Ani MC, ani doktor

June 11th, 2015 153 comments

Osoby nieprzychylne treściom publikowanym w moim blogu często zarzucają mi, że wyśmiewam i szydzę. Ostatnio w komentarzach pod kolejną gniewną odezwą doktora Jaśkowskiego (“wszelkiej maści edukacja powszechna jest niczym innym, jak tresowaniem ludzi, w rodzaju słynnych doświadczeń Pawłowa z psami”) nazwano mnie trollem stosującym techniki psychomanipulacyjne, kierującym się kpiną i szyderstwem.

I to prawda. Choć w notkach dotyczących szczepień staram się być merytoryczny, to notki o alternatywnych pseudoterapiach piszę bardziej dla rozrywki. Wychodzę bowiem z założenia, że niektóre idee czy pomysły nie zasługują na poważne traktowanie.

W mojej opinii nie zasługuje na poważne traktowanie pomysł, że wszelkie choroby to efekt toksyn przenikających przez wyrąbane przez grzyby dziury w jelitach, które można zdiagnozować badaniem koloru moczu po wypiciu soku z buraczków, a wyleczyć spożywaniem mieszanki oleju, aloesu i citroseptu. Albo pomysł, że można wyleczyć raka za pomocą samookaleczenia warzywem. Albo pomysł, że można go wyleczyć soczkami owocowymi doustnie i kawą doodbytniczo. Albo wymyśloną witaminą kryjącą się w pestkach owoców. To już nie jest awangarda i działanie na obrzeżach nauki, gdzie przydaje się kreatywność i oryginalność, gdzie czasami łatwo pomylić wizjonera z wariatem. To nie są te przypadki. To są zwykłe kpiny z pacjentów. To historie śmieszne, ale i straszne, bo ofiary oszustów ponoszą realną krzywdę.

Dopiszmy do tej serii doktora Hamera i jego Nową Germańską Medycynę.

pvek

O Ryke Hamerze polska strona poświęcona NGM pisze skromnie tak:

Odkrycie doktora Hamera nie ma sobie równych w historii odkryć. Jest to główne odkrycie ery nowożytnej, a nawet najważniejsze z dotychczasowych, gdyż dotyczy życia człowieka i innych istot żywych.

Jest ono samo w sobie tak spójne i jasne, że nie potrzebuje (na obecnym etapie) żadnych uzupełnień. Nie ma niczego porównywalnego w historii odkryć, może odkrycie kopernikowskie.

Tacy ludzie, jak dr Hamer rodzą się raz, może dwa, na tysiąc lat…

Altmedowa historia dr. Hamera rozpoczyna się w roku 1978, kiedy w wyniku wypadku z bronią palną umarł jego syn. Dwa miesiące po jego śmierci u Hamera zdiagnozowano raka jądra. Doktor Hamer połączył ze sobą te dwa wydarzenia, dając początek naczelnej tezie Nowej Germańskiej Medycyny: rak to tak naprawdę efekt psychicznego szoku, przeżytego traumatycznego wydarzenia.

Doktor Hamer postanowił to odkrycie uwiecznić w swojej pracy habilitacyjnej. Niestety, profesorowie uniwersytetu w Tübingen nie poznali się na jego kopernikańskim geniuszu i odrzucili pracę stosunkiem głosów sto pięćdziesiąt do zera, nazywając ją pseudonauką. Niezrażony doktor Hamer następne kilka lat spędził na otwieraniu i prowadzeniu kolejnych klinik, w których za pomocą metod Nowej Germańskiej Medycyny próbował leczyć osoby w terminalnej fazie choroby nowotworowej.

Z opowieści pracowników tych ośrodków wyłania się obraz dantejski. Chaos, brak pieniędzy, brak personelu — doktor Hamer był jedynym lekarzem, ale potrafił zostawić wszystko na kilka dni i wyjechać do Francji szukać funduszy u sponsorów. Nie było regularnych obchodów — Hamer nie odwiedzał pacjentów tygodniami. Nie chciał podawać chorym środków przeciwbólowych, straszliwie cierpieli. Podczas jednej z nieobecności Hamera w 1985 r. pracownica ośrodka wezwała lekarzy z zewnątrz do wrzeszczącej z bólu pacjentki. Ci, przerażeni warunkami panującymi w klinice, zawiadomili władze i w 1986 r. ośrodek zamknięto, a Hamerowi odebrano prawo wykonywania zawodu.

Następne lata eks-doktor Hamer spędził na praktykowaniu Nowej Germańskiej Medycyny w różnych krajach Europy, co zaowocowało kolejnymi wyrokami więzienia. W 1992 r. pół roku w zawieszeniu w Niemczech za leczenie raka kości opatrunkiem gipsowym, co skończyło się amputacją nogi chorego. W 1997 r. niemieccy rodzice zmarłych pacjentów doprowadzili do postawienia Hamera przed sądem i osadzenia go w więzieniu na 19 miesięcy (odsiedział rok). W 2001 r. na skutek skarg innych rodziców zmarłych pacjentów francuski sąd skazał go na trzy lata więzienia. Ponieważ nasz eks-doktor ma na swoim koncie antysemickie wypowiedzi, w Niemczech w 2007 r. prowadzono przeciwko niemu postępowanie prokuratorskie w tej sprawie.

Ryke Hamer jest więc przykładem szarlatana, który miał okazję sprawdzić działanie swojego pomysłu w praktyce — i skończyło się to bardzo źle. Podobnie jak w przypadku doktora Simonciniego, który twierdzi, że rak to grzyb i można go uleczyć iniekcjami z sody oczyszczonej (i któremu należy się długo odkładana notka), znane są personalia osób, którym ta terapia poważnie zaszkodziła (zwłaszcza że Nowa Germańska Medycyna wiąże się z odrzuceniem chemioterapii i innych konwencjonalnych metod walki z nowotworami).

Najgłośniejsza historia to opowieść o sześcioletniej Austriaczce Olivii, która zachorowała na nowotwór nerki. Hamer, bazując na dogmacie NGM, ocenił, że przyczyną nowotworu jest trauma wynikająca z przekarmienia kotlecikami przez babcię oraz depresja z powodu przeprowadzki. Nieleczony guz urósł do rozmiarów piłki futbolowej. Rodzicom Olivii austriacki sąd odebrał prawo do opieki nad dzieckiem, uciekli więc do Hiszpanii, gdzie kontynuowali terapię NGM. Wytropieni przez niemiecką prasę, zostali sprowadzeni z powrotem do Austrii (guz ważył już siedem kilogramów). Dziewczynkę udało się uratować operacją, chemioterapią i radioterapią.

Przekarmienie kotlecikami to znakomity przykład diagnostyki Nowej Germańskiej Medycyny, budzącej skojarzenia z obłąkaną wersją prymitywnej psychoanalizy. Przykład z oficjalnej polskiej strony NGM: piesek dostał białaczki, bo pańciutkowie mieli problemy finansowe i go zaniedbywali. Sam Hamer podaje też inny przykład:

Ognisko Hamera

Ognisko Hamera

Matka przeżyła konflikt typu “troska matki o dziecko”, ponieważ jej córeczka wyrwała jej się z ręki i wpadła pod samochód. Matka robi sobie wyrzuty: “Gdybym trzymała ją mocniej za rękę…” , “…jestem złą matką…” itd. Podczas tej aktywnej fazy, matkę dręczą ciągle myśli, a w jej lewej piersi (jeżeli jest praworęczna) rosną dodatkowe komórki gruczołu mlecznego, co dzisiaj nazywa się rakiem piersi. Natomiast po prawej stronie móżdżku, w “ośrodku sterowania” gruczołami mlecznymi lewej piersi, można sfotografować w tym samym czasie Ognisko Hamera Sensowego Biologicznego Specjalnego Programu Natury. Wygląd takiego HH w mózgu można porównać do wyglądu spokojnej powierzchni wody, w którą właśnie został wrzucony kamień, albo do wyglądu wyraźnej tarczy strzelniczej. Jest to typowy wygląd aktywności.

Ognisko Hamera (HH), efekt przeżytej traumy, to koncentryczne kręgi w mózgu widoczne na obrazie z tomografu komputerowego. Te kręgi to tak naprawdę artefakty wynikające z rozkalibrowania tomografu. W przypadku ich wystąpienia instrukcja zaleca ponowną kalibrację maszyny.

W obliczu tego, że rak (czy inne choroby) to wyłącznie efekt przykrych doświadczeń, nie powinien dziwić fakt, że Nowa Germańska Medycyna odrzuca oraz odradza stosowanie konwencjonalnych metod leczenia nowotworów. Jak pisze Hamer:

Według danych pochodzących z tzw. medycyny akademickiej (posiadającej 5000 hipotez) a dokładniej według heidelberskiego Centrum Badań nad przyczynami raka, 98% “chorych na raka” umiera wskutek chemioterapii i morfiny. W Germańskiej natomiast przeżywa 98% pacjentów.

Ale uwaga: te 98% odnosi się do pacjentów, którzy prowadzili swoją terapię wyłącznie według wiedzy Germańskiej, tzn. nie obejmuje pacjentów, którzy byli, czy też są, w trakcie “leczenia” trucizną, jaką jest chemioterapia, ani nie odnosi się do grupy pacjentów, którzy wskutek diagnozy lekarskiej i złego rokowania załamali się, utracili orientację życiową oraz wiarę w możliwość wyzdrowienia.

Hamer neguje również role patogenów w powstawaniu chorób:

Początkowo myślałem, że w wagotonicznej odbudowie ektodermalnej tkanki biorą udział tzw. wirusy, których Istnienie postulowano po raz pierwszy przed 150-ciu laty. W tamtym czasie nauce stały do dyspozycji prymitywne mikroskopy. Nigdy nie widziano wirusów, również nie obserwowano ich przyrostu. Hipoteza o ich istnieniu pozostaje do dziaij nieudowodniona. (…)

Tzw. wirusy nie są żadnymi samodzielnymi żywymi organizmami, tylko skomplikowanymi molekułami białkowymi organizmu, które rozmnażają się wyłącznie w fazie pcl, po ustaniu aktywności konfliktu. One wypełniają ubytki (owrzodzenia) skóry, czy błon śluzowych. Te narządy zbudowane są wyłącznie z nabłonka płaskiego, zbudowanego z zewnętrznego listka zarodkowego, z ektodermy. Białka wydają się być czymś w rodzaju sprzyjających organizmowi “katalizatorów”, jakie znamy z chemii: działają tylko poprzez swoją obecność, ale nie zmieniają się podczas chemicznych procesów.

Tzw. wirusy (białka organizmu) po zakończeniu swojej pracy zostają przez organizm wycofane z pola działania. Z tego co widać, przebieg fazy pcl z obecnością tych białek jest bardziej optymalny, jak bez ich udziału.

Oraz jest denialistą HIV/AIDS:

Po tzw. infekcji wirusem HIV nikt nie zaobserwował obligatoryjnej symptomatyki, jaką charakteryzuje się różyczka, czy odra. U pacjentów, u których zdiagnozowano AIDS nie stwierdziło się nigdy obecności wirusa HIV.

Za inspirację dziękuję sympatycznej czytelniczce wysyłającej na blogową pocztę epistoły o NGM, w których udowadniała mi, że skoro Wikipedia podaje dwie definicje wirusa, zatem wirusy nie istnieją: “to są psychopatyczne konfabulacje przeznaczone do straszenia krasnoludków. Leniwych ćwierćinteligentów i półdupków, którzy mają mózg zdefektowany edukacją szkolną. Pytałam kuzynki- szefa laboratorium szpitala pediatrycznego w dużym mieście, czy widziała kiedy albo słyszała o chorym na tężec (ojciec był lekarzem). NIE”.

Cytaty z doktora Hamera pochodzą z “oficjalnej” polskiej strony Nowej Germańskiej Medycyny (“Dystansujemy się od wszelkich ugrupowań prowadzących w Polsce działalność na temat Germańskiej, które korzystają z obcych źródeł, zamiast z oryginalnych tekstów doktora Hamera”). Tam też znajdziecie objaśnienia wszystkich dziwacznych i tajemniczych terminów, którymi najeżona jest teoria NGM — faza pcl, konfliktoliza, Sensowny Biologiczny Specjalny Poziom Natury, kryzys epileptoiczny, wagotoniczna odbudowa ektodermalnej tkanki itd.

Biografia Hamera, wstrząsające opowieści jego byłych pracowników oraz częściowa lista ofiar jego terapii znajdują się na stronie tajemniczej organizacji Psiram. Inne strony poświęcone NGM, z których korzystałem, to m.in. strona poświęcona Hamerowi na RationalWikiwpis na blogu Anaximperator.wordpress.com. O kręgach na tomogramach i sposobach radzenia sobie z nimi można przeczytać tutu. Zdjęcie artefaktu autorstwa Roberta Weisssnera zaczerpnąłem ze strony Radiology Picture of the Day, gdzie zresztą podśmiewają się z Hamera w opisie. W ramach rozrywki linkuję również pracę, której autorzy rozstrząsali teorie Hamera z pozycji “holistycznej medycyny” (“Altogether, it seems that Hamer’s thinking was basically sound as the most fundamental principles of his work were built on an understanding very similar to holistic medical thinkers of today. We found his postulate that metastatic cancer patients can be healed or their health improved by using his system of holistic medicine likely to be true, at least for some motivated patients. This must be tested scientifically, however, before being accepted”). Jeśli nie wiecie, skąd jest komiks otwierający notkę, najwyraźniej nie bywaliście w Internecie w dwudziestym wieku.

Oraz tylko faktem, że ukazała się cztery dni temu, mogę usprawiedliwić przegapienie notki na Neurobigosie :)

Nie, włoski sąd nie ujawnił szczepionkowego holokaustu niemowląt

June 3rd, 2015 26 comments

To będzie krótka notka, bo nadchodzi długi weekend i trzeba się pakować. Ale po Fejsie krąży widmo i trzeba w nie dmuchnąć:

Sąd ujawnił długo utajniany dokument w sprawie śmiertelnych działań szczepionek. Włoski sąd ujawnił treść uprzednio utajnionego dokumentu, który potwierdza, że szczepionki są przyczyną zgonu, oraz że firmy szczepionkowe pragną ukryć te fakty, sąd również.

W przeciwieństwie do spreparowanych danych przedstawionych przez GSK, ten dokument wyjawia, że dziesiątki nagłych przypadków śmierci po szczepieniu było bezpośrednio pozwiązanych z przyjęciem szczepienia. Natomiast GSK oficjalnie utrzymuje, że brak jest związku między szczepieniem Infanrix Hexa a przypadkami zgonów, mimo że opiera się w swym oświadczeniu na tych samych danych.

Diabeł tkwi w szczegółach, i w tym przypadku GSK rozmydla i maskuje fakty poprzez taktykę pozbierania w jedną grupę większości zgonów, które wystąpiły w ciągu 10 dni po szczepieniu wraz z nieliczną grupą tych, jakie miały miejsce po 10 dniach od przyjęcia szczepienia. W ten sposób gigant farmaceutyczny próbuje sprawić wrażenie, że przypadki nagłych zgonów rozkładają się w znacznie dłuższym okresie niż ma to miejsce w rzeczywistości. Ma to ich zdaniem służyć za dowód, że szczepionka nie była przyczyną nagłej śmierci.

Na marginesie: na stronie, z której zaczerpnąłem cytat, słowo “szczepienie” jest linkiem i prowadzi do porównywarki cen Ceneo.pl, do podstrony z grami PC. Za każdy klik autor tekstu dostaje zapewne jakiegoś grosika albo dwa.

O co chodzi? Chodzi o to, że dokument wewnętrzny firmy farmaceutycznej precyzuje dokładne daty zgłoszonych zgonów z przyczyny nagłej śmierci łóżeczkowej powiązanych czasowo ze szczepionką. W oficjalnych dokumentach podawano przedział 0-20 dni. W dokumentach wewnętrznych podawano dokładne dane, z rozbiciem na poszczególne dni.

Przeprowadźmy teraz prosty eksperyment myślowy. Dziecko umiera. Rodzina zgłasza tę śmierć jako związaną ze szczepieniem. Jak myślicie, którego dnia po szczepieniu zgłosi się najwięcej śmierci?

Oczywiście pierwszego dnia, czyli dnia zero. Najczęściej jako związaną ze szczepieniem będzie się zgłaszało śmierć, która nastąpiła w dniu szczepienia. Jeśli dziecko umrze dwa tygodnie po szczepieniu, mniejsza liczba rodziców powiąże tę śmierć z faktem szczepienia.

I takie są właśnie te “poufne” dane. Najwięcej zgłoszonych śmierci jest z dnia zero, nieco mniej z następnego, potem to szybko opada. W związku z tym w pierwszych dziesięciu dniach jest większość zgłoszonych śmierci, w następnych dziesięciu dniach jest ich dużo mniej.

Oto screenshot z tego dokumentu. W tabeli obok kolumny “zgłoszone” jest kolumna “oczekiwane” (czyli jeśli na śmierć łóżeczkową umiera dziennie X dzieci, z czego połowę szczepiło się daną szczepionką, w kolumnie oczekiwane znajdzie się wartość X/2). Zgadniecie, czy wartość w kolumnie “zgłoszone” jest mniejsza niż w kolumnie “oczekiwane”?

table-36-20111216-gsk-infanrix-hexa-summary-bridging-report-16-12-20111

Jest mniejsza, i to o wiele. Nie wynika z tego, że szczepionka chroni przed śmiercią łóżeczkową, ale że liczba zgłoszonych śmierci z powodu szczepionki jest na tyle niska, że nie powinna budzić żadnego niepokoju. Gdyby szczepienie powodowało zespół nagłego zgonu niemowląt, liczby w kolumnie “obserwowane” byłyby dużo wyższe.

Jeszcze raz podkreślam: to są śmierci, które rodzice zgłosili jako związane ze szczepionką, to nie są śmierci faktycznie wywołane przez szczepionkę. Nie oznacza to, że szczepionka zabiła kogokolwiek! To kolejna sytuacja, w której antyszczepionkowcy ekscytują się zgonami zgłoszonymi jako powiązane czasowo ze szczepieniem i ogłaszają, że są to śmierci wywołane przez szczepienie.

PS. Całą aferę rozpętał indyjski pediatra dr Jacob Puliyel. Na razie trolluje głównie w komentarzach na PubMedzie, ale zapamiętajcie to nazwisko: wróżę mu wielką karierę w antyszczepionkowej socjecie.

Tags:

What if ze opposit is tru?

February 16th, 2015 230 comments

Dzień Świstaka: doktor Jaśkowski znowu napisał jakąś odezwę i znowu jacyś ludzie biorą ją na poważnie.

Nasz stary znajomy (zwany dalej Doktorem) opublikował listę pytań, na które ponoć nie potrafią odpowiedzieć pediatrzy, czyli w terminologii Doktora „masowi realizatory przymusowych szczepień”. Nie jestem pediatrą, ale odnoszę wrażenie, że trudność tych pytań nie polega na tym, że do odpowiedzi potrzebne jest wykształcenie medyczne. One są po prostu pokracznie skonstruowane: wnioski nie wynikają z przesłanek, dane nie mają źródeł, często nie wiadomo, której szczepionki dotyczy dane pytanie, a wszystko jest podane w niepodrabialnym stylu Doktora, który lubi np. znienacka przypomnieć czytelnikom, że „VAT to łapówka dla urzędników”. Doktor konstruuje pytania według schematu: „Jeśli szczepionki są bezpieczne i skuteczne, to…” — przy czym druga część pytania zazwyczaj albo jest nieprawdą, albo nie ma wpływu na ocenę bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek, albo ten wpływ ma minimalny. Przyjrzyjmy się zresztą pierwszemu pytaniu:

Jeżeli szczepionki działają tak dobrze i nie powodują autyzmu, to dlaczego wirusolodzy firmy Merck, opracowujący te szczepionki twierdzą publicznie, że wyniki zostały sfałszowane już w 2001 roku. I firma posiada dowody, że szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce powoduje wzrost autyzmu o 800 %?

Zachowałem pisownię tego i pozostałych pytań.

Dlaczego to, że wirusolodzy firmy Merck coś twierdzą publicznie, miałoby obalić fakt, że szczepionki działają dobrze i nie powodują autyzmu? Jakie wyniki zostały sfałszowane? Trzeba się domyślić albo poszukać. I jak się poszuka, okazuje się, że w 2012 r. wybuchł skandal, bo okazało się, że dwoje byłych wirusologów firmy Merck oskarżyło swojego pracodawcę, że ten fałszował wyniki badań skuteczności szczepionki przeciw śwince i że ta szczepionka wcale nie jest efektywniejsza od szczepionek konkurencji. Jak z tego ma wynikać, że szczepionki nie działają dobrze? To wie chyba tylko Doktor.

Wzrost autyzmu o 800%? Jedyny ślad tej informacji to wypowiedzi antyszczepionkowego działacza Briana Hookera, który dokonał ponownej analizy danych gromadzonych przez amerykańską agendę rządową CDC. Analizy tak złej i tak amatorskiej, że została wycofana przez pismo, które ją początkowo opublikowało. Skąd nagle teza, że jakaś firma posiada takie dowody? Trzeba by spytać Doktora.

Pytanie 2.
Jeżeli szczepionka MMR jest taka dobra, to dlaczego epidemie odry wystąpiły tylko w grupach zaszczepionych nawet w 99%?

What if ze opposit is tru?, jak mawia filozof Slavoj Žižek: A jeśli jest wręcz przeciwnie? Epidemie odry nie występują tylko w grupach wysoko zaszczepionych. Epidemie odry w Europie wybuchają np. w nisko zaszczepionych społecznościach ortodoksyjnych protestantów w Holandii. A co się dzieje, kiedy epidemia odry wybucha w populacji, w której przeważająca większość osób jest zaszczepionych? Po pierwsze, zazwyczaj ma niewielki zasięg. Po drugie, zarażają się głównie osoby niezaszczepione. Oto dane dla Europy za okres listopad 2012-październik 2013. Z ponad 10 tysięcy osób, które zachorowały, 87% stanowiły osoby niezaszczepione. Pozwólcie, że przedstawię wam wykres, który lepiej przybliży skalę zjawiska. Kolor czerwony to osoby niezaszczepione:

vacc-vs-unvacc-measles

Pytanie 3.
Jeżeli toksykolodzy twierdzą, że rtęć jest neurotoksyną, uszkadzająca centralny układ nerwowy, czyli mózg, to dlaczego wstrzykiwana dzieciom [nie posiadającym bariery krew/mózg] bezpośrednio do krwi, rzekomo nie uszkadza mózgu?

Trzeba zaznaczyć, że nikt nie wstrzykuje rtęci dzieciom bezpośrednio do krwi. W tym stwierdzeniu Doktorowi udało się zawrzeć dwie bzdury. Po pierwsze, szczepionek nie podaje się dożylnie. Po drugie, szczepionki nie zawierają rtęci. Szczepionki zawierają organiczny związek rtęci o nazwie tiomersal (w dodatku te szczepionki, które obecnie go zawierają, można policzyć na palcach jednej ręki), który jest bardzo szybko wydalany z organizmu. Porównywanie go z rtęcią czystą czy występującą w innej postaci (np. groźnej dla człowieka metylortęci obecnej w mięsie ryb) to jak porównywanie chloru z solą kuchenną albo piwa z denaturatem. Szczepionka MMR, którą antyszczepionkowcy oskarżają o wywoływanie autyzmu, nigdy tego związku rtęci nie zawierała.

EDIT: czytelnik w prywatnej wiadomości zwraca mi uwagę, że denaturat da się w gruncie rzeczy pić bez zgubnych skutków dla zdrowia. Racja, mój błąd. Właściwsze byłoby porównanie piwa (zawierającego alkohol etylowy) z alkoholem metylowym, który spożyty nawet w stosunkowo niewielkich ilościach może spowodować ślepotę albo nawet śmierć.

Po trzecie, dzieci mają barierę krew/mózg.

Po czwarte, choć to prawda, że rtęć jest neurotoksyną, to brak dowodów, żeby związki rtęci obecne w niektórych szczepionkach uszkadzały mózg.

Pytanie 4.
Jeżeli szczepionki zostały dokładnie przebadane, jak twierdzi na przykład p. prof. Andrzej Radzikowski z Warszawy, to dlaczego przemysł szczepionkarki posiada immunitet prawny, zwalniający od pokrywania szkód powikłań poszczepiennych? Czyli najpierw płać, głupi ludku, na przymusowe ubezpieczenia, czyli bezpłatne szczepionki, a potem jeszcze będziesz płacił za kalectwo poszczepienne. Rozumiesz teraz, dlaczego składki na ubezpieczenia trzeba co roku podwyższać. Przecież VAT, to łapówka dla urzędników, stad mają wynagrodzenie o 40% wyższe od średniej krajowej.

Zacznę od końca. VAT to nie jest łapówka dla urzędników. VAT to podatek od towarów i usług. Wysokość składki na ubezpieczenie zdrowotne zmienia się, bo wylicza się ją na podstawie przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw.

W Polsce „przemysł szczepionkarki” nie posiada immunitetu prawnego. Doktorowi chodzi zapewne o amerykański „trybunał szczepionkowy”, który rozstrzyga sprawy powikłań poszczepiennych, ale po pierwsze jest on utrzymywany z podatku od każdej sprzedanej dawki szczepionki (jeśli wierzyć Wikipedii, wynosi on 75 centów), po drugie — co warto przypomnieć — powstał on w efekcie antyszczepionkowej histerii w USA w latach 80. Po emisji telewizyjnego reportażu „Vaccine Roulette”, oskarżającego szczepionkę DPT o wywoływanie chorób neurologicznych u dzieci, lawinowo wzrosła liczba spraw sądowych przeciw producentom szczepionek. Ci w efekcie zaczęli wycofywać się z ich produkcji. W szczytowym momencie tej histerii w USA szczepionkę DPT produkowała tylko jedna firma. Szczepionki zaczęło brakować, jej cena wzrosła kilkakrotnie. W tej dramatycznej sytuacji Kongres wprowadził ustawę ustanawiającą system odszkodowawczy i chroniącą producentów szczepionek przed pozwami cywilnymi. Krótko mówiąc, producenci szczepionek zrzucają się na potencjalne odszkodowania, które są wypłacane bez orzekania o winie. To nie jest immunitet prawny. Producenci szczepionek nie są zwolnieni od pokrywania „szkód powikłań poszczepiennych”, co więcej — pokrywają je niejako z wyprzedzeniem.

Czy muszę dodawać, że oskarżenia zawarte w reportażu „Vaccine Roulette” nie znalazły później potwierdzenia?

Pytanie 5.
Jeżeli szczepionki zapobiegają chorobom, to dlaczego na ulotce szczepionki na przykład ospy wietrznej stoi jak wół, że może wywołać ospę?

Oczywiście oprócz tego, że wniosek nie wynika z przesłanki, nie udało mi się znaleźć ulotki szczepionki przeciw ospie, na której stało jak wół, że może wywołać ospę. Może wywołać półpaśca, czyli inną chorobę wywoływaną przez tego samego wirusa, ale nie dość że zdarza się on rzadziej niż po przechorowaniu ospy, to jeszcze ma łagodniejszą postać.

Istnieje też pojęcie poronnej postaci choroby, czyli jej wersji łagodnej, często bezobjawowej. Dość często taką postać wywołuje szczepionka przeciw odrze. Taką chorobą nie można jednak nikogo zarazić — literatura naukowa zna chyba tylko dwa przypadki zarażenia się odrą od osoby szczepionej. O ile dobrze pamiętam, w obu zaraziły się osoby o bardzo obniżonej odporności.

Pytanie 6.
Jeżeli szczepionki zapobiegają chorobom zakaźnym, to dlaczego wszelkie wykresy statystyczne i epidemiologiczne wskazują, że choroby zakaźne zniknęły najczęściej dwa trzy pokolenia wcześniej, zanim pojawiła się dana szczepionka?

What if ze opposit is tru? Zapraszam do oglądania prześlicznych wizualizacji na stronie Wall Street Journal, które pokazują, jaki wpływ na zachorowalność miały szczepienia. Tych wykresów i danych jest oczywiście wiele, wiele więcej. Szczerze mówiąc, nawet u zaciekłych antyszczepionkowców nie spotkałem się z tak absurdalnym, tak łatwym do obalenia argumentem. Można się spierać o śmiertelność, można pokazywać wykresy, na których wpływ szczepień na śmiertelność jest słabo widoczny. Można wskazywać, że dopiero wprowadzenie drugiej dawki jakiegoś szczepienia wpłynęło drastycznie na zachorowalność. Ale twierdzić, że choroba zakaźna zniknęła dwa-trzy pokolenia przed wprowadzeniem szczepienia? Do tego naprawdę trzeba mieć tupet.

Pytanie 7.
Jeżeli szczepionki są tak bezpieczne, to dlaczego tylko w tym roku zmarło już 56 dzieci po szczepieniu przeciwko grypie, dlaczego umierają dzieci po szczepieniu przeciwko odrze, skoro w podręcznikach lekarskich stoi jak wół, że choroby te nie wymagają leczenia, tylko leżenia. W USA zanotowano w sumie już około 1500 zgonów po szczepieniu WZW B, normalnie w USA bez szczepień chorowały na WZW B tylko 54 noworodki. Przez analogię, w Polsce chorowało na WZW B kilka noworodków, a szczepi się koło 300 000 niemowlaków już w pierwszej dobie. Zgonów na wszelki wypadek się nie publikuje. Tajemnica handlowa.

What if ze opposit is tru? W tym sezonie 56 dzieci zmarło w USA nie po szczepieniu, ale na grypę! Żadne dziecko nie umarło po szczepieniu przeciw odrze. A  skoro „w podręcznikach lekarskich stoi jak wół”, że choroby te nie wymagają leczenia, tylko leżenia, to może należy zastanowić się przez chwilę, dlaczego nie rekomenduje się leczenia. Może dlatego że współczesna medycyna nie zna po prostu lekarstwa na odrę czy grypę, a nasza najlepsza broń to profilaktyka, czyli właśnie szczepienia. (EDIT: tak, wiem o Tamiflu, mogłem napisać „medycyna zna jedno marne lekarstwo na grypę”, ale uznałem, że ucierpi na tym czytelność tekstu).

Uważny czytelnik odgadnie, skąd Doktor wziął 1500 zgonów po szczepieniu przeciw WZW B. Oczywiście z VAERS, czyli bazy danych, do której każdy może zgłosić wszystko i która nie jest miarodajnym źródłem dla oceny skali powikłań poszczepiennych. VAERS to baza zdarzeń pozostających ze szczepieniem w związku czasowym, to nie jest baza powikłań wywołanych przez szczepionki!

O co chodzi z kilkoma niemowlakami, które w Polsce zachorowały na WZW B? Nie wiem. Wiem, że zachorowania wśród dzieci spadły z 800 w 1993 r. do kilku rocznie. Trzeba pamiętać, że dla małych dzieci WZW B jest dużo, dużo groźniejsze niż dla dorosłych — u 90% z niemowląt do 1. roku życia zakażenie WZW B prowadzi do nosicielstwa lub przewlekłego zapalenia wątroby, które z kolei prowadzą do marskości wątroby i raka (dla porównania to samo grozi tylko 10% dorosłych).

Natomiast jeśli Doktor ma dostęp do jakichś utajnionych dokumentów o martwych niemowlętach w Polsce, to proponuję, żeby je gdzieś opublikował, np. na którejś ze spiskologicznych stron, z którymi współpracuje.

Pytanie 8.
Jeżeli szczepionki są takie bezpieczne, to na jakiej podstawie to ustalono, skoro na ulotkach stoi jak wół, że badań klinicznych, dotyczących choćby wywoływania raka, nie przeprowadzono i że badań klinicznych DOTYCZĄCYCH POWSTAWANIA WAD WRODZONYCH RÓWNIEŻ NIE PROWADZONO?

Wywoływanie raka czy wad płodu przez szczepionkę? Doktor ekscytuje się faktem, że każdy lek dopuszczony do obrotu w USA (a Doktor najwyraźniej czerpie gros swojej wiedzy o szczepieniach z amerykańskich stron antyszczepionkowych) musi mieć w ulotce dział „Nonclinical toxicology”, gdzie wymienia się potencjalne działanie rakotwórcze czy wpływ na płodność. Ten dział musi się pojawić również na ulotkach szczepionek, choć ich nie dotyczy — dawki są zbyt małe, a dowodów czy przesłanek po prostu brak. Producenci wpisują tam więc jakąś neutralną wypowiedź, „brak informacji” lub „nie przeprowadzono badań”.

Niezależnie od wpisów na ulotkach, które ujawnia dobry Doktor, takie badania oczywiście się prowadzi. Ba, są nawet przeglądy systematyczne takich badań. Proszę bardzo, oto przegląd systematyczny badań kobiet ciężarnych szczepionych przeciw grypie, z wnioskiem:

„The available data suggest that influenza vaccination in pregnancy has an overall good safety record for fetal and neonatal outcomes.”

Czasami wpis o braku badań dotyczących wpływu szczepionki na stan ciąży pojawia się również z innego powodu — niektórych szczepionek nie wolno podawać ciężarnym (więcej w odpowiedzi na pytanie nr 15).

Pytanie 9.
Jeżeli szczepionki są tak bezpieczne, to dlaczego po zaszczepieniu matki, jej dziecko karmione mlekiem z piersi choruje na zapalenia dróg oddechowych?

Nie udało mi się znaleźć badania ani antyszczepionkowego artykułu, który mógłby być źródłem tej rewelacji. Znalazłem natomiast badanie, według którego niemowlę do 6. miesiąca życia miało o połowę mniejsze szanse na hospitalizację z powodu grypy, jeśli jego matka była szczepiona przeciw grypie.

Pytanie 10.
Jeżeli szczepionka jest tak bezpieczna, jak to twierdzi choćby Komisja Przejrzystości w Polsce, to dlaczego na ulotce firmowej zastrzega się, że szczepionka Siligard/Gardasil może spowodować między innymi padaczkę, czyli ciężkie uszkodzenie mózgu? Przecież 98 % zakażeń wirusem HPV nie wymaga leczenia w ogóle.

What if ze opposit is tru? Żadna polska ulotka Silgardu ani Gardasilu, do której dotarłem, nie podaje informacji, że szczepionka może spowodować padaczkę. Również FDA nie wymaga od producentów szczepionek takiej informacji na ulotkach.

Szczepienia nie wywołują padaczki. Są na to naprawdę dobre papiery w postaci badań epidemiologicznych na setkach tysięcy dzieci: 1, 2, 3.

Komisja Przejrzystości nie istnieje. W Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji istnieje Rada Przejrzystości. Doktor Jaśkowski jej nie lubi, bo rekomenduje ona refundację szczepionek przeciw HPV (choć ta sama rada nie rekomenduje np. refundacji szczepionek przeciw rotawirusom).

Pytanie 11.
Jeżeli szczepionki przeciw grypie są tak bezpieczne, to dlaczego w jednym tylko sezonie, w jednym kraju, zanotowano po nich ponad 800 przypadków ciężkiego uszkodzenia mózgu, zwanego narkolepsją?

Nawet kiedy doktor Jaśkowski wreszcie przytacza jakiś sensowny argument, musi mu się coś pomylić. Tym razem myli kraj z kontynentem. Owe 795 przypadków narkolepsji zanotowano nie w jednym kraju, a w całej Europie podczas epidemii świńskiej grypy w sezonie 2009/2010 (szacuje się, że zaszczepiono wtedy ponad 30 milionów mieszkańców naszego kontynentu). Przypuszczalnie wywołał je nowy adiuwant zastosowany w szczepionce Pandemrix firmy GlaxoSmithKline. Czy oznacza to, że szczepionki przeciw grypie nie są bezpieczne? Nie, oznacza to, że szczepionka Pandemrix z sezonu 2009/2010 mogła powodować narkolepsję. Jak się tłumaczy GlaxoSmithKline? Tłumaczy się, że szczepionka przeciw grypie w pandemicznym sezonie była przygotowywana w pośpiechu i na wielką skalę; był to specjalny rok. Nie będę odgrywał roli adwokata, po prostu to tu zostawię do indywidualnej oceny.

Pytanie 12.
Jeżeli szczepionki są takie bezpieczne, to dlaczego firmy je produkujące, na ulotkach zabezpieczają się przed sądami, wymieniając całą listę powikłań w rodzaju: ciężkie uszkodzenia mózgu, zapalenia stawów, drżenia i omdlenia, porażenia nerwów czaszkowych, drgawki, zespół Guilliana – Barrego.

Nie mam pojęcia, czy w ten sposób firmy zabezpieczają się przed sądami. Wiem, że mają obowiązek publikować niepożądane odczyny występujące po szczepieniu, nawet jeśli zdarzają się tak rzadko, że ciężko stwierdzić, czy miały jakikolwiek związek ze szczepieniem. Ale rozumiem, że czytanie możliwych powikłań w ulotkach szczepionek u pewnego typu osób wywołuje dużą ekscytację. I w tej ekscytacji zapominają o tym, że choroby, przed którymi szczepienia chronią, wywołują skutki uboczne dużo cięższe i dużo częściej. W tej ekscytacji zapominają również o tym, że lektura jakiejkolwiek ulotki leku może dostarczać wrażeń mrożących krew w żyłach. Moje ulubione stowarzyszenie proepidemiczne zainicjowało ostatnio akcję „Cała Polska czyta ulotki do szczepionek” (ozdobioną stockowym zdjęciem radosnej trzypokoleniowej rodziny pogrążonej w lekturze jakichś papierów — nie żartuję). Mam nadzieję, że doczekam kontynuacji: „Cała Polska czyta ulotki do leków na ból głowy” (z długiej listy wymienię tylko najefektowniejsze skutki uboczne: krwiste wymioty, śmierć od perforacji przewodu pokarmowego, depresja, reakcje psychotyczne i szumy uszne, ostra niewydolność nerek, zaburzenia czynności wątroby, anemia, obrzęk twarzy, języka i krtani).

Pytanie 13.
Jeżeli szczepionki są tak dokładnie badane, to dlaczego Cochrane Library, dokonując analizy prac omawiających tylko szczepionkę przeciwko grypie, stwierdziła, że 99 % tych publikacji nie spełnia elementarnych zasad pisania prac naukowych, a w dodatku te pozostałe udowadniają, że szczepionka przeciwko grypie ma taką sama skuteczność, jak mycie rąk. A powszechnie wiadomo, że mycie rąk jest 1000 razy tańsze i nie powoduje powikłań.

Cochrane Collaboration nic takiego nie stwierdziła. Najsurowsza opinia (a Cochrane jest wyjątkowo surowe wobec szczepionki przeciw grypie — niektórzy naukowcy twierdzą nawet, że przesadnie surowe), jaką udało mi się znależć, twierdziła, że tylko niecałe 10% prac miało „dobrą jakość metodologiczną”, skąd bardzo daleko do tezy, że 99% publikacji nie spełniało elementarnych zasad pisania prac naukowych. W innej metaanalizie Cochrane, zajmującej się głównie właśnie jakością badań, napisano, że 70% prac było słabej jakości. Nie udało mi się znależć w bibliotece Cochrane informacji, że szczepienie przeciw grypie ma taką samą skuteczność jak mycie rąk. Ale nawet jeśli to prawda, akurat mycie rąk jest bardzo ważne w profilaktyce przeciwgrypowej. Można myć ręce i zaszczepić się przeciw grypie, to się przecież nie wyklucza.

Pytanie 14.
Jeżeli prac naukowych popierających szczepionkę przeciwko grypie, do tej pory, po 75 latach stosowania szczepionki, nie zanotowano, to dlaczego p.prof.mgr Brydak i inni, nadal reklamują ten preparat?

Nie będę odstawiał Reytana w obronie szczepionki przeciwgrypowej, bo to jedna z gorszych szczepionek na rynku (co po części wynika z faktu, że przy jej przygotowywaniu trzeba co rok zgadywać, jakie szczepy będą dominować w następnym sezonie). Natomiast pisanie, że nie ma prac „popierających szczepionkę przeciw grypie”, to zwykła hucpa. O takich badaniach pisze np. lekarz chorób zakaźnych Mark Crislip na portalu „Science Based Medicine”. Listę badań poświęconych efektywności szczepionki przeciw grypie można znaleźć również na stronach CDC.

Pytanie 15.
Jeżeli szczepionki są tak bezpieczne i można je podawać kobietom w ciąży, to dlaczego producenci zastrzegają się w ulotkach, że badań kobiet w ciąży nie prowadzono? Ulotki podają: „Skutków oddziaływania szczepionki na rozwój płodu nie badano”.

Patrz odpowiedź na pytanie nr 8. Dodatkowo nie wszystkie szczepionki można podawać kobietom w ciąży, np. przeciw różyczce czy półpaścowi. W ulotkach tych szczepionek występuje właśnie przywołany przez Doktora tekst: „Nie wykonywano badań szczepionki u kobiet w ciąży. Nie wiadomo, czy szczepionka podana kobiecie w ciąży może spowodować uszkodzenie płodu lub czy może wpłynąć na zdolność rozrodczą. Z tego względu, nie należy podawać szczepionki kobietom w ciąży; ponadto należy unikać zajścia w ciążę przez 3 miesiące po zaszczepieniu”.

Pytanie 16.
Jeżeli szczepionki są tak skuteczne, to dlaczego notowane w ostatnim pokoleniu, czyli w okresie 25 lat, wszystkie „epidemie” występowały tylko w grupach zaszczepionych w co najmniej 97 %?

Patrz odpowiedź na pytanie nr 2.

Pytanie 17.
Jeżeli szczepionki są tak bezpieczne i przebadane, to dlaczego media podają tylko informacje handlowe, a głosy przeciwników są niedopuszczane do przekazu?

Wszak to nieprawda, drogi Doktorze! Przecież w imię błędnie pojętej obiektywności dziennikarskiej ludzie tacy jak pan czy Justyna Socha ze STOP NOP są często zapraszani do mediów. Argumenty antyszczepionkowców powtarzają najróżniejsze czasopisma. Z prof. Majewską przeprowadza wywiady „Angora”. „Wprost” pisze o was przychylne reportaże. Pana zapraszają do telewizji publicznej. Serio: w chwili, w której piszę te słowa, w ogólnopolskiej radiowej Trójce w audycji pt. „Za, a nawet przeciw: Czy szczepienia dzieci są konieczne?” red. Kuba Strzyczkowski wpuszcza na antenę jednego antyszczepionkowego słuchacza za drugim. Gdzie ten ostracyzm?

Żeby było jasne: uważam, że nie powinno zapraszać się was do mediów. Wasze poglądy są w większości szkodliwe i nieuzasadnione.

Pytanie 18.
Jeżeli szczepionki są tak bezpieczne, to dlaczego wszelki prace naukowe, wykonywane zgodnie z zasadami naukowymi, a przedstawiające negatywne skutki szczepień, są pomijane przez media?

Media w ogóle rzadko relacjonują wiadomości o nowych pracach naukowych dotyczących szczepień. Ale i tak te „prace przedstawiające negatywne skutki szczepień” zasługują jedynie na pogardliwą wzmiankę w popularnonaukowym blogu. Bo o jakich pracach mowa? O nieudolnych analizach epidemiologicznych dokonywanych przez hobbystów? A co ze stosami prac naukowych potwierdzających bezpieczeństwo i skuteczność szczepień? A co z replikacją wyników? Nie wystarczy, żeby inżynier Hooker opublikował analizę, według której dzieci szczepione mają wielokrotnie większe ryzyko autyzmu. Ta praca musi zostać powtórzona przez niezależne ośrodki. Nie wystarczy, żeby objazdowemu cyrkowi rodziny Geierów udało się, najwyraźniej korzystając z atmosfery piąteczkowej nieuwagi w redakcji, przecisnąć przez recenzenckie sito artykuł o związku rtęci z autyzmem, w którym mnożą przypadki dzieci z autyzmem w grupie szczepionej, niczym prof. Majewska przypadki śmierci „od szczepionek” zgłoszone do bazy VAERS. Nauki nie tworzy się pojedynczymi badaniami. Naukę tworzy się ich dokładną analizą i replikacją.

Krótko mówiąc, niestety dla Doktora, „prace przedstawiające negatywne skutki szczepień” są marnej jakości, nie udaje się ich powtórzyć ośrodkom niezaangażowanym ideologicznie i szczerze mówiąc, nie ma po co o nich wspominać w mediach. To nie są żadne przełomowe odkrycia.

Pytanie 19.
Dlaczego w szczepionkach znajduje się 100 krotnie większe stężenie toksyn, takich jak rtęć, czy aluminium, aniżeli dopuszczalne jest dla wody pitnej?

Drogi Doktorze, ale co to w ogóle znaczy? Jak Doktor chce porównać zawartość pierwiastka podawaną w miligramach na litr i przyjmowaną doustnie z zawartością związku tego pierwiastka w szczepionce podawanej drogą iniekcji? Czy mam znowu opowiadać o chlorze i soli kuchennej? Jakie jest dopuszczalne stężenie tiomersalu w wodzie pitnej?

Pytanie 20.
Dlaczego media w Polsce, nagminnie powtarzające fałszerstwa odnośnie prac dr Wakefielda, do dnia dzisiejszego nie podały sprostowania, skoro badania dr Wakefielda potwierdziło 17 niezależnych ośrodków na całej kuli ziemskiej? Dlaczego nadal oszukują społeczeństwo twierdząc, że praca dr Wakefielda była zła? To jest dowód bezpośredni na to, że polska medycyna jest 100 lat za przysłowiowymi murzynami, z całym szacunkiem dla przedstawicieli rasy czarnej. Proszę sprawdzić tzw. niezależne blogi. Jeżeli znajdujecie Państwo informację negatywną o dr Wakefieldzie, to wiadomo, że to blog sponsorowany przez przemysł szczepionkarski, pośrednio lub bezpośrednio. Nie warto więc tracić czasu na jego czytanie.

Pan Wakefield nadal nie ma prawa wykonywania zawodu lekarza, jego praca nie została przywrócona przez pismo „Lancet”, które ją pierwotnie wydrukowało, a potem wycofało. Nie ma czego prostować. Ale też nie ma o czym mówić: badanie Wakefielda, z marnymi wnioskami ze śmiesznie małej grupy (dwanaścioro dzieci), nie wniosło nic do naszego rozumienia autyzmu czy jego związku ze szczepieniami. To medialna histeria rozkręcona wokół wniosków Wakefielda przyniosła najwięcej szkód.

Co do tzw. niezależnego bloga, to przyznaję, Doktor mnie zdemaskował, jestem użytecznym idiotą i płatnym pachołkiem. Ale to chyba zaszczyt usłyszeć taki zarzut od kogoś, kto uważa, że lądolody topnieją, bo roztapiają je od spodu atomowe okręty podwodne.

Pytanie 21.
Jeżeli szczepionki są tak bezpieczne, to dlaczego na szczepionce nie podaje się składu szczepionki pomimo, że ustawa wymusza taką informację na każdym środku spożywczym?

What if ze opposit is tru?

„Co zawiera Silgard (…)
Białko L12,3 wirusa brodawczaka ludzkiego typu 6 — 20 mikrogramów
Białko L12,3 wirusa brodawczaka ludzkiego typu 11 — 40 mikrogramów
Białko L12,3 wirusa brodawczaka ludzkiego typu 16 — 40 mikrogramów
Białko L12,3 wirusa brodawczaka ludzkiego typu 18 — 20 mikrogramów.
Inne składniki szczepionki w postaci zawiesiny to: Sodu chlorek, L-histydyna, polisorbat 80, sodu boran oraz woda do wstrzykiwań”.

„1 dawka — 1 ml szczepionki EUVAX B zawiera:
Antygen powierzchniowy wirusa zapalenia wątroby typu B (HBsAg)* 20 mikrogramów
adsorbowany na wodorotlenku glinu, uwodnionym 0,5 miligrama Al3+
*otrzymywany na drodze rekombinacji DNA w komórkach drożdży (Saccharomyces cerevisiae)
Substancje pomocnicze: sodu chlorek, potasu diwodorofosforan, disodu wodorofosforan, woda do wstrzykiwań”.

„Co zawiera szczepionka Clodivac
Substancjami czynnymi szczepionki są:
Toksoid tężcowy – nie mniej niż 40 j.m.
Toksoid błoniczy – nie mniej niż 5 j.m.
adsorbowany na wodorotlenku glinu, uwodnionym nie więcej niż 0,5 miligrama Al
Pozostałe składniki szczepionki to: sodu chlorek i woda do wstrzykiwań”.

Doktorze, ciężko raczej znaleźć szczepionkę, której ulotka NIE zawiera składu. Mnie się nie udało, choć przejrzałem wiele ulotek do szczepionek publikowanych na stronie mojego ulubionego stowarzyszenia proepidemicznego, które zbiera je jak inni znaczki.

Pytanie 22.
Jeżeli na ulotce informacyjnej producent podaje zawartość toksyn, takich jak rtęć, aluminium, formaldehyd, to dlaczego na stronach internetowych PZH, czy Ministerstwa Zdrowia, informacje te są ukrywane?

Zaraz, w pytaniu wcześniej Doktor twierdzi, że składu się nie podaje, a w tym mówi, że się jednak podaje?

Ale nieważne. Oto portal szczepienia.pzh.gov.pl i zawarta na nim informacja o związkach rtęci, aluminium i formaldehydzie w szczepionkach. Oto specjalna strona z informacjami o tiomersalu na tym portalu. Te informacje nie są ukrywane, ja znalazłem je dzięki popularnej wyszukiwarce Google.

Pytanie 23.
Jeżeli nie chodzi tutaj tylko i wyłącznie o zysk, to dlaczego stosuje się przymus szczepień? Przecież osobnik zaszczepiony jest odporny i tak więc nie zachoruje. Inaczej to rozumowanie można przedstawić w ten sposób: alkohol jest trucizną, więc dlaczego sprzedaje się go oficjalnie w sklepach i państwo zarabia na truciu własnych obywateli?

Wstyd, żebym ja, laik, musiał osobie z wykształceniem medycznym tłumaczyć, że szczepionka nie jest stuprocentowo skuteczna. Moje zaszczepione dzieci też mogą się zarazić. Do tego dochodzą osoby o obniżonej odporności, nieszczepione z przyczyn zdrowotnych. Seniorzy, dla których niektóre choroby są bardzo groźne. Noworodki i niemowlęta, które są jeszcze za małe na szczepienie. Dla nich masowe szczepienia są wybawieniem, bo chronią je przed kontaktem z chorobą.

A co do alkoholu, to może czas zapoznać się z zasadą, że dawka czyni truciznę? Prosit!

Pytanie 24.
Jeżeli PT Biskupi afrykańskiego kraju, po zleceniu przebadania serii szczepionek udowodnili, że szczepionki tzw. DePerTe zawierają przeciwciała anty HCG, powodujące u kobiet tzw. naturalne poronienia [nformacja ta jest znana specjalistom od co najmniej 1990 roku], to dlaczego do dnia dzisiejszego p.prof. Bucholc z PZH nie prowadzi takich badań, a jeżeli prowadzi, to dlaczego wyniki tych badań nie są umieszczane na stronie internetowej? Dlaczego publicznie ogłasza w TV, że wszelkie informacje są jawne, a jak obywatele umówieni wcześniej telefonicznie się zgłaszają, to ich nie wpuszcza?

Nie wiem, dlaczego prof. Bucholc nie prowadzi takich badań i nie wiem, dlaczego nie wpuściła Doktora albo kogoś, kto się Doktorowi poskarżył. Natomiast oskarżenia biskupów kenijskich są nie dość, że bezpodstawne, to jeszcze marne jako dowód naukowy. Nie widzę powodu, żeby takie oskarżenia traktować poważnie, zwłaszcza że 1) to nie pierwszy raz, kiedy szczepionki są oskarżane przez religijnych fundamentalistów w Afryce o realizowanie depopulacji (zresztą nie tylko przez nich, patrz następny akapit), 2) nie ma żadnych dowodów na to, żeby szczepionki DPT wywoływały poronienia. (EDIT: Sporothrix miała o tym notkę).

Dalszy ciąg pytania 24:

Czyli pod pretekstem szczepień stosuje się depopulację, zgodną z podanym w aporcie Klubu Rzymskiego 1970 roku, zaleceniem redukcji polskiego społeczeństwa do liczby 15 300 000 obywateli?

No i znowu powraca pytanie, które zadawałem bodaj przy okazji poprzedniej notki o doktorze Jaśkowskim. Dlaczego ktokolwiek traktuje serio człowieka wygadującego takie rzeczy?

Pytanie 25.
Jeżeli szczepionki są tak dobre, to dlaczego firmy je produkujące płacą setki miliardów dolarów lekarzom w formie łapówek? Koszt szczepionki to kilku centów. Łącznie z kosztami transportów i przechowywania, nie przekracza dolara. 8 dolarów, z góry jest wliczone w cenę, jako łapówki, reklama. Ostateczna cena szczepionki zawsze sięga powyżej 10 dolarów, a w Polsce znacznie więcej. Ostatnio opisano taką aferę łapówkarstwa w Chinach.

Po pierwsze, wniosek nie wynika z przesłanki. Po drugie, chciałbym zobaczyć oficjalną rozpiskę składników ceny szczepionki z pozycją „ŁAPÓWKI, REKLAMA: 8 USD”. Doktor pokaże?

To, że firmy farmaceutyczne na różne sposoby łaszą się do lekarzy, jest uznanym faktem. Natomiast nie wpływa to na ocenę, czy szczepionki są „tak dobre”. Ostateczna cena szczepionki nierefundowanej jest faktycznie wysoka, natomiast za refundowane Ministerstwo Zdrowia płaci dużo mniej niż 10 dolarów za dawkę. Można sprawdzić w BIP-ie Ministerstwa. Szczepionka MMR kosztuje ok. dwadzieścia zł za dawkę. WZW B dla dorosłych — siedem. Szczepionka OPV przeciw polio — siedemnaście.

Pytanie 26.
Dlaczego Ministerstwo Zdrowia toleruje istnienie na bazie państwowych instytucji, czyli opłacanych przez podatnika, takich tworów jak ”Flu Forum” p.prof.mgr L.Brydak? W tym tworze jest tylko dwóch lekarzy, a pozostałe osoby to dziennikarze, informatycy etc, czyli ludzie nie mający nic wspólnego z leczeniem. Ale koszty istnienia tego tworu obciążają Ciebie, podatniku.

Przyznam: nie wiem, dlaczego toleruje. Może ma to jakiś związek z łapówką VAT?

Rtęć w szczepionkach, odcinek setny

July 17th, 2014 260 comments

Hej, podobno na Fejsie znowu ogłoszono przełom w badaniach nad rtęcią w szczepionkach i okazało się, że jednak powoduje autyzm, alergie i śmierć? Podobno prof. Majewska już pakuje swoje rzeczy i wraca do Instytutu Psychiatrii i Neurologii z zesłania na katolickiej uczelni słynącej głównie ze swojego wychowanka Tomasza Terlikowskiego? Podobno wreszcie w Pubmedzie opublikowano uczciwą pracę, nieobciążoną powiązaniami z kartelami farmaceutycznymi?

Pozwólcie, że sobie westchnę: och, panom Geier i ich objazdowemu cyrkowi znów udało się coś gdzieś opublikować.

Tym razem w egipskim piśmie Biomed Research International: „Problemy metodologiczne i dowody wykroczenia w dziedzinie badań mających na celu udowodnienie bezpieczeństwa tiomersalu w szczepionkach”. Napisał tę pracę zespół składający się z lekarza pozbawionego prawa wykonywania zawodu, jego syna, jego pracownicy (jedynej osoby wśród siedmiu autorów mającej jakieś naukowe podstawy do zajmowania się autyzmem, choć publikującej głównie u Geierów), dwóch chemików (w tym jednego zatrudnionego na wydziale biologii biblijnego uniwersytetu, gdzie można się podciągnąć z najnowszych trendów w kreacjonizmie) i dwóch osób, o których nie wiadomo nic, oprócz tego, że działają w organizacji CoMeD (Koalicja na Rzecz Leków Wolnych od Rtęci), założonej przez… Marka i Davida Geierów.

Po skończeniu studiów na wydziale biologii, na którym pracuje współautor pracy Brian Hooker, „studenci będą umieć przeanalizować pewną kwestię w biologii, która budzi kontrowersje, przedstawić różne punkty widzenia na tę kwestię oraz umieć odnieść się do niej na forum publicznym z chrześcijańskiego punktu widzenia”. Zupełnie się nie mogę domyślić, o jaką kwestię chodzi.

Główna teza artykułu (bo to nie żadne badanie) brzmi następująco: istnieje ponad 165 badań, które wykazały wysoką szkodliwość thimerosalu (zawierającego rtęć konserwantu stosowanego w niektórych szczepionkach), wskazując, że powoduje on śmierć, zatrucie rtęcią i powodowaną nim akrodynię, deformacje płodu i wiele innych chorób. A tymczasem amerykańskie rządowe CDC (Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom), opierając się na zaledwie sześciu badaniach, twierdzi, że thimerosal jest bezpieczny. Co jest zadziwiające, biorąc pod uwagę, że badanie zlecone przez CDC wykazało ponad siedmiokrotnie zwiększone ryzyko autyzmu przy stosowaniu thimerosalu w szczepionkach.

To, że CDC opiera się rzekomo tylko na sześciu badaniach, oczywiście nie oznacza, że istnieje tylko sześć badań potwierdzających bezpieczeństwo thimerosalu, brak jego związków z autyzmem, alergiami czy innymi chorobami. Takich badań jest mnóstwo. Badania epidemiologiczne, meta-analizy. Nieoceniony Skeptical Raptor (z którego artykułu korzystam przy tej notce, balansując na granicy plagiatu), wygrzebał ponad sto pozycji. A gdy zajrzy się do owej bibliografii 165 badań Geierów, okazuje się, że:

  • pozycja przywoływana przez nich jako dowód deformacji płodów po szczepionkach zawierających rtęć ma 40 lat, natomiast Geierowie ignorują późniejsze badania. Pamiętajmy, że obecnie tiomersal występuje głównie w szczepionkach przeciw grypie, które są rekomendowane kobietom w ciąży na podstawie badań bezpieczeństwa i epidemiologicznych, np. dwudziestoletnich przeglądówek zgłoszeń NOP;
  • badanie dowodzące, że tiomersal zabija niemowlęta, dotyczy wielokrotnego stosowania roztworu zawierającego duże ilości rtęci w leczeniu przepukliny u niemowląt;
  • pozycja o śmiertelnym zatruciu rtęcią to opis sześciu przypadków takiego zatrucia, w których ilość rtęci liczono w gramach — dla przypomnienia: thimerosal w szczepionkach występuje w ilościach ok. 25-50 mikrogramów, mikrogram to jedna milionowa część grama;
  • pozycja o alergiach omawia kilka przypadków dzieci, u których co prawda wystąpiły reakcje alergiczne po szczepieniu, ale późniejsze kontrole nie wykazały u nich ani alergii, ani przeciwwskazań do szczepień.

I tak dalej, i tak w kółko. Ale rozumiem, im większa bibliografia, tym bardziej naukowo to wygląda.

A co z tym badaniem zleconym przez samo CDC, które wykazało siedmiokrotne zwiększenie ryzyka autyzmu? Miałem już o tym notkę, ale nigdy za mało przypominania: była to wstępna faza badania, o której sam autor mówił, że miała tylko sprawdzić, czy jest co w ogóle badać, nie była więc przeprowadzana z zachowaniem wszelkich rygorów dokładności. Okazało się, że jest co badać; kolejna faza, dokładniejsza i staranniej przeprowadzona, nie wykazała już tego ryzyka. Oczywiście antyszczepionkowcy uwielbiają fazę wstępną, a faza kolejna… no cóż, zapewne sfałszowały ją Jaszczury z Big Pharmy.

9975939258_If-Google-was-a-guy---vaccines-

Reasumując: w tym „przełomowym artykule” nie ma ani grama nowych danych, są tylko odgrzewane antyszczepionkowe kotlety (muszą być już z nich niezłe wióry) i wyszukiwanie błędów w solidnych, rzetelnych pracach naukowych — np. autorom słynnego duńskiego badania nie znajdującego zależności między wycofaniem rtęci z duńskich szczepionek a liczbą przypadków autyzmu Geierowie zarzucają niedołączenie danych za rok publikacji (choć dołączenie nie zmieniłoby wyniku badania) czy odwołują się do innego badania, które… też nie potwierdziło związku między autyzmem a MMR. Słowem, groch z kapustą i wymachiwanie rękami w nadziei, że nikt nie sprawdzi, zero nowych informacji. Wszystko podlane sosem teorii spiskowych: CDC, którego „głównym celem jest promocja szczepień”, naukowiec Verstraeten (ten od wstępnego badania wykazującego siedmiokrotny wzrost), który miał paść ofiarą presji szczepionkowego lobby, na co dowodem ma być użycie przez niego w służbowym e-mailu zwrotu „Nie chcę bronić lobby antyszczepionkowego”. Opisane wyżej niedołączenie danych za rok publikacji, a raczej usunięcie ich z finalnej wersji badania, wynikało z ich niekompletności, ale dla Geierów to wręcz nadużycie, mające ukryć fakt, że po wycofaniu thimerosalu liczba przypadków autyzmu spadła. Rzecz działa się w roku 2001, mamy rok 2014, jak tam przypadki autyzmu w Danii? Spadły poniżej poziomu sprzed 1992 r., kiedy wycofano tiomersal ze szczepionek? Odpowiedzi można się domyślać.

Na koniec prośba do moich antyszczepionkowych braci i sióstr. Nie ukrywam, że przykro mi, kiedy czytam coś takiego:

trololo

Nie złości mnie, że mówicie o mnie „zidiociały”, irytuje mnie ten „pseudoracjonalista”. Już legendarna Astromaria tak o mnie mówiła, a pamiętajmy, że ona wierzy, że ufoki rozpylają chemtrailsy (a przynajmniej tak ją zapamiętałem — jeśli przekręcam pani poglądy, to przepraszam, pani Mario, chętnie opublikuję sprostowanie). Epitety chętnie zniosę, natomiast nie podoba mi się tworzenie jakiejś dziwacznej narracji, w której wszystko jest na odwrót: osoby skrajnie irracjonalne, New Age’owi spiskolodzy nazywają się prawdziwymi racjonalistami, a prezeski antyszczepionkowych stowarzyszeń twierdzą, że nie są przeciwnikami szczepień. Skończcie z tym udawaniem, bo to niepoważne.

piecha

Obywatelska pomoc w weryfikacji dziennikarskiej

June 30th, 2014 285 comments

W poczytnym tygodniku „Wprost” Izabela Smolińska napisała tekst o szczepieniach. Artykuł tak się spodobał w redakcji, że wypuściła go w sieć po trzykroć: w marcu, w maju i trzy dni temu. Wcześniej chodził pod tytułem: „Czy szczepionki zabijają polskie dzieci?”, teraz ma nowy: „Dzieci umierają w Polsce po szczepionkach? Sprawa w prokuraturze” (rzecz jest najwyraźniej rozwojowa).

No i nie wiem, co teraz napisać. Bo z jednej strony obiecuję sobie od dawna, że będę w notkach bardziej rzeczowy, a mniej zgryźliwy, ale z drugiej strony ten artykuł jest naprawdę kuriozalny. Do tego stopnia, że pozwoliłem sobie napisać maila do jego autorki z pytaniem, dlaczego nie zweryfikowała informacji, które dostarczyło jej stowarzyszenie STOP NOP. Izabela Smolińska odpisała, że informacje weryfikuje, bo to podstawa pracy dziennikarskiej, a artykuł nie powstał w oparciu o informacje pochodzące tylko i wyłącznie ze STOP NOP.

I to drugie to pewnie prawda, bo tekst zawiera opowieści rodziców twierdzących, że ich dzieci rozchorowały się po szczepieniach. Tu nie wątpię w to, że Izabela Smolińska wykonała swój reporterski obowiązek. Natomiast część merytoryczna tekstu wygląda jak żywcem przepisana z materiałów propagandowych stowarzyszenia STOP NOP.

Rzeczniczka STOP NOP Justyna Socha pojawia się już w drugim akapicie, zapewniając: „Nie walczymy ze szczepieniami jako takimi (…) Sprzeciwiamy się przede wszystkim szczepionkom skojarzonym”. To pierwsze kłamstwo, którego Izabela Smolińska nie zweryfikowała. A wystarczyło wejść na Fejsa: tego samego dnia, w którym po raz trzeci „Wprost” puściło tekst o szczepionkach, na fanpage’u STOP NOP pojawił się link do artykułu w „serwisie ludzi świadomych” Humomundo.pl, w którym kwestionuje się praktycznie wszystkie szczepienia, włącznie z tymi przeciw czarnej ospie. Dzień wcześniej STOP NOP podał linki do wszystkich prowadzonych obecnie przez stowarzyszenie akcji zbierania podpisów pod petycjami. W jednej z nich cel stowarzyszenia określony jest zupełnie inaczej: „Występujemy w imieniu rodziców, którzy do tej pory musieli samotnie bronić się przed represjami ze strony bezdusznych urzędów w obronie praw do nietykalności cielesnej swoich dzieci oraz do samostanowienia i wolności wyboru”. Dalej STOP NOP żąda „wprowadzenia jasnych zapisów w dokumentach prawnych, respektujących prawo rodziców do odmowy szczepienia swoich dzieci”. W innej petycji STOP NOP toczy walkę z zupełnie nieskojarzoną szczepionką przeciw wirusowi brodawczaka, podawaną nastolatkom. Chyba przyzna pani, pani Izabelo, że Justyna Socha nieco panią oszukała?

Drugi rozdział artykułu zaczyna się mocno:

Bezpośrednim impulsem zbiorowego pójścia rodziców do prokuratury była śmierć sześciomiesięcznej Basi z Kutna, która dostała szczepionkę skojarzoną na sześć różnych chorób. Takich drastycznych historii jest — według działaczy stowarzyszenia — znacznie więcej.

I to wszystkie fakty na temat śmierci Basi z Kutna. Dostała szczepionkę i umarła, a czytelnik dowiaduje się, że to niejedyna śmiertelna ofiara szczepień. Czy dziecko faktycznie umarło od szczepionki? Portal Medycyna Praktyczna pisze, że Basia zmarła na zapalenie płuc, a choć szczepiona była z objawiami lekkiej infekcji oddechowej, to niemożliwe jest, aby szczepienie „przeciążyło” układ odpornościowy dziecka. Od szczepienia w takiej sytuacji odstępuje się nie ze względu na wpływ na stan zdrowia dziecka — bo takiego wpływu ono mieć nie będzie — tylko ze względu na obniżenie skuteczności szczepienia. Tak twierdzi immunolog prof. Janusz Marcinkiewicz z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezes Polskiego Towarzystwa Immunologii Doświadczalnej i Klinicznej. Dr n. med. Jacek Mrukowicz, zastępca przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Wakcynologii i redaktor naczelny czasopisma „Medycyna Praktyczna Szczepienia”, dodaje:

To co się stało w Kutnie, nie pasuje do żadnych potwierdzonych w badaniach naukowych odczynów, które ta szczepionka może wywołać. Taka indywidualna reakcja tego dziecka na szczepienie, której by do tej pory nie wykryto w dobrze funkcjonujących systemach nadzoru nad bezpieczeństwem szczepień w wielu innych krajach, choćby skandynawskich lub w Wielkiej Brytanii, jest bardzo mało prawdopodobna. Bardzo współczuję rodzicom małej Basi, to tragiczna sytuacja i nie dziwię się, że poszukują przyczyny tragedii.

Dlaczego Izabela Smolińska nie dotarła do tych specjalistów z próbą weryfikacji opowieści STOP NOP o szczepionce skojarzonej zabijającej polskie dzieci?

No a kolejny rozdział artykułu we „Wprost” nosi tytuł „Tajemnica autyzmu”…

Nawet nie musiałem wpisywać tekstów, już ktoś wcześniej wpadł na ten sam pomysł.

Nawet nie musiałem wpisywać tekstów, już ktoś wcześniej wpadł na ten sam pomysł.

W Stop NOP działa wielu rodziców, którzy twierdzą, że w wyniku powikłań poszczepiennych ich dzieci cierpią na autyzm. Jego związki ze szczepionką są szczególnie trudne do udowodnienia. Bo zaburzenie pojawia się nawet po kilku latach. Tymczasem aby jakiś objaw można było zakwalifikować jako niepożądany odczyn poszczepienny, musi być stwierdzony najdalej cztery tygodnie po szczepieniu.

To jest chyba najważniejszy argument STOP NOP, którego Izabela Smolińska nie zweryfikowała. Chętnie pomogę. Nie, związki autyzmu ze szczepionką nie są dlatego szczególnie trudne do udowodnienia, ponieważ zaburzenie pojawia się dużo później. Są szczególnie trudne do udowodnienia, ponieważ kolejne badania, kolejne meta-analizy na milionach pacjentów, kolejne postępowania sprawdzające takiego związku nie znajdują. I nie, autyzm nie pojawia się po kilku latach, po kilku latach może co najwyżej pojawić się diagnoza: w legendarnej sprawie Michelle Cedillo, mającej udowodnić związek autyzmu ze szczepieniami przed specjalnym amerykańskim trybunałem szczepionkowym, jeden z ekspertów, posiłkując się nagraniami wideo dziecka sprzed szczepienia, wskazywał na widoczne już na nich charakterystyczne zachowania wskazujące właśnie na autyzm.

Związkom autyzmu ze szczepionkami zaprzeczają stosy badań, zaprzeczają też zgodnie wszystkie medyczne agendy rządowe, zaprzeczają organizacje medyczne, zaprzeczają też praktycznie wszyscy naukowcy zajmujący się szczepieniami, za wyjątkiem dosłownie kilku głosów odrębnych. Dziwnym trafem akurat do tych głosów odrębnych autorka artykułu dotarła:

Mimo to się uważa, że choroba ta może być skutkiem zatrucia rtęcią, którą zawiera część ze szczepionek stosowanych w Polsce. Przyznaje to coraz więcej autorytetów medycznych, m.in. prof. Maria Dorota Majewska, neurobiolog prowadząca badania nad biologią autyzmu, czy dr Dorota Sienkiewicz z Kliniki Rehabilitacji Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

I to są jedyni naukowcy, których nazwiska pojawiają się w tekście Izabeli Smolińskiej. Prof. Majewska: prowadząca ideologiczną walkę ze szczepieniami neurobiolożka, publikująca gniewne antyszczepionkowe odezwy ze swojego zesłania na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jej odezwa z lutego (opublikowana na portalu dakowski.pl; nieodmiennie serdecznie polecam przy tej okazji inny dział tego portalu, w którym pan Dakowski z przyjaciółmi masakruje teorię ewolucji) zaczyna się od słów:

Szczepionkowe ludobójstwo jest nazywane przez szczepionkowców, czerpiących zyski z okaleczania cudzych dzieci (swoich najczęściej nie szczepią), „nieistotnymi i społecznie koniecznymi zgonami”. To samo mówili hitlerowcy o zamordowanych przez siebie ofiarach w Auschwitz, które oni też tylko „dezynfekowali” dla dobra społecznego.

Mniej emocjonalne argumenty prof. Majewskiej dotyczące szczepień spotkały się z odpowiedziami i merytoryczną krytyką Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, dziennikarzy naukowychblogerów, w tym niżej podpisanego. Dr Sienkiewicz z kolei, mimo krótkiej obecności na antyszczepionkowym firmamencie, też zdążyła dorobić się replik w prasie fachowejw blogach naukowych. Krótko mówiąc, to nie są „autorytety medyczne, które zaczynają coś przyznawać”. To są osoby, które walczą ze szczepieniami z pozycji ideologicznych, a ich poglądy na szczepienia są osamotnione w świecie naukowym.

Moja korespondencja z autorką artykułu miała swój ciąg dalszy. Gdy zapytałem ją, gdzie weryfikowała sensacje STOP NOP o związku autyzmu ze szczepieniami i dlaczego w jej artykule zabrakło wypowiedzi fachowców, odpisała mi, że nie musi mi się tłumaczyć i poprosiła: „byłabym wdzięczna, gdyby nie próbował pan włączać mnie w dyskurs, jaki toczy pan z/przeciwko STOP NOP we wpisach na swoim blogu”.

Pani Izabelo, nie mogę spełnić pani prośby. W mojej opinii ma pani jako dziennikarka obowiązek dochowania szczególnej rzetelności w kwestiach dotyczących zdrowia społeczeństwa. To nie są letnie sensacyjki o wielorybie płynącym w górę Wisły. Pani artykuł przyczynił się do siania antyszczepionkowej paniki. Paniki opartej jedynie na pseudonaukowych kłamstwach, myleniu związku czasowego ze związkiem skutkowo-przyczynowym, niepotwierdzonych przez lekarzy opowieściach rodziców, wreszcie — na irracjonalnym strachu niewielkiej grupy ludzi, która tym strachem próbuje zarazić resztę. To jest szkodliwy tekst. Na pani miejscu nie wrzucałbym go sobie do portfolio.