at 16:55 | #45

    @thecoca-colacompany
    Soaking an egg in vinegar causes the shell to soften — an expected outcome because acid breaks down protein structure

    Protein? A nie jest to zwykłe rozpuszczanie węglanu wapnia?

  46. November 23rd, 2009 at 17:02 | #46

    miskidomleka :

    @thecoca-colacompany
    Soaking an egg in vinegar causes the shell to soften — an expected outcome because acid breaks down protein structure
    Protein? A nie jest to zwykłe rozpuszczanie węglanu wapnia?

    No właśnie zostaje tylko protein structure. kwas rozpuszcza minerał.

  47. November 23rd, 2009 at 17:03 | #47

    Słonecki dodaje, że drożdżycy nie da się wykryć w żadnym laboratorium analitycznym(„łatwiej byłoby znaleźć igłę w stogu siana, niż mikroskopijnego grzyba wypatrzeć”).”

    No pewnie, że nie. W ogóle nikt tych grzybów na oczy nie widział. Takoż bakterii, bo jeszcze mniejsze. A studentom na mikrobiologii daje się do zabarwienia, na przykład Gramem, preparaty z uprzednio namalowanymi flamastrem mikroorganizmami. Albo w ogóle, kiedy pytają, jak to jest, że coś tam jednak widać, odpowiada się – “lata złudzeń”.

    Z drugiej strony – terapia z użyciem zdrożnej przyjemności pod tytułem misie Haribo szalenie mi się podoba. Na cokolwiek.

  48. November 23rd, 2009 at 17:04 | #48

    Lukasz :

    miskidomleka :
    @thecoca-colacompany
    Soaking an egg in vinegar causes the shell to soften — an expected outcome because acid breaks down protein structure
    Protein? A nie jest to zwykłe rozpuszczanie węglanu wapnia?
    No właśnie zostaje tylko protein structure. kwas rozpuszcza minerał.

    No to nie “acid breaks down protein structure” tylko “acid breaks down calcium carbonate leaving protein structure intact” czy cuś w tę deseń.

  49. elf
    November 23rd, 2009 at 17:08 | #49

    bart :

    elf :
    Strona zostala przeniesiona na ruchoporu.net
    Webdesignu was WO uczył, jak widzę? Jest jakiś emotikon na zgrzytanie zębami?

    Zielone litery na czarnym tle zabijają ufonautów.

  50. uburex
    November 23rd, 2009 at 17:23 | #50

    @ Nietoperz:
    A cola używana do czyszczenia silników? Istnieje urban legend, że Coca-cola Company używa napoju do własnych maszyn, ale inni testują na własnych silnikach:
    http://www.lowrider.pl/forum/viewtopic.php?t=5987&sid=20bc3c2a736440f40a6879fbb1728fb8
    Zawsze sądziłem, że to bajki opowiadane przez rodziców, coby dzieci tyle tego nie piły.

  51. Czarnobyl ’86
    November 23rd, 2009 at 17:48 | #51

    Hello, this is your captain speaking,

  52. November 23rd, 2009 at 17:50 | #52

    bart :

    miskidomleka :
    dodatkowo sama cola ma sporo kwasu fosoforwego, co niby mogłoby pomóc zwalczać jakieś bakterie czy może mieć inny wpływ.
    http://www.thecoca-colacompany.com/contactus/myths_rumors/packaging_cleaner.html
    Jeśli chodzi o podawanie ich dzieciom, to kiedy ostatnio Mikołajek zaczął się odwadniać od biegunki, pediatra zaleciła podawanie wygazowanej Coca-Coli. Uzasadniała, że woda + cukier.

    Bo może to jest po prostu tak, że woda + elektrolity + coś w miarę smacznego, żeby dzieciak z bólem brzucha zechciał to wziąć do buzi.

  53. November 23rd, 2009 at 17:52 | #53

    sporothrix :

    No pewnie, że nie. W ogóle nikt tych grzybów na oczy nie widział. Takoż bakterii, bo jeszcze mniejsze. A studentom na mikrobiologii daje się do zabarwienia, na przykład Gramem, preparaty z uprzednio namalowanymi flamastrem mikroorganizmami. Albo w ogóle, kiedy pytają, jak to jest, że coś tam jednak widać, odpowiada się – “lata złudzeń”.
    Z drugiej strony – terapia z użyciem zdrożnej przyjemności pod tytułem misie Haribo szalenie mi się podoba. Na cokolwiek.

    No i stary trick na pcr – dlatego ludzie robią pcr zwykle w zamkniętych pomieszczeniach, żeby w spokoju rysować paski na papierze światłoczułym.

  54. November 23rd, 2009 at 17:53 | #54

    I kolejny przypadek spirali głupoty – Piotr Bein przedstawia kolejnego mistrza:

  55. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 17:53 | #55

    bart :

    wątpliwość, czy na pewno warto danemu tematowi poświęcać notkę — czy ktokolwiek oprócz mnie i niewielkiej grupki wyznawców terapii daje w ogóle faka.

    Mie się zdaje, że trafiłeś na prześliczny relikt typu mrożonka z mamuta. Jak to czytam, to mi się przypomina stara monografia (chyba 1960) Radzickiego Znachorstwo w aspekcie medyczno – sądowym, prawnym i społecznym. Tam były opisywane podobnie beznadziejne przypadki, chociaż szczegóły techniczne były inne i bardziej hardkorowe: znachor podaje pacjentom mielone chrabąszcze -> duża dawka kantarydyny -> zgon -> pogrzeb -> rozkład -> cykl zaczyna się od nowa. Signore Dżozef jest w tych samych klimatach.

    Słonecki jest wyznawcą popularnej w altmedzie teorii toksyn zatruwających organizm.

    Albowiem toksyny istnieją, a nawet występują w bodajże 20 odcinku “Było sobie życie”. Zazwyczaj poruszają się na gąsienicach. Ja już od pół roku się zastanawiam, jak w razie czego wytłumaczę młodzieży, że to nie te same toksyny.

    Mistrz podaje w książce dodatkowe objawy drożdżycy, a imię ich Legion. Spanie z otwartą buzią, kozy w nosie, pogarszający się wzrok, nadmierne albo zmniejszone wydzielanie śliny, wieczna chrypka, wzdęcia, śmierdzące bąki, zaparcia, biegunka, hemoroidy, pieczenie pupy, trądzik, uczulenia, zimne stopy i/lub dłonie, łupież, depresja, nadwaga, niedowaga, problemy z sercem, najróżniejsze bóle i — last but definitely not least — impotencja. Słonecki dodaje, że drożdżycy nie da się wykryć w żadnym laboratorium analitycznym („łatwiej byłoby znaleźć igłę w stogu siana, niż mikroskopijnego grzyba wypatrzeć”). Jedyna metoda diagnozy to porównanie swoich symptomów z objawami z listy Mistrza.

    Kurrr… chwilami mam wrażenie, że to jak niektóre jednostki z DSM. Czyste syndromy.

    Otóż ja znam jeszcze jedną chorobę, której jednym z objawów jest wieczna chrypka. Ta choroba to rak krtani.

    Satchmo e.g.

    najstraszliwsze czai się cichaczem

    CICHACZ
    Jeden ze straszliwych krasnoludków języka polskiego.
    http://grono.net/jezykpolski/topic/256783/sl/krasnoludki-polszczyzny/

    Forum Biosłone czyta się trochę jak scenariusz „Rejsu” (…)

    Jako antyfan Rejsu (wszystkie kopie, które widzialem, miały zjechaną fonię) wolę prywatne skojarzenia z “Hydrozagadką”.

    A kto powiedział, że po MO ma być poprawa? To nie jest lek, po którym ma być: …już w porządku, mój żołądku. Po MO ma być na początku kuracji właśnie gorzej, bo taka jest jej idea, by odchorować zadawnione choroby.

    Na szczęście Bigfarma nie czyta Dżozefa.

    wymieszanych razem w blenderze (najlepiej w Cucina Philips HR 2860, ze względu na trwałość — pamiętajcie, Mistrz zna się na wszystkim).

    I szczerze propaguje ten model za darmo. Jeleń na rykowisku. Bez ironii.

    Jednak kiedy założę swoją Czapeczkę Chroniącą Myśli, nasuwa mi się inny domysł: oto mamy niesamowitą okazję oglądać sektę-niewypał w stanie wegetacji. Niby wielbią Mistrza, niby piją wspólnie Koktajl Błonnikowy na zlotach, ale gdzieś po drodze komuś zabrakło determinacji i kawałka ziemi, na którym można by zbudować gospodarstwo dla kilkunastu rodzin, z wysokim płotem, jednym wejściem i magazynem broni.
    Potem zdejmuję Czapeczkę i od razu mi lepiej.

    Takie grupy buduje się zwykle bez magazynu broni, bez własnej nieruchomości, bez płotu. To są symptomy tych najlepszych.

    eli.wurman :

    Srsly, za każdym razem kiedy słyszę “biosłone” coś w moim mózgu mówi “sperma”.

    Why?
    Możesz odtworzyć tę sieć neuronów, która wycina taki numer?
    A ch-o napisał o kisielu, jesteście w zmowie?

    bart :

    Może u Polaków gen czerwonych siuśków występuje częściej?

    Czemu gen?
    Czego gen?
    Dyć wnętrze flaków jest poza organizmem.

    asmoeth :

    Może było tak, że barwnik przeniknął z jelit do krwiobiegu, a potem z powrotem do jelit?

    Gdyby FBI używało kolorymetrów moczu, komunizm przestałby stanowić problem w 1949 roku.

    bart :

    Zbysio znów wymyślił memę,
    Płacze i przeprasza mamę.

    Ty se wyobraź, jak by wyszło w jidysz: “mamełe-memełe”.

    amatil :

    Rym niby jest, ale rytmu nie za bardzo.

    Dodana na końcu ELEKTRYFIKACJA ci wszystko wybaczy.

    Sophers :

    Ja się tylko zastanawiam co robią ci wszycy altmedowcy gdy np. mają wypadek albo zawał serca. Też wtedy uciekają od lekarzy?

    UMIERAJĄ.
    I hope.
    Ale nowi rodzą się zbyt szybko.

  56. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 18:01 | #56

    sporothrix :

    No pewnie, że nie. W ogóle nikt tych grzybów na oczy nie widział. Takoż bakterii, bo jeszcze mniejsze. A studentom na mikrobiologii daje się do zabarwienia, na przykład Gramem, preparaty z uprzednio namalowanymi flamastrem mikroorganizmami. Albo w ogóle, kiedy pytają, jak to jest, że coś tam jednak widać, odpowiada się – “lata złudzeń”.

    Wiesz, ja przechodziłem to samo już w ogólniaku jako ofiara nadmiernie aktywnej i ambitnej nauczycielki biologii. A w ogóle, to silnie zaleciało Fleckiem.

    Z drugiej strony – terapia z użyciem zdrożnej przyjemności pod tytułem misie Haribo szalenie mi się podoba. Na cokolwiek.

    Pewien nieżyjący od paru lat szalony kardiolog twierdził (ewidentnie wykraczając poza kompetencje kardiologa), że spożycie większej ilości wyschniętych żelków może powodować niedrożność jelit.

  57. November 23rd, 2009 at 18:08 | #57

    Co to jest Fleck?

  58. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 18:13 | #58

    miskidomleka :

    Co to jest Fleck?

    http://en.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Fleck

    Taki człowiek, który napisał, że do obserwacji mikroskopowych itp. (wszystkich takich zakładających identyfikację wizualną) trzeba się przyuczyć, bo inaczej się nie widzi. Z tego niektórzy wyciągają wniosek, że cała ta nauka to ściema, bo póki się nie przyuczysz w pewnej szkole, jak obserwować preparaty, póty nic w nich nie widzisz. Ergo cała ta tzw. nauka niczym się nie różni od magii, bo i tu i tu dopiero po przyuczeniu przez “mistrza” zaczynasz widzieć Prawdziwą Prawdę. Ale te wnioski to nie Fleck tylko czytelnicy.

    EDIT: wewogle, to jest na forum [EDIT: na tym czymś, co się zalęgło na pożywce produkowanej przez Barta] jakiś filozof Fleckoznawca, ale nie pamiętam, który to. Ktoś z Lublina?

  59. fan-terlika
    November 23rd, 2009 at 18:16 | #59

    Nie rozumiem jednej rzeczy – skoro jest przeciwnikiem suplementów diety i witaminy C, to dlaczego w skład jego Mikstury wchodzi Citrosept – suplement diety z witaminą C?

    Gammon No.82 :

    Why?
    Możesz odtworzyć tę sieć neuronów, która wycina taki numer?

    Bo jest bio i jest słona, przecież

  60. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 18:21 | #60

    fan-terlika :

    Bo jest bio i jest słona, przecież

    Bio może, ale czy słona? Najwyżej w tym stopniu, co gluty.

  61. November 23rd, 2009 at 18:21 | #61

    @Gammon No. 82

    Bo wiki ma sporo Flecków, nie wiedziałem, którego czytać.

    Mądry człowiek jakiś. Osobiście pamiętam jak byłem na wykładzie z neuroanatomii, ognista Hiszpanka pokazywała zdjęcia preparatów mózgu wykrzykując kwestie w rodzaju: na zdjęciu 1 wyraźnie widać coś, czego na zdjęciu 2 oczywiście nie widać. Pierwsze rzędy, zasiedlone neuroanatomami kiwały głowami i pomrukiwały z uznaniem i zrozumieniem, reszta (w tym ja) miała bardzo głupie miny – bo wszystkie zdjęcia wyglądały, hm, raczej identycznie…

    Zresztą Fleck rządzi też w słuchu. Ludzie, którym elektrofizjolog po raz pierwszy demonstruje single unit recordings mówiąc “a teraz wśród zakłóceń wyraźnie słyszymy neuron” też mają zwykle głupie miny.

  62. November 23rd, 2009 at 18:25 | #62

    fan-terlika :

    Bo jest bio i jest słona, przecież

    A wiesz jak wygląda sperma w wodzie?

  63. November 23rd, 2009 at 18:27 | #63

    Lukasz :

    I kolejny przypadek spirali głupoty – Piotr Bein przedstawia kolejnego mistrza:
    http://www.youtube.com/watch?v=iMl39R8Gh3U

    Dwie minuty wytrzymałem. Niektórzy pewnie się ucieszą, że ów ekspert leczący swoją energią mieszka pod Krakowem.

  64. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 18:29 | #64

    czescjacek :

    A wiesz jak wygląda sperma w wodzie?

    Od razu, czy po pięciu minutach?

  65. November 23rd, 2009 at 18:31 | #65

    czescjacek :

    A wiesz jak wygląda sperma w wodzie?

    Ja wiem! Ja wiem!

    Gammon No.82 :

    Bio może, ale czy słona? Najwyżej w tym stopniu, co gluty.

    Och proszę cię, delikatnie słonawy posmak zostaje jeszcze jakiś czas po połknięciu.

    asmoeth :

    Dwie minuty wytrzymałem.

    Obejrzyj do końca. Potem ładnie gra na kibordzie i śpiewa!

  66. Jiima
    November 23rd, 2009 at 18:32 | #66

    @ miskidomleka:
    Co do coca-coli i kwasu, to owszem, na stronie p* głupoty. W kwasie fosforowym rozkłada się węglan wapnia (np. ze skorupki). Jakby coca-cola rozkładała białka, to by jej do sprzedaży nie dopuścili. Chyba że rzeczywiście dosypują do niej pepsyny (ale po cholere???)

  67. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 18:36 | #67

    miskidomleka :

    Mądry człowiek jakiś. Osobiście pamiętam jak byłem na wykładzie z neuroanatomii, ognista Hiszpanka pokazywała zdjęcia preparatów mózgu wykrzykując kwestie w rodzaju: na zdjęciu 1 wyraźnie widać coś, czego na zdjęciu 2 oczywiście nie widać. Pierwsze rzędy, zasiedlone neuroanatomami kiwały głowami i pomrukiwały z uznaniem i zrozumieniem, reszta (w tym ja) miała bardzo głupie miny – bo wszystkie zdjęcia wyglądały, hm, raczej identycznie…
    Zresztą Fleck rządzi też w słuchu. Ludzie, którym elektrofizjolog po raz pierwszy demonstruje single unit recordings mówiąc “a teraz wśród zakłóceń wyraźnie słyszymy neuron” też mają zwykle głupie miny.

    Wiesz, ja do tych samych wniosków doszedłem niezależnie (acz poniewczasie) patrząc na lekarzy praktyków. Znajomy opowiadał, że za komuny były takie niskonakładowe zestawy płyt winylowych (produkcji ZSRR) dla kardiologów. Jakieś 40 godzin słuchania. Tylko dla hardkorowców. Z opisem, czego należy się spodziewać na poszczególnych płytach. No i ludzie słuchali i nasiąkali, jak każdą inną ideologią. Coś, jak nagrania z plenów KC KPZR.
    Tylko dlaczego słuchacze płyt mieli wyższy odsetek rozpoznań, niż cała reszta?

    No dobra, to jest dowód anegdotyczny. Nie wiem, czy ktokolwiek to zbadał.

  68. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 18:38 | #68

    eli.wurman :

    Och proszę cię, delikatnie słonawy posmak zostaje jeszcze jakiś czas po połknięciu.

    Po glutach też, i po słonych paluszkach też. I po niektórych rodzajach kawioru.

  69. November 23rd, 2009 at 18:44 | #70

    Gammon No.82 :

    I po niektórych rodzajach kawioru.

    Ciota.

  70. November 23rd, 2009 at 18:46 | #71

    asmoeth :

    Dwie minuty wytrzymałem.

    O, tu gra i śpiewa. Auch: nasz polski ojciec Bashobora – wskrzesił 9 osób. No i tak, Kraków.

    A, jeszcze mam pytanie: czy ja dobrze rozumiem, że on twierdzi, że szczepionka przeciw AH1N1 spowodowała na Ukrainie epidemię?

  71. November 23rd, 2009 at 18:50 | #72

    eli.wurman :

    O, tu gra i śpiewa. Auch: nasz polski ojciec Bashobora – wskrzesił 9 osób. No i tak, Kraków.
    A, jeszcze mam pytanie: czy ja dobrze rozumiem, że on twierdzi, że szczepionka przeciw AH1N1 spowodowała na Ukrainie epidemię?

    Tak, bo zaszczepili 200 000 osób a mają 3 mln zachorowań. Byście lepiej docenili to niezawodne wnioskowanie zauważę, że Ukraina ma 46 mln mieszkańców.

  72. November 23rd, 2009 at 18:55 | #73

    eli.wurman :

    O, tu gra i śpiewa. Auch: nasz polski ojciec Bashobora – wskrzesił 9 osób. No i tak, Kraków.

    Tymczasem w komentarzach pod filmem niezły dramat, ekspert Piotr Bein walczy z pomagierem Big Pharmy:

    o fajnie, bo mam twoje zdjecia jak chcesz zabrac Jane Burgermeister mikrofon. Będziesz słynny!

  73. November 23rd, 2009 at 18:55 | #74
  74. urbane.abuse
    November 23rd, 2009 at 19:02 | #75

    amatil :

    bart :
    Chyba któryś ze Skamandrytów
    a, skoro klasyka, to przepraszam.

    Boy, drogie dzieci.

  75. November 23rd, 2009 at 19:03 | #76

    miskidomleka :

    @Gammon No. 82
    Bo wiki ma sporo Flecków, nie wiedziałem, którego czytać.
    Mądry człowiek jakiś. Osobiście pamiętam jak byłem na wykładzie z neuroanatomii, ognista Hiszpanka pokazywała zdjęcia preparatów mózgu wykrzykując kwestie w rodzaju: na zdjęciu 1 wyraźnie widać coś, czego na zdjęciu 2 oczywiście nie widać. Pierwsze rzędy, zasiedlone neuroanatomami kiwały głowami i pomrukiwały z uznaniem i zrozumieniem, reszta (w tym ja) miała bardzo głupie miny – bo wszystkie zdjęcia wyglądały, hm, raczej identycznie…
    Zresztą Fleck rządzi też w słuchu. Ludzie, którym elektrofizjolog po raz pierwszy demonstruje single unit recordings mówiąc “a teraz wśród zakłóceń wyraźnie słyszymy neuron” też mają zwykle głupie miny.

    I kolejny anegdotyczny – badałem techniką immunofluorescencyjną obecność przeciwciał wirusa. Pierwsze 2 tygodnie pracy polegały na nauczeniu się rozróżniania reakcji od poblasku tła.

  76. November 23rd, 2009 at 19:05 | #77

    Lukasz :

    I kolejny przypadek spirali głupoty – Piotr Bein przedstawia kolejnego mistrza:
    http://www.youtube.com/watch?v=iMl39R8Gh3U

    Ooo, ma identyfikator “Bioenergoterapeuta Uzdrowiciel”!

  77. November 23rd, 2009 at 19:06 | #78

    grzesie2k :

    gorzej niż w Łodzi!

    Ale tu jest bardzo przyziemny motyw: hajs, bandytierka – więc nie wiem czemu się emocjonujesz.

  78. November 23rd, 2009 at 19:08 | #79

    TO JEST CHOROBA DWUDZIESTEGO PIERWSZEGO WIEKU, DŻUMA KAPITALIZMU I RZĄDÓW LUDZI SKORUMPOWANYCH

  79. November 23rd, 2009 at 19:21 | #80

    bart :

    TO JEST CHOROBA DWUDZIESTEGO PIERWSZEGO WIEKU, DŻUMA KAPITALIZMU I RZĄDÓW LUDZI SKORUMPOWANYCH

    I jeszcze należy pamiętać, że jest teraz więcej grypy niż za komuny.

  80. mdh
    November 23rd, 2009 at 19:25 | #81

    Gammon No.82 :

    Ale te wnioski to nie Fleck tylko czytelnicy.
    EDIT: wewogle, to jest na forum [EDIT: na tym czymś, co się zalęgło na pożywce produkowanej przez Barta] jakiś filozof Fleckoznawca, ale nie pamiętam, który to. Ktoś z Lublina?

    I to na dodatek bardzo późni czytelnicy. To trochę Feyerabend (swoją drogą wyleciał z uczelni, bo studenci narzekali, że na wykładach z filozofii nauki o magii opowiada) Właściwie te wnioski to raczej mocny program socjologii wiedzy i późni epigoni (także postmoderniści, odłamy feministycznej krytyki społecznej).

    W Lublinie Fleckiem zajmuję Sady (sam napisał nawet taką popularną książeczkę o nim), jakiś czas temu organizował też seminarium http://fleck.umcs.lublin.pl/index.htm

  81. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 19:42 | #82

    czescjacek :

    Ciota.

    Kolega ze studiów RobertaP też miał zasadnicze wątpliwości w sprawie jedzenia rybich jaj.
    Ale ów kolega pochodził z Czarnej Afryki, oni są tam wybredni.

    Lukasz :

    I kolejny anegdotyczny – badałem techniką immunofluorescencyjną obecność przeciwciał wirusa. Pierwsze 2 tygodnie pracy polegały na nauczeniu się rozróżniania reakcji od poblasku tła.

    Ba! A sprawdź tego tu:
    http://www.skepdic.com/blondlot.html
    http://en.wikipedia.org/wiki/Prosper-René_Blondlot
    On liczył scyntylacje.
    Ale przyuszedł przyszedł ten tam Robert W. Wood i go trochę ośmieszył.

    No więc sam rozumiesz, że przeciętna Mooniowata nie wie, komu wierzyć.

  82. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 19:44 | #83

    mdh :

    I to na dodatek bardzo późni czytelnicy

    Przecież sam czytałem Flecka (nie wiem, co mnie podkusiło?), i wiem, że on się strrasznie zaklinał. Że nauka to nie jest ściema, tylko że obserwacja nie jest tak strrrrasznie jednoznaczna, jak by chciało Koło Wiedeńskie.

  83. November 23rd, 2009 at 19:48 | #84

    Ech, Wiadomości TVP – przechwycone listy klimatologów i doktor Jaworowski.

  84. November 23rd, 2009 at 19:51 | #85

    Lukasz :

    I kolejny anegdotyczny – badałem techniką immunofluorescencyjną obecność przeciwciał wirusa. Pierwsze 2 tygodnie pracy polegały na nauczeniu się rozróżniania reakcji od poblasku tła.

    Nie używałeś glutaraldehydu do utrwalania czasem? ;-)

  85. November 23rd, 2009 at 19:53 | #86

    Gammon No.82 :

    Pewien nieżyjący od paru lat szalony kardiolog twierdził (ewidentnie wykraczając poza kompetencje kardiologa), że spożycie większej ilości wyschniętych żelków może powodować niedrożność jelit.

    Ale ich się nie da jeść w małych ilościach :-(. I kto w ogóle daje im wyschnąć?

  86. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 20:00 | #87

    sporothrix :

    Ale ich się nie da jeść w małych ilościach :-(.

    To się wydaje proste: bierzesz mało – zjadasz mało.

    I kto w ogóle daje im wyschnąć?

    Zapominalscy. Może ktoś jeszcze, nie wiem.

  87. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 20:01 | #88

    Czy sadysta biczujący świętego również dostąpiłby cząstki świętości?
    http://wiadomosci.onet.pl/2083275,12,jan_pawel_ii__w_ramach_kary__biczowal_sie,item.html

    EDIT: no i wogle istinno istinno goworiu wam, ów człek musiał bardzo wiele nagrzeszyć, że aż tak straszne kary sobie wymierzał. Sądząc z praktyki z około 1975 roku (kiedy skończyły się moje związki z KRzK) typowo wystarczało parę zdrowasiek.

  88. November 23rd, 2009 at 20:01 | #89

    sporothrix :
    <blockquote
    Nie używałeś glutaraldehydu do utrwalania czasem? ;-)

    nie, znacznie biedniej – alkohol na dłuższe zabezpieczenie, podczas pracy z mikroskopem gliceryna :)

  89. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 20:10 | #90

    @ Lukasz & sporothrix :

    Słuchajcie fachowcy od mikroskopii, czy warto kupić coś takiego dzieciom do zabawy?
    http://www.allegro.pl/item819914806_mikroskop_biolar_stan_bdb.html

  90. mdh
    November 23rd, 2009 at 20:10 | #91

    @ Gammon No.82:
    Że nauka to ściema.
    A obserwacja to zawsze jest niejednoznaczna, tylko nam czasem się wydaje, że jest jednoznaczna.

  91. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 20:14 | #92

    mdh :

    A obserwacja to zawsze jest niejednoznaczna, tylko nam czasem się wydaje, że jest jednoznaczna.

    A może pytanie brzmi “czy jest dostatecznie jednoznaczna, żeby się odważyć wyciągać wnioski”, a nie “czy jest dostatecznie jednoznaczna tak wogle”? Ale w tej sprawie to może niech się JaśS wypowie.

  92. November 23rd, 2009 at 20:15 | #93

    Gammon No.82 :

    @ Lukasz & sporothrix :
    Słuchajcie fachowcy od mikroskopii, czy warto kupić coś takiego dzieciom do zabawy?
    http://www.allegro.pl/item819914806_mikroskop_biolar_stan_bdb.html

    Jakbyś miał możliwość obejrzenia naocznie i sprawdzenia jak chodzą śruby, w jakim stanie jest żarówka to raczej warto – marzeniem by było jakby posiadał kalendarz remontów (u mnie na uczelni prowadzą takie dla mikroskopów – czas działania lamp etc). Jeszcze jakby dał pokrowiec, olejek imersyjny to bomba :)

  93. November 23rd, 2009 at 20:17 | #94

    Gammon No.82 :

    No więc sam rozumiesz, że przeciętna Mooniowata nie wie, komu wierzyć.

    No i to jest teren, na którym nauka przegrywa sromotnie z Mistrzami, Beinami, Burgermeisterami i Rathami – oni zawsze będą pewni na 110%. Dają łatwiejsze rozwiązania, proste leczenia i lżejsze życie.

  94. Gammon No.82
    November 23rd, 2009 at 20:22 | #95

    Lukasz :

    Jakbyś miał możliwość obejrzenia naocznie i sprawdzenia jak chodzą śruby,

    Śruby poluzują w pół roku. To są nieduże dzieci. Ale nie chcę im kupować plastikowego szajsu, bo nie przetrwa tygodnia. Biolar wytrzyma z rok, tak sądzę.

    w jakim stanie jest żarówka

    Tam jest jakaś nietypowa żarówka – zastanawiam się, czy w razie padnięcia da się ją czymś zastąpić, nawet kosztem wymiany instalacji. Czy do końca życia pozostanie lusterko?

    to raczej warto – marzeniem by było jakby posiadał kalendarz remontów (u mnie na uczelni prowadzą takie dla mikroskopów – czas działania lamp etc).

    PZO nie istnieje od prawie dziesięciu lat, więc serwis też raczej nie istnieje.

    Jeszcze jakby dał pokrowiec, olejek imersyjny to bomba :)

    Tutaj sprzedający nie daje, ale na niektórych aukcjach się zdarza drewniana skrzynka, a olejek też gdzieś u kogoś widziałem. Rozumiem, że musi być taki z załamaniem takim samym, co szkło w tym konkretnym obiektywie? Straszne…

    Ale ja nie używałem olejku, a radochę miałem nawet na zwykłym szkolnym mikroskopie. Teraz różnica w cenie między starym Biolarem i starym “szkolnym” z PZO jest symboliczna.

    Lukasz :

    Dają łatwiejsze rozwiązania, proste leczenia i lżejsze życie.

    Ba! to już bart spostrzegł, że picie nafty z perhydrolem nie jest łatwizną. Może większości z nich wystarcza czytanie o piciu nafty?

  95. November 23rd, 2009 at 20:27 | #96

    urbane.abuse :

    Boy

    Boy to napisał oryginał (“Staś na sukni…”), natomiast któryś ze Skamandrytów przerobił to na “Stasio znów napisał dramę / płacze i przeprasza mamę”.

  96. November 23rd, 2009 at 20:28 | #97

    January :

    Boy to napisał oryginał

    Jachowicz!

  97. November 23rd, 2009 at 20:29 | #98

    Gammon No.82 :

    @ Lukasz & sporothrix :
    Słuchajcie fachowcy od mikroskopii, czy warto kupić coś takiego dzieciom do zabawy?
    http://www.allegro.pl/item819914806_mikroskop_biolar_stan_bdb.html

    Lukasz już odpowiedział. Ja dodam od siebie, że nie kupiłabym mikroskopu bez dokładnego obejrzenia i sprawdzenia. Śruby, światło, stolik itd. to są kwestie ważne. Poza tym możliwe jest, że kupisz mikroskop z rozjechaną optyką (zdarza się, szczególnie kiedy sporo osób używa) i będziesz musiał go dać od razu do naprawy. Olejek koniecznie, pokrowiec nie. A poza tym ja mam podejście subiektywne i niektóre mikroskopy mi po prostu odpowiadają bardziej, a inne mniej. Dlatego wolałabym sprawdzić sama.

  98. November 23rd, 2009 at 20:31 | #99

    @ Gammon No.82:
    To masz trade-off z tym mikroskopem – cena za plastik vs. jakość Biolara. Jak małe dzieci to nie musisz się martwić olejkiem – szkoda zachodu dla najmniejszych struktur/organizmów. Pozostałe obiektywy na bank wystarczą. Doczytałem że daje też drewniane pudełko, więc z tym też jest ok. Zapytaj sprzedającego o rodzaj lampy, jakby wymiana była trudna, może uczelnie mają na składach rezerwy? Sporo takich mikroskopów używało się na UAM.

  99. anion
    November 23rd, 2009 at 20:34 | #100

    Jiima :

    @ miskidomleka:
    Co do coca-coli i kwasu, to owszem, na stronie p* głupoty. W kwasie fosforowym rozkłada się węglan wapnia (np. ze skorupki). Jakby coca-cola rozkładała białka, to by jej do sprzedaży nie dopuścili. Chyba że rzeczywiście dosypują do niej pepsyny (ale po cholere???)

    nie węglan wapnia a fosforany również wchodzące w skład kości

    nie chce mi się wierzyć w pepsynę, ale jak już tu ktoś mądrze napisał, colę podaje się przy biegunkach coby elektrolity uzupełnić i pH w żołądku ustabilizować

Comment pages
1 2 3 29 2702
  1. No trackbacks yet.

Optionally add an image (JPEG only)