Home > Politiko > Siwa legenda młodego Polaka

Siwa legenda młodego Polaka

April 20th, 2008 Leave a comment Go to comments

Kiedy usłyszałem „Polskie Drogi” w orędziu prezydenckim, miałem cichą nadzieję, że ich reżyserem był Bohdan Poręba, bo wtedy mógłbym, zachowując ciągłość konceptualną, napisać o nim dłuższą notkę. Niestety, serial reżyserował Morgenstern, więc niniejszy post jest wpisem od tzw. czapy.

Starszym czytelnikom nie muszę przedstawiać reżysera Poręby, młodszym mogę polecić poświęconą mu notkę w Wikipedii. Krótko mówiąc, reżyser Poręba to najczystsza manifestacja słów Miłosza „Jest ONR-u spadkobiercą Partia”, a do jego Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald” — gdyby istniało do dziś — zapisałoby się z pewnością wiele świetnych piór z psych24. Pokoleniu SMS dorzucę info, że Poręba jest pierwowzorem reżysera Zagajnego z filmu „Miś”.

Znacie zapewne teorię mówiącą, że od dowolnego człowieka na Ziemi dzieli nas ciąg zaledwie sześciu znajomych. Rozwinięciem tej teorii są zabawy w liczbę Erdősa czy liczbę Bacona. Na podobnej zasadzie można skonstruować liczbę Poręby:

  1. Poręba ma liczbę Poręby równą zero.
  2. Osoba znająca Porębę bezpośrednio ma liczbę Poręby równą jeden.
  3. Osoba znająca kogoś znającego Porębę ma liczbę Poręby równą dwa.

Moja liczba Poręby wynosi właśnie dwa. A było to tak:

W latach 90. pracowałem w „Gazecie Wyborczej” — a gdzie miałem pracować, będąc lewakiem, satanistą i wówczas jeszcze narkomanem? Byłem odpowiedzialny m.in. za dział recenzji nowości wideo. Co oznaczało, że co jakiś czas któryś z mniejszych tuzów rynku VHS uznawał mnie pomyłkowo za decydenta z GW i próbował zaskarbić sobie moją (czyli „Wyborczej”) przychylność lub przynajmniej mi zaimponować. Raz właśnie w takim celu zaprosił mnie do siebie właściciel firmy Neptun Video Center.

NVC specjalizowało się w dystrybucji filmów klasy D, E i F; można powiedzieć, że wprowadzało kapitalistyczny porządek w polski rynek przebojów typu „Paco: maszyna do zabijania”, kopiowanych z kasety na kasetę aż do kompletnego zamazu wizji. Produkcje NVC rzadko były u nas recenzowane, a jeśli już, to nie zbierały wielu gwiazdek. Pan prezes postanowił to zmienić. Przyjął mnie w stroju białym sportowym kontrapunktowanym złotą biżuterią, pokazał mi zdjęcie swojej żony (zaznaczając, że pozowała dla „Playboya”), poczęstował ciasteczkami („Coś mocniejszego może pan życzy?”) i opowiadał długo o swoich ambitnych planach wydawniczych. Najnajambitniejszym pomysłem było stworzenie wraz z reżyserem Porębą „Wideoteki młodego Polaka”, uczącej nowe pokolenia patriotyzmu, odkłamującej historię Rzeczypospolitej i ogólnie budzącej wzniosłe uczucia narodowe. Zadeklarowałem, że na pewno o tej inicjatywie napiszemy, być może nawet zrecenzujemy niektóre filmy z serii, po czym oddaliłem się spiesznie na Czerską. W redakcji opowiedziałem o tym pomyśle sąsiadom z działu kultury, porechotaliśmy żydłaczo i już.

Recenzji nie pisałem sam (nie bez powodu wyleciałem ze studiów dziennikarskich po trzech semestrach) — załatwiałem tylko filmy od dystrybutorów i rozdzielałem je między recenzentów. A było ich czterech: Jacek Szczerba, Paweł Mossakowski, młody, ale dobrze zapowiadający się pracownik działu zagranicznego Bartek Węglarczyk i bliżej nieznany ogółowi Andrzej Saramonowicz. Ten ostatni miał poważne problemy z recenzjami pozytywnymi, za to świetnie wychodziły mu tzw. zjebki totalne. Tak dobrze mu szły, że z biegiem czasu dostawał do oceny wyłącznie filmy złe i bardzo złe, za co zresztą darzył mnie osobistą antypatią. Miał u mnie monopol na filmy NVC, nic więc dziwnego, że to właśnie on napisał dla GW recenzję jedynej wydanej pozycji z serii „Wideoteka młodego Polaka”, a zarazem ostatniego do tej pory filmu Bohdana Poręby — „Siwej legendy”. Obraz ten zdążył już zebrać chłodne oceny np. na festiwalu w Gdyni. Bohdan Poręba, nie zważając na krytyków, w wywiadzie dla organu Leszka Bubla „Tylko Polska” nazwał swoje dzieło „moralnym zwycięzcą tego festiwalu”, choć jurorzy docenili „Siwą legendę” wyłącznie za kostiumy. Był to bowiem film kostiumowy — cytuję streszczenie za witryną filmpolski.pl:

Kresy siedemnastowiecznej Rzeczpospolitej, na styku żywiołów: polskiego, litewskiego i białoruskiego, gdzieś koło Kamienia Pomorskiego. Namiętna i gwałtowna Lubka darzy przyjaźnią Romana z Rakutowicz i kniazia litewskiej krwi — Kizgajłę. Pierwszy jest refleksyjny, drugi gwałtowny, nieokiełznany w odruchach, nieco dziki. Serce Lubki nie umie wybrać. Ani w dzieciństwie, ani teraz, kiedy obaj są okrytymi sławą rycerzami. W dzieciństwie wszyscy troje wzięli udział w wyprawie po ptaka szczęścia. Każde z nich szczęście widziało inaczej. Lubka chciała być kochaną… W porywie zazdrości o Lubkę Kizgajło strzela do ptaka szczęścia. Od tej pory złowrogie fatum zawisa nad ich losem…

Andrzejowi Saramonowiczowi „Siwa Legenda” bardzo się nie podobała: nazwał ją „słuchowiskiem radiowym, do którego ktoś dołożył niechlujnie dokręcone obrazki”:

„Roześlijcie wici!” — krzyczy ktoś. Następna scena — jadą jeźdźcy i krzyczą: „Wici wieziemy!”. Kolejna — jeźdźcy zsiadają z koni: „Wici przywieźliśmy!”.

Całość można przeczytać w internetowym archiwum GW, chociaż z pewnymi skrótami — jestem pewien, że w papierowym oryginale było coś o biczującym się Leonie Niemczyku. W archiwum nie znajdziecie też listów od wdzięcznych czytelników, którzy zwierzali się, że recenzję „Siwej legendy” czytali ze łzami wzruszenia w oczach.

Dziś o „Siwej legendzie” mało kto słyszał, Saramonowicz nie pisuje już dla „Wyborczej”, za to reżyser Poręba jest wciąż aktywny na polu walki o wolną Polskę. Fotografuje się z inną gwiazdą komunoendecji Bolesławem „Bernardem” Tejkowskim (co oznacza, że moja liczba Tejkowskiego wynosi najwyżej trzy), prowadzi dwie oryginalne interpunkcyjnie strony internetowe (raz, dwa) oraz bloga w agorowskim portalu. Jak sam pisze, jest członkiem władz „STRONNICTWA NARODOWEGO , KRESOWEGO RUCHU PATRIOTYCZNEGO , STOWARZYSZENIA PATRIOTYCZNEGO WOLA-BEMOWO,RUCHU OBRONY GODNOŚCI NARODU POLSKIEGO”, co jest dowodem na to, że nawet będąc członkiem władz, można nie umieć wyłączyć Caps Locka.

Jeśli chodzi o aktywność na polu sztuk wizualnych, reżyser Poręba nieco przycichł, aczkolwiek parę lat temu wystawił na kongresie Samoobrony sztukę teatralną „Zmartwychwstanie”, autorstwa Lusi Ogińskiej, żony swojego starego znajomego Rysia Filipskiego. Nie ma co rzucać oskarżeniami o grafomanię, wystarczy obejrzeć zwiastun sztuki lub zacytować wybrany na ślepo jej fragment:

Działo się to rankiem od słońca nabrzmiałym.
Dawno już ucichły złowieszcze tętnienia
nocy -i jej łona, chmurzysk pociemniałych –
niebo rozjaśnione po żałobnych pieniach.
I chociaż nie było widać gwiazd srebrzystych,
które łzami są przecie na policzkach Boga,
wciąż powietrze drżało tchnieniem pustoczystym
niosąc ostrzeżenie w swoich niemych słowach.

Reżyser Poręba ma najwyraźniej dar zrażania do siebie ludzi — oprócz wspomnianego wyżej wywiadu, w wydawnictwach Bubla pisze się o nim wyłącznie źle, jego stary kumpel Filipski prosi, żeby jego nazwiska nie łączyć z Porębą w jednym zdaniu i mówi o nim: „nawet go lubiłem, bo żal mi było tego człowieka, który przez tyle lat musi nosić na karku tak ograniczony umysł”. W przypadku „Zmartwychwstania” udało się Porębie zrazić do siebie Lusię Ogińską, zmieniając jej zakończenie sztuki. Jak pisze anonimowy recenzent na stronie zmartwychwstanie.com:

Dodali zmartwychwstającego Chrystusa, schodzącego z krzyża, błogosławiącego oślepły tłum i dającego nadzieję na zmartwychwstanie narodu polskiego w imię Jego a nie w imię szatana. Na takim zakończeniu sztuka tylko zyskała a pani Lusia Ogińska nic nie straciła.

Anonimowy recenzent to zapewne sam reżyser Poręba — w dalszej części recenzji skarży się na cenę wypożyczenia menory do spektaklu oraz konieczność płacenia dyrektorom teatrów z góry za wynajęcie sali.

Lusi Ogińskiej zmiana zakończenia zepsuła najwyraźniej wymowę całego dzieła, bo obraziła się na Porębę śmiertelnie. „[M]am nadzieję, że zobaczę kiedyś moje Zmartwychwstanie wystawione z należnym szacunkiem dla tekstu poetki”, mówiła w wywiadzie autorka, przed „Zmartwychwstaniem” znana głównie z pisanej dla dzieci sagi o Roztoczańskich Krasnalach.

Poręba jest niewątpliwie „szemranym endekiem”, z korzeniami w PZPR i konszachtami z innymi tajemniczymi osobnikami w stylu Tejkowskiego czy Leppera. Gdybym był prawdziwym prawicowcem, miałbym go pewnie za człowieka ze starych służb. Co ciekawe, jego „Zmartwychwstanie” można obejrzeć w TV Trwam, premierę światową sztuka miała w Chicago za pieniądze Kongresu Polonii Amerykańskiej, a jej autorka jest blisko związana z USOPAŁ Jana Kobylańskiego, sponsora Radia Maryja. Reżyser Zagajny odnalazł się jakoś w nowej rzeczywistości.

  1. April 21st, 2008 at 13:29 | #1

    @od dowolnego człowieka na Ziemi dzieli nas ciąg zaledwie sześciu znajomych.

    Tak się roznoszą zarazki.

  2. April 21st, 2008 at 15:39 | #2

    historia o czlowieku w bialym sportowym dresie przypomniala mi dwie rzeczy: po pierwsze kiedy bylem maly i tez pracowalem w gazecie (a co, kazdy jak byl maly to pracowal w gazecie:)) to jeden gosc chcial mnie kupic rowerem gorskim, nie zdalwal sobie sprawy ze mozna mnie kupic latwo, nawet batonem, ale rowerow nie cierpie.
    a po drugie ten dres, bizuteria i skonnosc po patriotyzmu przypomniala mi o tym ze chcialem jakis czas popelnic notke na ten temat, tyle ze nie o polsce.

    ponownie wiec dziekuje koledze za przypomnienie o czyms.

  3. April 21st, 2008 at 15:46 | #3

    Nie wyraziłem się do końca precyzyjnie: to nie był zwykły dres, to było takie coś, w czym można od biedy i zagrać w polo, i pokazać się na przystani w Mikołajkach.

  4. April 21st, 2008 at 16:08 | #4

    a to nawet lepiej sie sklada. szczegolnie ze w komplecie blya ta pani od playboya.

  5. Tutensramon
    April 21st, 2008 at 22:31 | #5

    Właśnie mnie zastanawia. Co Bart ma do pań z Plejboja? No dres do polo jestem w stanie zrozumieć… Też bym chciał.

  6. Inż. Mruwnica
    April 22nd, 2008 at 02:51 | #6

    WUT? Co za story. Facet sam się nadaje na legendę dla młodego Polaka. BTW: moja liczba Wojtyły to też dwa. Kto chce mnie dotknąć?

  7. April 22nd, 2008 at 07:26 | #7

    Liczba Wojtyły, phi. Jakbyś miał taką liczbę Hitlera…

  8. MarcFloyd, UK
    April 22nd, 2008 at 13:53 | #8

    Wpis czytalem ryczac ze smiechu, na co podejrzliwie patrzyli koledzy przy sasiednich biurkach :)

    Widze ze trzymasz forme, gratulacje.

  9. April 22nd, 2008 at 14:11 | #9

    Dziękuję w imieniu reżysera Poręby, który całe życie pracował na to, żeby jego CV czytało się jak scenariusz filmu Barei :)

  10. April 23rd, 2008 at 12:42 | #10

    Ojciec mojej koleżanki jest bratankiem Willego Messerschmitta. To jak to jest z tą liczbą Hitlera?

  11. April 23rd, 2008 at 12:44 | #11

    Jeśli znasz ojca koleżanki osobiście, to masz liczbę Hitlera równą trzy!

  12. April 24th, 2008 at 14:41 | #12

    Oufakk!!

  13. MarcFloyd
    May 10th, 2008 at 00:01 | #13

    A jesli znasz wielu idiotow poprzez “nasza klase” to jaka masz liczbe? :D

    http://nasza-klasa.pl/school/21192/forum/14?page=10

  14. May 10th, 2008 at 00:08 | #14

    O jacie. Miałeś takich kolegów w klasie? :)))

    To ja jestem gówniarzeria, z jednym kolegą, który spamuje wszystkich znajomych z n-k listami o treści “Witaj! Znalazłem ciekawy serwis w sieci, myślę, że cię zainteresuje”…

    Później sobie poczytam dokładniej, bo gość rąbie w dekiel, że hej!

  15. MarcFloyd, UK
    May 14th, 2008 at 14:04 | #15

    Jako iz pojawilo sie nowe haslo na wikipedii, prosze o pomoc w jego rozbudowaniu:

    http://pl.wikipedia.org/wiki/Jednostka_glupoty

    I juz je zdazyli usunac… jednostka glupoty mial byc 1 Masin.

  16. bloody_rabbit
    May 17th, 2008 at 20:34 | #16
  17. May 17th, 2008 at 21:37 | #17

    Osz, faktycznie fajoskie…

    CZYM ŚWIAT ZASŁUŻYŁ, ŻE BÓG GO OBDARZYŁ
    PŁACZEM POLSKI PO STRACIE SYNA,
    KTÓRY TAK WIELKĄ MIŁOŚCIĄ JĄ DARZYŁ?
    GDZIE POLSKO ROZPACZY TWOJEJ PRZYCZYNA?

  18. artiil
    May 3rd, 2010 at 22:53 | #18

    Pan reżyser i spółka jednoczą się:

  1. No trackbacks yet.

Optionally add an image (JPEG only)